top
logo

Mitologia Nordycka


feed-image Feed Entries
Home
Bajki Braci Grimm
VU Meter PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
wtorek, 20 sierpnia 2013 20:48

 

VU-METER UNITRA

Prawda, że awarię widać na pierwszy rzut oka?

Moja epoka to już wskaźniki wysterowania oparte o LED. W czasach kiedy wszystko było ciemne i szare, migające kolorami ledowe linijki były czymś bardzo pożądanym.

Moje pokolenie pamięta jednak archaiczne już w latach 80 magiczne vel kocie oko. Montowano takie nie tylko w starych odbiornikach radiowych z lat 50 ale i dość nowoczesnych magnetofonach szpulowych ZRK - w PRL czas płynął wolniej niż dziś. Szpulowy ZK120 oparty na lampach mógł we wczesnych latach 80 uchodzić za sprzęt nowoczesny, kiedy pod szafą leżało także lampowe Bambino.

Magiczne oko kolorowe nie było, ale było magiczne... i moim zdaniem nie zmienił tego upływ czasu. Słuchać teatrzyku "Zielone Oko" i patrzeć jak mruga to zielone oko to było naprawdę coś.

Pomiędzy tymi technologiami swój czas miał wskaźnik wychyłowy - VU Meter.

Nie jest tak spektakularny jak magiczne oko czy diodowa linijka, ale z drugiej strony... ledowy blichtr już nam spowszedniał. Magiczne oko jest równie magiczne co niespotykane, a wychyłowy VU Meter... ma w sobie elegancję, której nie ma LED i jest RETRO. A RETRO lubimy!

Mam obecnie 3 magnetofony z wychyłowym wskaźnikiem wysterowania.

Nieszczęścia chodzą po ludziach... jeden z nich spadł mi niedawno z biurka i walnął z hukiem o podłogę.

Gdyby to był LED nic by się nie stało... ale VU Meter to dość delikatne urządzenie.

I niestety... stało się.

Pierwsza myśl to oczywiście Allegro i zakup nowego. Taki proceder kojarzy mi się jednak z barbarzyństwem. Taki wskaźnik może na portalach aukcyjnych kosztować nawet 20 zł. Kiedy piszę te słowa na Allegro wskaźnik Unitry kosztuje 35zł, japońskie od 80 do 180 zł.

Obłęd? Obłęd, ale czy od raz barbarzyństwo?

Na tym samym portalu można kupić za 10zł magnetofon z dwoma takim wskaźnikami. Więc kupowanie tych rzeczy to zachęta do patroszenia sprzętu, który nie zasłużył żeby go patroszyć.

Dlatego rozebrałem swoją Finezję. Przy okazji doświadczyłem, z jak kruchego jest zrobiona plastiku. Musiałem zerwać oryginalną plombę. Serce krwawiło, ale cóż.

Wymontowałem popsuty wskaźnik VU i rozebrałem go na części pierwsze.

Części pierwsze? Może nie tak do końca. W środku nie ma ich zbyt wiele, niektórych lepiej nie ruszać...

Co mamy w środku?

Mechanizm nie jest skomplikowany. W środku elementem aktywnym jest prostokątna cewka nawinięta dość cienkim drutem. Moją obawą było to, że ten drut się przerwał. Wystarczyło jednak przyłożyć omomierz by się przekonać, że przejście jest. Ponieważ miernik podaje napięcie, można zaobserwować także umiarkowany wychył wskaźnika VU. Coś więc go blokuje?

Wróćmy jednak do drutu. Wyprowadzenia cewki połączone są ze sprężyną na której zawieszony jest ustrój miernika wysterowania. Taka konstrukcja sprawia, że sama cewka powinna być dość odporna na uszkodzenia mechaniczne. Wyjście wskaźnika połączone jest przecież elastyczną sprężyną - dokładnie mówiąc dwoma. Kolejnym podejrzanym  elementem jest właśnie sprężyna. wygląda trochę jak w zegarku i gdyby puściła, z naprawą mógłby być problem. W moim przypadku jednak nie puściła.

Cewka wskaźnika przechyla się w polu magnetycznym magnesu. Jak się dobrze przyjrzeć, to nie jest on zbyt solidnie mocowany. Jak się naprawdę dobrze przyjrzeć, to widać, że musi on być umocowany dość symetrycznie - inaczej cewka będzie o niego trzeć.

I tak było u mnie... Urwał się po prostu magnes. Przykleić go z powrotem, to żaden problem, trudniej dobrze go scentrować.

Ale... okazuje się, że między magnes a obręcz doskonale pasuje zwykła wykałaczka. W szczelinę wkładamy więc tyle wykałaczek ile się da... a potem kilka kropelek kleju żeby przykleić magnes.

Metoda prymitywna, ale skuteczna. Finezja znowu działa... ale nie jest już dziewicza i połamałem jedną prowadnicę, na której zaciśnięte są kable do VU-Metra. Plastik jest niesłychanie kruchy. Próbowałem założyć gumkę zabezpieczającą na prowadnicę odpowiednim narzędziem i trach...

Trudno... Z wierzchu wszystko działa idealnie.

Dlaczego tyle uwagi poświęcam VU?

Po pierwsze dlatego, że nie jest to element nienaprawialny. Po drugie: czytając artykuły o Finezji na pewno natrafimy na fragment poświęcony VU. Montowano różne jego rodzaje - w tym sprowadzane z dalekiego dalekiego wschodu.

To daje pewne pojęcie o polskiej elektronice czasów PRL. VU to urządzenie dość proste, ale wymagające precyzji. Z tą naszą precyzją było niestety bardzo różnie.

Poprawiony: piątek, 23 sierpnia 2013 21:54
 
Instalacja Workbench 2.1 - Amiga 600 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 15 lipca 2013 17:10

przeczytaj najpierw: Amiga 600 i twardy dysk

 

Wiem, zabieram się za nazbyt wiele rzeczy na raz i niczego nie kończę... Na tym blogu widać i tak tylko skromny fragment.

Chcę zainstalować WB2.1 na mojej A600. System w zamierzeniu ma działać na karcie CF - Kingston 2GB.

Jakiś czas temu robiłem to samo, ale na karcie CF Sandisk. Instalację powtarzam na potrzeby tego artykułu, ale w zamyśle mam też komunikację Amigi ze światem za pomocą karty PCMCIA. Podobno nie każda zadziała, chcę to sprawdzić. Mam dwie karty CF - jedna to Sandisk III 2GB. Jest to karta bardzo szybka, chyba najszybsza jaką mam. Na pewno działa na prawdziwej Amidze jako HDD. Już to sprawdziłem! Ale szkoda mi jej do tego celu.

Ponieważ jest to instalacja na karcie CF a nie prawdziwym dysku, będzie się ona troszkę różnić od tego, co robiłbym 20 lat temu. Liczba czynności raczej przybyła niż ubyła.

Dla wygody przeprowadzę ją na komputerze PC pod WinUAE.

 

Poprawiony: niedziela, 20 października 2013 15:29
 
Piękna i Bestia, Vista i Windows 7 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
sobota, 06 lipca 2013 23:04

 

w budowie...

 

Co sprawia, że miliony ludzi idą do sklepów, by za względnie duże pieniądze kupić sobie wodę, którą mają w kranie?

Mieszkałem kiedyś w Monachium, gdzie woda w kranie była nawet lepsza niż mineralna ze sklepu, a jednak i tam nie brakuje ludzi,  którzy wodę noszą w plastikowych zgrzewkach, pakowane po 6, 4... pojedynczo... ale prawie zawsze w plastiku.

 

wikimedia commons

 

Może zacznijmy od tego, czym jest system operacyjny. Powtórzę za WIKI: "System operacyjny (ang. Operating System, skrót OS) – oprogramowanie zarządzające systemem komputerowym, tworzące środowisko do uruchamiania i kontroli zadań użytkownika."

Poprawiony: środa, 06 listopada 2013 17:58
 
Floppy drive Amiga vs PC PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 03 lipca 2013 11:10

Jak przerobiłem swoją stację dyskietek od PC na potrzeby Amigi opisałem tu: Amiga 600 i twardy dysk.

 

 

Tym razem chciałbym po prostu powspominać i przy okazji wyjaśnić kilka rzeczy. Sprawa dotyczy zarówno PC jak też Amigi, dlatego wybrałem oddzielny artykuł. Trudno pisać o Amidze w artykule o PC i odwrotnie.

Jestem prawdziwym komputerowym weteranem, a jednak nie dość starym by pamiętać pierwsze stacje dysków elastycznych w Polsce.

Nie pamiętam ich być może dlatego, że w Polsce ich nie było. Pierwsze komputery, jakie przeciekły do nas zza żelaznej kurtyny, to Atari, C64, ZX Spectrum - komputery, które jako pamięć masową używały zwykłą magnetofonową kasetę. Kasety magnetofonowe były w Polsce trudno dostępne, ale jednak były.

Dostępność i cena to niewątpliwe zalety kaset. Również pojemność, przynajmniej na początku była nawet wyższa niż w przypadku dyskietek.

Pewne pojęcie o pojemności dyskietek daje bios każdego PC, który je obsługuje. Ustawienia na mojej SY25N zaczynają się od 360KB dla dyskietki 5¼ cala. Na typowej kasecie do C64 mieściło się około 15 gier na stronę. Jeśli przyjąć, że gra zajmowała około 20 KB (czasem więcej, czasem mniej), to widać, że jedna strona kasety była porównywalna z dyskietką 5¼ cala do PC. Osiągi stacji Commodore 1541 do C64 były natomiast daleko mniejsze - to tylko 180 KB, a więc najwyżej połowa tego co mieściło się na jednej stronie kasety.

O zwycięstwie dyskietki zadecydowała więc wygoda, a nie pojemność.

Zanim przejdziemy do Amigi i PC, przyjrzyjmy się jeszcze stacji do C64. Gdyby ją rozkręcić, to zobaczymy, że ma własny procesor, własną pamięć... właściwie jest to drugi, autonomiczny komputer. Korzystanie z tej stacji to tak naprawdę użytkowanie dwóch komputerów połączonych przez port serial. Sam kontroler, mechaniczna konstrukcja i cała reszta, to jedna nierozerwalna całość.

Stacja Commodore 1541 była budowana dla C64 i pokrewnych. Nie było potrzeby budowania interface zgodnego z resztą świata. Przy okazji - da się ją podłączyć w prosty sposób do PC, co osobiście robiłem.

Mam też stację do C64, która zapewnia odczyt dwustronny. Można nią odczytać dyski zapisane na PC bez żadnego problemu.

Era C64 minęła, nastała Era Amigi oraz PC.

 

Naped 5¼  i.... Zworki

Amiga kojarzy się raczej z małą dyskietką 3,5 cala. PC pracował także z bardziej archaicznymi dyskami 5¼ cala. Oprócz wielkości dyskietek, stacje te różniły się również wtyczką, ale podpinało się ją pod ten sam kontroler, co stacje 3,5 cala.

Widzimy przy okazji, że aby całość działała, musiały współgrać trzy różne urządzenia: płyta główna, kontroler, czyli pośrednik, i  sama stacja spięta z kontrolerem odpowiednim kablem.

Kontroler był na początku ery PC oddzielną kartą, co pozwalało na pewną swobodę w budowaniu komputera. Zamiast dysku IDE można było użyć dysku SCISI, można było też użyć nietypowej stacji dyskietek. Standardy zmieniały się z czasem.

Prędko okazało się, że dyskietka 360KB to dość mało, a żonglerka dyskietkami jest uciążliwa. Trzymanie na jednej dyskietce systemu operacyjnego i wymiana danych za pomocą drugiej znacznie podnosiło komfort pracy.

Przyjrzyjmy się może pracy, gdy stacja dysków jest tylko jedna: Ładujemy system operacyjny.. chcemy skorzystać z edytora tekstu, Wyciągamy dyskietkę z systemem i ładujemy drugą dyskietkę z edytorem, ale pierwsza musi być pod ręką. Nasz dokument oczywiście jest na trzeciej dyskietce. Wszystko ładuje się do pamięci operacyjnej komputera, a pamięci tej mamy mało. O czymś takim jak plik wymiany nie ma mowy, bo ciągle zmieniamy dyski.. OK, praca z edytorem skończona, chciałbym sformatować dysk... system operacyjny jest w pamięci, ale komenda format musi zostać załadowana na nowo... więc znowu wkładam dysk pierwszy i tak w kółko.

I wcale nie jest źle, jeżeli system operacyjny przewiduje wyjęcie dyskietki. W systemie DOS 6.22 wcale nie jest to oczywiste, bo większość komend to oddzielne programy, nie zawarte w podstawowym command.com ładowanym do pamięci. Więc dla efektywnej pracy druga stacja albo dysk twardy jest po prostu konieczna.

Jak podłączyć kilka stacji do jednego komputera?

Najprościej: zrobić tyle gniazdek ile stacji... W PC nie było by to jakoś bardzo trudne... w teorii. trudniej wyobrazić sobie Amigę. Każde gniazdo zabiera dużo miejsca. Jest jeszcze jeden, poważniejszy problem. Wystarczy zajrzeć do obudowy komputera 486 w standardzie BabyAT. Kiedy włoży się wszystkie karty rozszerzeń, nie ma tragedii. Ale kiedy pospina się wszystko szerokimi taśmami, szybko powstaje wrażenie, że cały komputer to jedno kłębowisko kabli. To był poważny problem i być może dlatego wymyślono, by stacje dysków elastycznych łączyć szeregowo. Standard PC przewidywał pod dwa urządzenia na taśmę / kontroler. W C64 rozwiązano to inaczej, We wnętrzu Amigi nie ma miejsca na dodatkową stację, więc korzystano ze stacji dyskietek zewnętrznych.

Niestety dwie stacje i więcej odrobinę komplikują sprawę. Skąd komputer ma wiedzieć, która stacja jest która?

Po pierwsze zworka... Jeszcze nie tak dawno w powszechnym użytku były napędy IDE PATA. Miały przynajmniej trzy zworki: MSC.

  • Master
  • Slave
  • Cable Select

Master to dysk główny, slave to dysk drugi, cable select... w życiu spotkałem się tylko z jednym komputerem, który tego używał. Nie używał za to żadnej innej konfiguracji.

Skoro dysk twardy można konfigurować za pomocą zworek, to czemu nie stacji floppy?

Oczywiście także można! Starsze modele wyposażone były w cały szereg zworek, niektóre służyły do identyfikacji stacji właśnie. Zworki służyły także do przystosowania stacji do kontrolera. Nie od razu zaczął obowiązywać ten najbardziej współczesny.

Zworki to właśnie ta różnica, która różni stację od PC od Stacji od Amigi.

Dlaczego?

Jeśli dobrze obejrzeć stację dyskietek z roku 1994, to widać, że kabel do niej nie jest taki zwykły. Zwykle mamy wtyczkę, potem przeplot kabla, a potem znowu wtyczkę.

Ten przeplot i podłączenie stacji za lub przed nim, decydowało o identyfikacji stacji. Sprawa bardzo się uprościła. Nie trzeba było się znać na zworkach.

Skoro zworki nie były już potrzebne, można było zrezygnować z ich wyprowadzenia na zewnątrz stacji. Dlatego część y nich ma na płycie drukowanej odpowiednie miejsca, gdzie można by je podłączyć, ale nie są one wyprowadzone. Najnowsze stacje nie mają już nawet i tego. Bo po co? Skoro upowszechnił się dysk twardy i tylko maniacy mieli po dwie stacje.

Jest jeszcze jedna różnica między Amigą, a PC. Jeżeli włożysz dyskietkę do Amigi, komputer natychmiast o tym wie. PC nic nie wie o dyskietce, póki nie próbujesz jej odczytać. Widać, że jeden z sygnałów wychodzących ze stacji dyskietek nie jest mu potrzebny, a skoro tak, to po co go wyprowadzać. Dlatego niektóre stacje nie obsługują już tej funkcji. Wydała się zbędna, ale dla Amigi jest konieczna.

Zamienione są także wyprowadzenia - 34 z 2. Co widać na http://norbid.of.pl/ i słynnym kablu, który miał powodować, że stacji od PC można używać na Amidze. Trzeba dodać, że niektóre zworki w starych stacjach służyły między innymi do zamiany tych wyprowadzeń.

Widać więc, że stacja dyskietek od PC i stacja dyskietek od Amigi to w zasadzie to samo urządzenie i wielu przypadkach przeróbka jest możliwa. W Amidze może działać stacja od PC i odwrotnie również. Wystarczy mała przeróbka.

A jednak na forach czytamy, że stacji od Amigi nie podłączy się do PC.

Nie jest to prawda! Podłączyć się da, da się korzystać, tyle że nie sprawimy w ten sposób, by stacja od Amigi czytała na PC dyskietki 880kB. Taka stacja po prostu stanie się zwykłą pecetową stacją o gęstości 720 lub 14400.

Ta niemożność nie wynika bowiem z budowy samej stacji dyskietek, ale z budowy kontrolera. Przenosząc sam napęd, kontroler zostawiamy tam, gdzie był - na płycie głównej Amigi, więc nic nam to nie da.

Smutna konstatacja?

A teraz jeszcze krótko o PC. Ten komputer nie pozostał w miejscu w roku 1994. Aby oszczędzić kombinowano dalej. W niektórych komputerach nie ma już przeplotu ani możliwości podłączenia drugiej stacji. Kabel jest prosty... czyli stacja podłączona w ten sposób powinna być napędem drugim. Jednak BIOS sprawia, że tego nie widzimy. Prowadzi to do nieporozumień. Użycie kabla z przeplotem może w takim sprzęcie sprawić, że stacja nie będzie wcale widoczna  - pomyślimy, że jest zepsuta...

Tymczasem żeby działała, potrzebne są trzy współgrające rzeczy, jak już to napisałem: BIOS, Kontroler i sam napęd. Dlatego ostrożnie i cierpliwości!!!

Mam nadzieję, że nie napisałem tu wielu głupot.

Poprawiony: piątek, 06 września 2013 12:01
 
Finezja 1 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
sobota, 29 czerwca 2013 21:46

W Finezji zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Pamiętam, jak rysowałem ją na każdym skrawku papieru, jaki miałem. Znałem każdy jej kontur, rozmieszczenie potencjometrów, wskaźniki VU.

 

No i była w sklepie radiowo telewizyjnym. Tam nigdy nic nie było, a Finezja stała. Ale nie ośmieliłem się błagać rodziców...

Kilka lat potem dostałem swojego M3016 i byłem szczęśliwy - o Finezji zapomniałem... prawie.

Sprawa ma się trochę tak, jak z Ułanem B303. Kiedy go zobaczyłem, miałem już ZRK RM221, który przy Ułanie wyglądał jak sprzęt nowoczesny przy zabytku. Nie jestem zresztą pewny, czy był to Ułan, czy może MK125, jeden z pierwszych polskich kaseciaków na licencji francuskiego Thomsona. Są to konstrukcje bardzo podobne. Na B303 patrzyłem z poczuciem wyższości.

M3016 odpowiadał ówczesnej modzie. świecił jak choinka kolorowymi diodami LED, kieszeń była podświetlana, niektóre klawisze również oznaczone diodami. M3016 przy Finezji wyglądał nowocześnie. Ale i tak każdy marzył o szufladzie.

Bardzo wiele lat potem dostałem Finezję na urodziny.

Kiedyś natychmiast podłączyłbym ją do wzmacniacza, ale tym razem zadowoliłem się gniazdkiem słuchawkowym. Przejściówkę zrobiłem sobie sam - stara wtyczka od słuchawek DIN 5, kabelek, gniazdko jack 3.5 wylutowane ze starej karty muzycznej... i ekranowany kabelek.

Najpierw jednak przeżyłem szok - wciąż pamiętałem jak wygląda Finezja, ale nie że jest tak ogromna! Nie jest jednak przesadnie ciężka - obudowa jest z plastiku.

Wszystko wygląda na archaiczny sprzęt - wskaźniki VU, suwakowe potencjometry, kontrolki podświetlane żarówkami...

Tyle odnośnie oka - w 85 byłyby to ogromny minus, dzisiaj to retro niesłychanie cieszy....

No więc wsadziłem słuchawki i usłyszałem kiszkę...

Mono? Suma kanałów? Kiszka... ale chwila... przecież DIN 5 da się źle podłączyć. Podłączyłem więc wtyczkę odwrotnie i mnie powaliło...

Ten stary ramol to jeden z najbardziej niedocenianych magnetofonów kasetowych, jakie stworzył PRL. Podoba mi się nawet polska implementacja DNL - nie jest tak wybredna jak  DOLBY B/C, a działa. Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że będzie to coś bardziej prymitywnego niż CNRS.

Mówiąc krótko: nie widzę potrzeby wyłączania tego systemu. Nic nie tracę, jeśli jest włączony non stop. DOLBY wymaga naprawdę dobrych taśm i dobrze zestrojonego układu. Wyśmiewany przez Polaków CNRS również wymaga więcej. Moim zdaniem zresztą, nie działa ten CNRS wcale tak źle. Problemem jest raczej to, że ludzie nie rozumieją zasady jego działania.

Brzmienie Finezji oceniam na bardzo bardzo dobre, mechanizm cichutki, choć może niezbyt wygodnie wkłada się taśmę.

Finezja dla mnie to szok. Zupełnie nie tego się spodziewałem.

Poprawiony: piątek, 04 października 2013 20:46
 
« pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia »

Strona 7 z 47

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 9 gości 

bottom
top

Latest News

Popular


bottom

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Joomla 1.5 template discount linux hosting Valid XHTML and CSS.