top
logo

Mitologia Nordycka


feed-image Feed Entries
Home
Bajki Braci Grimm
Voyage to the prehistoric Planet PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
piątek, 04 października 2013 17:07

 

w budowie

Minęło już sporo czasu, kiedy ostatni raz oglądałem Planetę Burz Kłuszancewa, film który mimo technicznych mankamentów, wieku i kraju pochodzenia przypadł mi do gustu.

Oczywiście zajrzałem na Wikipedię. robię to za każdym razem, gdy aplikuję sobie dawkę sowieckiego kina. I co tam zobaczyłem? A no że Amerykanie Planetę Burz pocięli i zrobili z niej  Voyage to the prehistoric Planet aby dostosować film do oczekiwać amerykańskiego widza.

Amerykański widz? Kto to taki? Gdzieś wyczytałem, że to to pryszczaty murzyn, który nigdy nie przeczytał żadnej książki, ma 16 lat i konsolę XBOX. Wykształcenie podstawowe, żadnych widoków na zatrudnienie.

Od razu wyobraziłem sobie, jak potwornej dewastacji na "Planecie Burz" musieli dokonać Amerykanie.

Ale i tak obejrzałem.

Pierwsze co rzuciło się w.... uszy to inna ścieżka dźwiękowa. Bardzo cenię sobie wielu rosyjskich kompozytorów, ale rosyjska muzyka filmowa jakoś do mnie nie przemawia. Amerykańska spodobała mi się bardziej! Być może jest to efekt wychowania na amerykańskich filmach. Cóż... wydaje mi się, że Amerykanom bardziej udało się budować nastrój filmu. U Rosjan muzyka jest jakby dodatkiem, ale nie uczestniczy w budowaniu emocji. Voyage to film niskobudżetowy, ale i tak z nastrojem jest tu lepiej niż u Rosjan.

 

W amerykańskiej wersji nie zobaczymy pani z prawej strony, która swoją wrażliwością zniszczyła karierę Kłuszancewa - radziecka kobieta nie płacze! Zastąpiła ją pani z lewej strony - starannie wyfryzowana.

Początkowo myślałem, że to właśnie uroda radzieckiej aktorki nie przypadła amerykanom do gustu. Po obejrzeniu obu filmów, mam wrażenie, że amerykanom chodziło o nadanie filmowi większego dramatyzmu i wycięcie przynajmniej jednej sceny.

Akcja

Na Wenus lecą trzy radzieckie statki kosmiczne - Syriusz, Wega i Kapella . Można się tylko domyślać dlaczego statki są aż trzy. . Jeden z nich zostaje zniszczony przez meteoryt. Pozostają dwa, które wciąż mogą dokonać eksploracji Wenus, ale nie ma już marginesu błędu. Tylko jeden statek może wylądować. Być może chodzi o zużycie paliwa - start z powierzchni Wenus zużyje je całe i nie będzie można polecieć na ziemię. Jeden statek musi więc zostać. Naukowcy nie są szaleni. Na Wenus ląduje najpierw  mały statek zwiadowczy, a dopiero gdy ten nie odpowiada, załoga wenusjańskiej ekspedycji decyduje się na lądowanie statkiem właściwym. Ktoś musi jednak zostać - wybór pada na jedyną kobietę biorącą udział w misji.

Tutaj akcja obu filmów rozjeżdża się.

Obie kobiety - w wersji amerykańskiej i rosyjskiej - przeżywają rozterkę. Powinny czekać, ale chciałyby też pomóc załodze statku, który wylądował i napotkał pewne trudności - na przykład atak gigantycznego pterodaktyla na latający automobil. Rosjanka jednak wie, że jej lądowanie oznaczałoby śmierć załogi. Nie mogliby wrócić na ziemię. Może więc tylko czekać, bić się z myślami i nasłuchiwać. Amerykanka przeżywa większe emocje. Nie wie, co ma w zaistniałej sytuacji robić i czeka na instrukcje z ziemi. Bije się z myślami i nawet decyduje się na lądowanie, czego zapowiedź odbiera załoga na Wenus w postacie nagrania na magnetofonie szpulowym. Taśma została wyczerpana i słyszą tylko zapowiedź lądowania, dalszych komunikatów już nie znają. Teraz oni nie wiedzą, czy mogą uznać się za martwych, czy może pozostała iskierka nadziei.

Tymczasem w centrum lotów właściwą decyzję podejmuje profesor Hartmann, którego w rosyjskiej wersji nie ma.

Hartmann to ten starszy pan

 

Rozterki amerykanki przydają filmowi dodatkowej dramaturgii, ale ujmują spójności: Na orbicie jest histeryczka, która nie wie, co ma robić. Aby dodać ten element, amerykanie musieli usunąć oryginalną aktorkę i dodać Hartmanna.

Akcja filmu na tym nie cierpi. Unikamy oglądania ruskiej defilady, gdzie wśród tłumów suną radziecki Wołgi i Czajki. Taką scenę wyobraża sobie rosyjska kosmonautka. Amerykański film tuszuje radzieckie wątki. Kobieca rola w rosyjskiej wersji jest ciekawa, ale nie dramatyczna. Owszem, przeżywa rozterki, ale nie robi niczego głupiego. Jest raczej rzewna niż dramatyczna.

Amerykańska wersja jest odrobinę bardziej efektowna, ale też i odrobinę głupsza. Nie jest jednak totalną masakrą filmu. Główny wątek jest ten sam. Amerykanie zmienili mniej, niż się tego obawiałem.

Poprawiony: niedziela, 06 października 2013 11:51
 
Lenovo G570 is dead PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 30 września 2013 20:20

Na samym wstępie: są takie laptopy, których rozebranie graniczy z próbami, na jakie wystawiony był Herakles. Aby obniżyć koszty produkcji śruby zastępuje się zatrzaskami. Nie ma co ukrywać, że zatrzaski mają i zalety - dzięki nim  w obudowie nie ma szczelin, wszystko spasowane jest idealnie. Widziałem już Laptopa, który wymagał totalnego demontażu, jeśli chciało się wyczyścić wentylator! (Niektórzy podejrzewają, że takie praktyki są celowe! Usmażyć komputer zaraz po upływie gwarancji!)

Lenovo G570 zbyt wielu problemów nam nie zgotuje. Pod tym względem jest to dość przyjazna konstrukcja, ale i tak ostrzegam: Jeśli szkoda Ci sprzętu, nie masz dobrych narzędzi i nie za bardzo masz doświadczenie, serwisowanie laptopa zostaw innym.

Osobiście doświadczenie mam spore, a i tak informuję wszystkich chętnych skorzystać z mojej pomocy, że rozebranie nowoczesnych maszyn w domowych warunkach wiąże się zawsze z pewnym ryzykiem.

Objaw

Komputer uruchamia się w tym sensie, że zapala się dioda sygnalizująca zasilanie i włącza się wentylator. Poza tym komputer jest martwy. Podpięcie zewnętrznego monitora absolutnie nic nie daje.

Ten dokument piszę na żywo... jeszcze nie wiem, czy uda mi się tej maszynce zwrócić życie.

Primo Zasilacz

Dobrze jest zacząć od rzeczy najbardziej prozaicznych. Pierwszą więc rzeczą to pomiar napięcia. Obecnie prosty multimetr cyfrowy to wydatek 20 zł. Może się zdarzyć, że zasilacz będzie generował odpowiednie napięcie dopiero pod obciążeniem, więc ewentualne złe wskazania jeszcze nic nie znaczą, dobre zresztą nie. warto jednak sprawdzić, czy nasz zasilacz nie daje zbyt dużego napięcia. to by był fatalny objaw.

Pewność, że zasilacz jest sprawny daje dopiero podpięcie go do innego komputera, ale nie polecam takiego kroku. Lepiej podłączyć inny zasilacz do komputera, który naprawiamy.

W moim przypadku fail. Nowy Zasilacz - Stare Objawy.

Kuracja Odchudzająca

Aby odchudzić, trzeba rozebrać. Ale zanim to zrobimy, dokładnie oglądamy komputer. Szczególnie przyglądamy się portom USB itp. Teoretycznie są zabezpieczone przeciwzwarciowo, ale widziałem, już komputer, który wyłamany miał port USB, co powodowało spięcie - nie dawał oznak życia. WCALE!

Mój model nie wykazywał pod tym względem żadnych uszczerbków na zdrowiu.

Zdejmujemy klapkę, pod którą kryje się pamięć i dysk twardy. Odpowiednim śrubokrętem odkręcamy śrubki. Ważne, żeby ie próbować ich wyciągać na siłę. Nie da się ich wyjąć, bo z drugiej strony zabezpieczone są specjalnym pierścieniem. Jest to wbrew pozorom świetny patent, bo takiej śruby nie da rady zgubić.  Pokrywę podważamy delikatnie od strony przeciwnej krawędzi komputera, przy której znajdują się specjalne wypusty. Siłując się z pokrywą od tej strony, ryzykujemy, że się złamią.

Po zdjęciu pokrywy odłączamy dysk twardy i opróżniamy jeden bank pamięci. Oczywiście pierwszą czynnością ze wszystkich jest wyjęcie baterii! W tym stanie próbujemy włączyć komputer - dobrze jest użyć zewnętrznego monitora.

Mój komputer ma dwa moduły pamięci. Testuję je pojedynczo, oba w każdej możliwej konfiguracji - tj: najpierw w gnieździe pierwszym, a potem drugim.

Okazuje się, że komputer startuje, jeśli tylko obłożone jest gniazdo pierwsze, niezależnie, której pamięci używam. Nasuwa to wniosek, że uszkodzone jest gniazdo, a nie pamięć, ale z wnioskami w tym przypadku należy poczekać.

Wydawałoby się, że wyjąłem pamięć tylko po to, żeby ją sprawdzić. Tak jednak nie jest. Nie wiem dokładnie, co robi BIOS podczas inicjacji komputera - są zresztą róże BIOSy różnych producentów.

Wyjęcie pamięci i innych elementów ma jednak nieco inny sens prócz tego, który nasuwa się sam.

Opowiem może historię mojego pierwszego latopa - Był to COMPAQ CONTURA 486 z rozbitym wyświetlaczem. Taki dostałem w prezencie od pewnego pana. Oczywiście wyświetlacza nie skleję. Kupiłem więc inną Conturę na Allegro - niesprawną za śmieszne pieniądze. Nie było to taki sam model - miał inny wyświetlacz. Wymieniłem uszkodzony element, podpiąłem nową taśmę. Włączyłem komputer i... spotkało mnie wielkie rozczarowanie - nie wystartował!

Rozwiązanie znalazłem przypadkiem - podłączyłem zewnętrzny monitor. Oczywiście komputer nie zadziałał. Ale wtedy zrezygnowany odpiąłem taśmę sygnałową wyświetlacza. Bez nowego wyświetlacza komputer zadziałał! Więc nowy wyświetlacz jest popsuty? Coś mnie podkusiło, żeby podłączyć go jeszcze raz. I cóż widzę?  BIOS przestawił się w tryb pracy z zewnętrznym wyświetlaczem. Kiedy na nowo podłączyłem wewnętrzny, wykrył go i zapytał, czy ma go odtąd stosować na stałe. Wybrałem opcję YES i Contura działa do dzisiaj. Widać z tego przykładu, że wymiana sprzętu powoduje coś podobnego do resetu pamięci CMOS. Resetu tej pamięci spróbowałem oczywiście wcześniej i wiem, że sprawa nie jest taka prosta. Powiedzmy upraszczając, że wyjęcie pamięci albo dysku powoduje pewne przeprogramowanie się BIOS. I w wielu przypadkach zaobserwowałem, że komputer, który nie wstawał, nagle wstaje.

Moje LENOVO wstało, ale zaraz po starcie wydawało  siebie bip bip bip bip.... Dawne płyty główne sygnalizowały w ten sposób awarię, ale...

Postanowiłem rozebrać cały komputer żeby przekonać się, czy w środku nie nosi śladów zniszczeń- Podobno stał w wilgoci.

Jak go rozebrać?

Po pierwsze odkręcić wszystkie śrubki z dołu obudowy. Jeżeli chcesz obejrzeć płytę główną z obu stron, nie obejdzie się bez zdjęcia klawiatury.

Klawiatura mocowana jest przez 3 śruby oraz zatrzaski. Aby ją odkręcić, trzeba wykręcić odpowiednie wkręty oznaczone symbolem klawiatury. Są takie trzy! Po odkręceniu podważamy klawiaturę OD GÓRY. Wypustki znajdują się od dołu. Po klawiaturą znajdują się jeszcze dwie śruby, które należy wykręcić by zdjąć obudowę, w tym jedna pod papierową plombą.

Konieczne jest także zdjęcie wentylatora. Gdy odkręcimy już wszystkie śruby, ostatnią zaporą pozostaną zatrzaski. Mi udało się otworzyć obudowę po prostu wciskając paznokieć od kciuka. Trzeba niestety go mieć. W tym modelu nie trzeba używać jakiejś znaczącej siły. Podważania nożykiem nie polecam, bo łatwo o zadziory.

-----

Oględziny nie wykazały żadnych fizycznych uszkodzeń. Buczenie podczas startu skojarzyłem z zachowaniem niektórych biosów. Otóż zdarza się, że kiedy naciśnie się opacznie jakiś klawisz we wczesnej fazie inicjacji komputera, bios zgłasza błąd klawiatury, który czasem jest sygnalizowany właśnie takim buczeniem. Próbowałem na tym komputerze wystartować z płyty Ubuntu. I znów zachowywał się tak, jakby na stałe wciśnięty był jakiś klawisz. Bip bip bip bip. Ubuntu było nieużywalne.

Kolejny krok? Fizycznie odpiąłem klawiaturę. Buczenia nie ma. Czas więc kupić nową.

Co z tego wyszło, być może wkrótce opowiem.

-----

Kupiliśmy klawiaturę. Tu okazał się pewien problem. Mimo, że model komputera dokładanie się zgadzał z opisem klawiatury na Allegro, to ułożenie bolców już nie.

Klawiatury nie dało się założyć inaczej niż obcinając jeden z bolców mocujących klawiaturę. Na szczęście nie pasował ten środkowy. Jego braku wcale się nie odczuwa. Obciętą końcówkę bolca wsadziłem na swoje miejsce - wciąż mocuje od spodu chassis, ale już nie samą klawiaturę. Miałem w planie przykleić ten bolec do klawiatury - na pewno nie wzmocniło by to znacząco komputera, ale dodatkowy uchwyt to zawsze coś. Zrezygnowałem z tego. Bez bolca komputer chodzi bez zarzutu.

Tak więc mogę się pochwalić pełnym sukcesem. Ktoś się z tego komputera - mam nadzieję - ucieszy.

Poprawiony: piątek, 08 listopada 2013 23:18
 
Stara Poczciwa Elwa PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
sobota, 31 sierpnia 2013 15:21

Właściwie nie będzie dzisiaj o samej Elwie... będzie o niej pośrednio.

Wpadł mi w ręce telewizor plazmowy LG 42PX3RVA-2C. Zero oznak życia. Wszystkie bezpieczniki sprawne... dokładne oględziny i Bingo! Dwa spuchnięte Elektrolity 1000 mikroF 10V 105 C.

Popsute Elektrolity

Oczywiście zrobiłem fotkę, kiedy były jeszcze w płycie, ale.. Sony ALPHA nie informuje, że w środku nie ma karty.

Tutaj widać nowe o nieco większym woltażu. A niżej wynik pracy:

 

Sam nie wierzyłem, że taki będzie efekt. Telewizor w całej okazałości gra... Niestety jest ogromny i nie mogę powiedzieć właścicielowi, że nie dałem rady naprawić i musiałem wyrzucić, zachowałem tylko to i owo na części... No po prostu mi się nie mieści!

Co do tego tekstu ma stara dobra Elwa? Na początku muszę napisać pewne zastrzeżenie. W czasach PRL kondensatory siłą rzeczy były nowe, bo i sam PRL długo nie trwał, a Elwa jeszcze krócej. Druga rzecz to elektronika cyfrowa i zasilacze impulsowe, które niemiłosiernie obciążają kondensatory elektrolityczne. Dla kondensatorów nastały po prostu ciężkie czasy - dodać trzeba jeszcze temperaturę pracy, szczególnie na płytach głównych komputerów, ale z drugiej strony...

Wielu z nas trzyma w domu jakiś sprzęt Unitry. Minęło naprawdę dużo czasu, od kiedy oficjalnie komuny już nie ma, a kondensatory Elwy z reguły trzymają po kilkadziesiąt w między czasie lat.

Kiedy byłem czynnym elektronikiem , uszkodzeń kondensatorów wręcz nie pamiętam. Pewnie, że wówczas było im lżej, ale może też wcale nie były takie złe?

Poprawiony: piątek, 06 września 2013 11:53
 
Jakiś szybki Linux, proszę... PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 28 sierpnia 2013 22:13

w budowie

Pewnie prędko tego nie ukończę, jak połowy tekstów tutaj, może nie ukończę wcale, ale chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami na temat demona prędkości, jakim jest Linux.

Zwykle jest tak, że kupujemy sobie komputer... a po kilku latach ten komputer nie jest już zbyt wiele wart, wciąż jednak chodzi... żal wyrzucać... coś można by z niego zrobić...

  • Może serwer Plików?
  • Może serwer WWW?
  • Może centrum multimedialne z XBMC?
  • Może Router?

Znalazłem nawet stronę internetową, gdzie ktoś dowodzi, że wszystko to jest głupie itd... i lepiej sobie kupić dedykowany sprzęt. Nie o tym jednak chciałem pisać tym razem.

W sposób naturalny rodzi się pokusa, żeby takiego sprzętu użyć do zabawy z Linuksem... ino czy pociągnie? Jak to jest z tą szybkością Linuksa?

Jeszcze nie tak dawno - z perspektywy mojego wieku - czytałem o Linuksie jako o systemie, któremu wystarczy procesor 486 i 16MB... gdzieś niżej było napisane, że będzie działał niezawodnie, ale bez powłoki graficznej... jako router ma się rozumieć.

I co ja mam robić na tym routerze? Patrzeć się na niego? Ja chciałbym podziałać! Pobawić się... może nawet używać!

No więc jak? Linux jest demonem szybkości czy nie?

Linux pokazał się po raz pierwszy w roku 1991 i raczej nie był to system gotowy do użycia. Moja przygoda z Linuksem zaczęła się dwa lata później. Można było na nim otworzyć powłokę graficzną, posłuchać muzyki. W 1993 robił już właściwie to wszystko, co powinien umieć robić poważny system operacyjny. Windows z numerkiem 1 pokazał się w roku 1985, a więc prawie dekadę wcześniej. Dekada w tamtych czasach to była prawdziwa przepaść, zarówno programowo jak i sprzętowo. Dość pomyśleć, że w 85 zobaczyłem po raz pierwszy ZX Spectrum, dziesięć lat później zastanawiałem się nad kupnem komputera klasy Pentium. Postęp był więc niewiarygodnie szybki!

Te dziesięć lat różnicy powoduje, że Linux wyrasta nie jako ewolucyjny następca systemów operacyjnych opierających się z procesora 8086 lecz wprost z 386.

Można z tego wywieść wniosek, że dla procesorów starszych niż 386 nie nadaje się, aczkolwiek słyszałem o implementacji dla procesora 286 a nawet dla procesorów 8 bitowych.

Procesor 386

Pierwsze egzemplarze tego procesora nie były znacząco lepsze od procesora 286, a jednak to właśnie od tego procesora zaczyna się historia systemów operacyjnych, jakie znamy obecnie.

Nigdy nie widziałem komputera 386, który by nie pracował w tandemie DOS + Windows 3.0. Raczkował wprawdzie już Linux, ale nie był jeszcze systemem ani dojrzałym ani znanym komuś więcej niż garstce entuzjastów.

Słyszałem o udanych próbach postawienia systemu Windows 95 na bazie płyty z  procesorem 386, czego sam również spróbowałem. Instalator odmówił z nim współpracy . Mój procesor nie miał matematycznego koprocesora, który jak wynika z Wikipedii jest wymagany.

Czy Linux był alternatywą dla systemów 386? Myślę, że Linuksa z roku 1993 dałoby się postawić na tym procesorze, prawdopodobnie także z obsługą graficznej powłoki - zakładając oczywiście istnienie odpowiednich sterowników. Bez nich Linux oferował podobną wygodę, co system MS DOS. Uważam, że już w 1993 Linux był dość dojrzałym systemem, jednak bez wsparcia "czynników trzecich" system ten nie był wiele wart. Nie był więc alternatywą dla Systemów firmowanych przez Microsoft.

Jeżeli masz taki komputer, instaluj na nim DOS + Windows 3. Jeżeli masz procesor DX i więcej niż 4MB RAM, możesz spróbować z Windows 95.

Procesor 486

i486 to pierwszy procesor, na którym realnie stawiałem Linuksa. Komputer z 486 kupiłem razem z legalnym systemem DOS 6.22 i Windows 3.11 for Workgroups. Od tamtego czasu upłynęło w Wiśle sporo wody, jednak jestem pewny, że gdyby posadzić przed Windows 3.11 dzisiejszego użytkownika, po chwili konsternacji świetnie by się w nim odnalazł.

Z powodzeniem instalowałem na tej platformie również Windows 95. Windows 95 wprowadził mnie przy okazji w niemałe osłupienie! Na moim laptopie Compaq Contura 486 DX 50MHZ działał i nadal działa zdecydowanie szybciej niż Windows 3.11.

Ten drugi ma oczywiście mniejsze wymagania. Okazuje się jednak że lekkość systemów operacyjnych sprawdza się tylko do pewnego stopnia. Istnieje granica, gdzie zwiększanie częstotliwości procesora, dodawanie większej ilości pamięci niewiele już daje, czasem nawet nic już nie daje.

Jeśli masz płytę z procesorem 486 i zastanawiasz się jakiego użyć systemu, miałbym mieszane uczucia. Na pewno sprawdzi się Windows 95, ale tylko tandem DOS + Windows 3.11 pozwoli Ci poczuć ducha epoki.

A co z Linuksem? Sprawdziłem i wiem to na pewno: jeżeli trafisz ze sterownikami, to Linux z epoki procesorów 486 da sobie radę nie gorzej niż Win 95. Doświadczysz przy okazji, co to jest multitasking, odpalisz kilka gier na raz. Potem zapragniesz napisać na tym komputerze krótki tekst i okaże się, że poważnego procesora tekstu brak. Linux nie odstawał wówczas prędkością działania, czy wygodą użytkowania od reszty świata. Odstawał sterownikami i ekosystemem. Przy odrobinie szczęścia lub świadomości - można przecież świadomie kupować komponenty - sterowniki nie były problem, ekosystem jednak szwankował i nie da się tego ukryć. Dlatego TAK, Linux był alternatywą jako jądro plus obudowa, w postaci dystrybucji Slackware na przykład, ale był nią sam w sobie. Brakowało reszty - procesorów tekstu, przeglądarek Web... aplikacji multimedialnych.

Procesor Pentium

Mój pierwszy Pentium to zegar 133MHz i brak MMX. Używałem na nim dwóch systemów operacyjnych wydanych przez Microsoft - Na myśli mam Windows 95 i Windows 98, który wyraźnie lepiej sprawdzi się w przypadku większych dysków twardych.

Obydwa systemy są mniej więcej rówieśnikami procesora Pentium I, logiczne więc, że działają dość szybko.

Interesująca jest sprawa Win 3.11. Mimo, że szybko się zestarzał, wciąż można było używać tego systemu na procesorach Pentium. Wprawdzie producenci dość szybko zrezygnowali z dostarczania sterowników na ten system, ale w fazie przejściowej były one jednak dostępne.

Czy demonicznie szybki Windows 3.x.... szybki w tym sensie, że zadziała nawet na bardzo powolnych maszynach... ma sens na maszynach z procesorem Pentium?

Moim zdaniem nie. Pisałem już wcześniej, że niskie wymagania nie idą w parze ze zwiększeniem wydajności na mocnych architekturach. Tę większą moc system musi umieć wykorzystać. Win 3.11 jest na procesorach Pentium szybki, ale jednak nie aż tak, jakby można było tego oczekiwać.

Kwestia Linuksa?

Oczywiście Pentium bez problemu mógłby znaleźć rówieśnika z rodziny Linux. Linux z tamtych czasów nie chodziłby zauważalnie wolniej niż Windows 95 i o ile pamiętam miał dość podobne wymagania.

Mamy więc Linuksa, który chodzi na Procesorze Pentium, ale jego funkcjonalność jest dokładnie taka, jak w czasach Pentium. Czy na pewno o to nam chodzi?

W czasach Pentium I na moim komputerze zainstalowany był Red Hat 5 Hurricane. Jak na mój gust Linux był już dojrzałym projektem, a jednak... brakowało tego i owego: przeglądarka sieciowa? Prawda: Internet w Polsce dopiero raczkował. Gry? Proszę o następne pytanie! Multimedia? MP3 owszem, zadziała, ale trzeba pamiętać, że Pentium I to w dziedzinie multimediów wciąż za słaby procesor żeby coś sensownego z nim zrobić. Może choć edycja dokumentów? Nie! Staroffice chodził na Linuksie wyraźnie wolniej niż pod Windows - moim zdaniem był nieużywalny.

Tak więc użyteczność z roku 1997 na nic nam się nie przyda w roku 2013! Ba... nie dotyczy to tylko Linuksa! Nawet na Windows 3.11 można było zainstalować Internet Explorer 5.0. Wówczas spokojnie robił, do czego był stworzony. Dzisiaj wersja 5 na nic się nie zda. Witryny Internetowe nabrzmiały do tego stopnia różnymi wodotryskami, że IE 5 będzie bezużyteczny!

Zbliżam się do właściwego tematu, o którym chciałem napisać. Na ile jest możliwe dać starym komputerom dzisiejszą funkcjonalność.

Czy na Pentium I da się zainstalować Jakiś współczesny system operacyjny z rodziny Linux?

Da się! Sam próbowałem wielu dystrybucji. Najlepiej sprawdził się Damn Small Linux - zarówno DSL jak też DSL-N.

Z pewnych powodów musiałem mieć Linuksa na laptopie Pentium 1 160MHz 32MB RAM.

Instalacja udała się, a system działał naprawdę szybko. Nie znacie tego uczucia ani z Visty ani Siódemki, ani nawet Windows 8 na procesorze i7.

Ale cóż z tego... jeszcze raz powtarzam - współczesny system operacyjny działa na procesorze Pentium I naprawdę szybko. Problem w tym, że zapewne chcielibyśmy na tym współczesnym systemie odpalić współczesny procesor tekstu - choćby Abiword albo przeglądarkę internetową Opera. Niestety okaże się, że te współczesne aplikacje mają równie współczesne wymagania, a z naszego radowania się szybkim systemem zostały nici.

Podsumowując: Linux z końca lat 90 da nam dokładnie tyle samo, co współczesny DSL. Niestety niewiele, choć biorąc sam system operacyjny DSL nawet dla tak słabego procesora jest pewnym potencjałem, niestety niewykorzystanym.

Pentium II

Pierwsze procesory Pentium II taktowane był zegarem 233MHz. Było to wystarczająco dużo by komputer zyskał nowe możliwości multimedialne.

Pentium II jest odrobinę starszy od Windows 98. Zapewne instalowano na nim także Windows 95, ale nie trwało to długo. Mimo, że Windows 95 i Windows 98 wyglądają praktycznie tak samo, to jednak stabilność tego drugiego jest znacząco wyższa, choć okupione jest to prędkością. Oczywiście procesor Pentium II 233MHz jak pierwszy przedstawiciel nowej klasy procesorów był techniczną nowinką, za którą należało odpowiednio zapłacić. Być może dlatego pierwsze procesory tego typu, jakie widziałem w Polsce to Pentium II 300Mhz. Zupełnie wystarczające do dekodowania ówczesnych Divx. Możliwe jest to zresztą nawet na procesorze Pentium I 200Mhz z odpowiednią kartą graficzną, ale wcale nie takie oczywiste. Sam oglądałem pierwszego DIVX na procesorze 133MHz.. ale przyjemne to nie było i jeszcze przez długie lata nie kodowano filmów w HD.

Wybór systemu operacyjnego pod ten procesor wydaje się prosty  - Windows 98. Nawet dzisiaj daje nam podstawową funkcjonalność. Edytować dokumenty można, co bardziej prymitywne strony WWW dadzą się otworzyć... Słabość Win 98 to podatność na ataki. U mnie pracował bardzo stabilnie.

Rówieśnikiem Win98 jest Red Hat Hurricane 5.0. System szybki, dobry, ale nie tak funkcjonalny... może nawet nie funkcjonalny. W późniejszych latach używałem na procesorze Pentium II polskiego klona Systemu Red Hat - Aurox, od wydania 9 do samego końca istnienia Auroksa. Używałem z powodzeniem także Lubuntu, ale nie pamiętam numeru dystrybucji. Uważam, że od Auroksa / Fedory I / RH9 Linux oferuje nie mniejszą funkcjonalność niż współczesne mu systemy Microsoft. Wyłączyć należy tylko świat gier.

Jak napisałem już wyżej, system z roku 98 oferuje funkcjonalność z roku 98. Wbrew pozorom świat nie poszedł bardo naprzód i starych systemów operacyjnych na starych komputerach można by używać nadal. Da się pograć w stare gry, napisać dokument, posłuchać mp3, czy obejrzeć film. Trudniej będzie obejrzeć nowoczesną stronę www. System będzie też zdecydowanie mniej bezpieczny niż współczesne.

Wróćmy jednak do Linuksa. Otóż w przypadku procesora Pentium II doszło do takiego przełomu multimedialnego, że być może opłaca się zainstalować nie tyle system rówieśniczy w stosunku do procesora, ale wręcz nowoczesny system.

Co mogę polecić? Wspomnianego już DSL. Będzie zdecydowanie bardziej funkcjonalny niż na procesorze Pentium I. Można instalować dystrybucje multimedialne typu Geexbox. Filmy będą działać lepiej niż na Windows 98.

Najbardziej chciałbym jednak polecić Mepis Antix. Zdecydowanie najszybszy Linux z grona nowoczesnych, który w dodatku jest funkcjonalny. Osobiście instalowałem Antiksa na procesorze Pentium II poniżej wymagań dotyczących ilości zainstalowanej pamięci  - było to dokładnie 96MB. Chodził bez zarzutu, bez lagów znanych mi z Windows 7 pod procesorem i5. Obsługa wymaga pewnej zmiany przyzwyczajeń, ale moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne.

Co daje nam instalacja systemu skrojonego na miarę? Przecież OS z epoki danego procesora chodziłby równie szybko.

Szybkość to niestety nie wszystko. Jeśli chcielibyśmy wgrać kodeki do RH 5 Hurricane z 1998, to nawet doświadczeni z nas mieliby z tym problemy. A Mepis Antix to wszystko już ma, choć czasem nie typowo. Jeśli pamiętam, to filmy w DIVX odtwarzał XMMS, taki odpowiednik Winampa pod Linuksem.

Pentium III, Athlon, Duron

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Durona mojego braciszka w akcji doznałem szoku. On - Duron 900MHz, ja - Pentium I 133MHz. Oczywiście różnica dotyczyła też ilości użytej pamięci RAM - wszystko co tu piszę odnosi się zawsze mniej więcej do ilości RAM typowo stosowanej w epoce danego procesora.

U brata Word uruchamiał się mniej więcej tak szybko, jak u mnie notatnik!

Na Wiki możemy znaleźć notatkę, że Windows 98 nie za bardzo potrafił wykorzystać potencjał Pentium III, ale dotyczyło to raczej gier. Instalacja Windows 95 wciąż była możliwa, ale w tej konfiguracji sprzętowej użycie mniej wymagającego systemu operacyjnego nie oznaczało już znacznego przyrostu prędkości.

Windows 98/Me to dla tego procesora wybór bardzo dobry, ale mam jeszcze lepszą propozycję - system, który mnie oczarował od pierwszego wejrzenia. Na myśli mam Windows 2000! Wśród giercowników Windows 98 okazałby się zapewne większym powodzeniem, ale Windows 2000 to już powiew nowej epoki, coś co znamy z Windows XP, lecz mimo to od niego szybszy i lżejszy.

Na procesorze klasy Pentium III / Duron / Athlon możemy postawić także Windows XP i prawie zyskać funkcjonalność komputera z chwili kiedy piszę ten tekst: mamy wrzesień 2013.

Komputer będzie działał, ale będzie powolny, mimo że spełnia z zapasem wymagania minimalne dla XP. Pamiętajmy, że producent deklaruje pracę z Pentium I 266MMX i 64 MB RAM. Ale to praca dla masochistów. Po drugie pierwszy Windows XP cechował się pewnym problemami ale i znacznie większy wigorem niż to, co znają obecni użytkownicy tego systemu z SP 3. Jak dla mnie są to zupełnie inne systemy operacyjne, a przepaść, jaka je dzieli, jest dużo większa niż między Windows Vista a Windows 7.

Sprawa Linuksa?

Procesorów tej klasy używałem i używam do dziś post mortem. Bez problemu możemy na takim komputerze zainstalować wciąż wspierany Ubuntu 10.04 LTS. System będzie działał, będzie odrobinę szybszy niż na Windows XP, ale nie ma co ukrywać - OS z epoki tego procesora byłby zdecydowanie bardziej żwawy.

Czego użyć by przyspieszyć komputer z tym procesorem? Moje poprzednie propozycje dla jeszcze słabszych procesorów wciąż pozostają aktualne, ale tu mamy jeszcze większy wybór.

Puppy Linux!

 

Slitaz!

 

Slitaz swego czasu mocno mnie oczarował. Uruchomiony pod Virtualbox na Ubuntu 10.04 działał szybciej niż host. Okienka otwierały się błyskawicznie. Niestety moja jedyna próba zainstalowania go na prawdziwym komputerze upadła. Nie chciał działać z moją kartą graficzną.

-----

Ten tekst cieszy się o dziwo pewnym powodzeniem. Jakoś nie mogę go skończyć, a nie chciałbym, żeby tylko krzykliwy tytuł przyciągał tu ludzi, ale też odpowiedź, na pytania, jakie zadaje sobie wielu ludzi, w tym ja również.

Wymieniłem tu kilka szybkich i co ważne w miarę świeżych dystrybucji Linuksa, które sam wypróbowałem.

Konkluzja jest taka: Na moim służbowym laptopie z procesorem i5 i kartą NVIDIA Optimus zainstalowałem sobie Ubuntu 12.04 ze środowiskiem MATE. Taka kombinacja jest wyraźnie szybsza niż Windows 7. Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Na pewno nie bez znaczenia jest przeładowanie Windowsa tym, czego Linux póki co nie potrzebuje. Na myśli mam oprogramowanie antywirusowe itd.. itp... Choćby z tego względu Linux jest rozwiązaniem szybszym.

Wyżej wymieniłem Ubuntu, ale samo Ubuntu to również szeroka paleta środowisk graficznych, które da się na nim zainstalować. Jedne z nich mają opinię szybkich, inne powolnych.

Puryści wskazują na przykład na fluxboksa jako szybką alternatywę. Istotnie - jest szybki - sam w sobie. Ale uruchomienie na nim programu pisanego dla Gnome prędkością wcale nie powala na kolana, a ergonomia tego środowiska... jest dla purystów właśnie.

Często wskazuje się na XFCE jako zamiennik dla starego Gnome 2.0. XFCE rzeczywiście robi, co obiecuje. Jest odrobinę szybszy od Gnome 2 i można go postawić na odrobinę starszym sprzęcie... jednak różnice prędkości są dość subtelne.

Zadziwiło mnie za to środowisko LXDE, które naprawdę dawało się używać na powolnym sprzęcie.

Pora przejść do dystrybucji z natury szybkich.

Puppy Linux zna chyba każdy, kto szukał szybkiego Linuksa. Trzeba go polubić i nad sympatią trochę popracować, ale faktycznie robi, co obiecuje. Podobnie Mepis Antix. Te dystrybucje powinien znać każdy.

Przejdźmy teraz do ekstremalnie szybkich dystrybucji - DSL - DAMN SMALL LINUX. Małe jest szybki i naprawdę udało mi się to zainstalować ten system na komputerze Pentium 1, 166MHz i wymiatał.

Ale teraz jest pora na konkluzję ostateczną.

Niestety moje wnioski są troszkę pesymistyczne. Da się znaleźć naprawdę szybkiego Linuksa! W Końcu kilka lat temu udało się komuś zainstalować go na zegarku, ale...

Dzisiejszy system operacyjny powinien zagwarantować kilka rzeczy - na przykład wygodne surfowanie po sieci. I tu niestety jest tragedia.

Co nam po szybkim Linuksie, jeśli nowoczesna przeglądarka internetowa wymaga niewiarygodnych ilości ram. Praca z mniej niż 256 MB RAM, w chwili kiedy to piszę, nie ma praktycznie żadnego sensu.

DSL na P1 166MHz? A jakże! I to śmiga... ale już otworzenie na nim edytora tekstu... nawet nie procesora... to masakra.

Więc sam system w sobie - jak najbardziej, jest szybki, ale zwykłemu userowi nic z tego nie przyjdzie.

Linuksa Polecam z czystym sumieniem dla komputerów od Pentium 3 do współczesnych. I nie jest to wina samego Linuksa, co otoczenia. Dotyczy nie tylko jego zresztą, ale też Windows XP sprzed 10 lat. Wtedy śmigał na 256 MB RAM. Dzisiaj już nie! I nawet nie chodzi o dodatki SP, które istotnie go spowalniają, ale ekosystem - zwłaszcza przeglądarki internetowe.

Poprawiony: niedziela, 18 maja 2014 17:00
 
VU Meter PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
wtorek, 20 sierpnia 2013 20:48

 

VU-METER UNITRA

Prawda, że awarię widać na pierwszy rzut oka?

Moja epoka to już wskaźniki wysterowania oparte o LED. W czasach kiedy wszystko było ciemne i szare, migające kolorami ledowe linijki były czymś bardzo pożądanym.

Moje pokolenie pamięta jednak archaiczne już w latach 80 magiczne vel kocie oko. Montowano takie nie tylko w starych odbiornikach radiowych z lat 50 ale i dość nowoczesnych magnetofonach szpulowych ZRK - w PRL czas płynął wolniej niż dziś. Szpulowy ZK120 oparty na lampach mógł we wczesnych latach 80 uchodzić za sprzęt nowoczesny, kiedy pod szafą leżało także lampowe Bambino.

Magiczne oko kolorowe nie było, ale było magiczne... i moim zdaniem nie zmienił tego upływ czasu. Słuchać teatrzyku "Zielone Oko" i patrzeć jak mruga to zielone oko to było naprawdę coś.

Pomiędzy tymi technologiami swój czas miał wskaźnik wychyłowy - VU Meter.

Nie jest tak spektakularny jak magiczne oko czy diodowa linijka, ale z drugiej strony... ledowy blichtr już nam spowszedniał. Magiczne oko jest równie magiczne co niespotykane, a wychyłowy VU Meter... ma w sobie elegancję, której nie ma LED i jest RETRO. A RETRO lubimy!

Mam obecnie 3 magnetofony z wychyłowym wskaźnikiem wysterowania.

Nieszczęścia chodzą po ludziach... jeden z nich spadł mi niedawno z biurka i walnął z hukiem o podłogę.

Gdyby to był LED nic by się nie stało... ale VU Meter to dość delikatne urządzenie.

I niestety... stało się.

Pierwsza myśl to oczywiście Allegro i zakup nowego. Taki proceder kojarzy mi się jednak z barbarzyństwem. Taki wskaźnik może na portalach aukcyjnych kosztować nawet 20 zł. Kiedy piszę te słowa na Allegro wskaźnik Unitry kosztuje 35zł, japońskie od 80 do 180 zł.

Obłęd? Obłęd, ale czy od raz barbarzyństwo?

Na tym samym portalu można kupić za 10zł magnetofon z dwoma takim wskaźnikami. Więc kupowanie tych rzeczy to zachęta do patroszenia sprzętu, który nie zasłużył żeby go patroszyć.

Dlatego rozebrałem swoją Finezję. Przy okazji doświadczyłem, z jak kruchego jest zrobiona plastiku. Musiałem zerwać oryginalną plombę. Serce krwawiło, ale cóż.

Wymontowałem popsuty wskaźnik VU i rozebrałem go na części pierwsze.

Części pierwsze? Może nie tak do końca. W środku nie ma ich zbyt wiele, niektórych lepiej nie ruszać...

Co mamy w środku?

Mechanizm nie jest skomplikowany. W środku elementem aktywnym jest prostokątna cewka nawinięta dość cienkim drutem. Moją obawą było to, że ten drut się przerwał. Wystarczyło jednak przyłożyć omomierz by się przekonać, że przejście jest. Ponieważ miernik podaje napięcie, można zaobserwować także umiarkowany wychył wskaźnika VU. Coś więc go blokuje?

Wróćmy jednak do drutu. Wyprowadzenia cewki połączone są ze sprężyną na której zawieszony jest ustrój miernika wysterowania. Taka konstrukcja sprawia, że sama cewka powinna być dość odporna na uszkodzenia mechaniczne. Wyjście wskaźnika połączone jest przecież elastyczną sprężyną - dokładnie mówiąc dwoma. Kolejnym podejrzanym  elementem jest właśnie sprężyna. wygląda trochę jak w zegarku i gdyby puściła, z naprawą mógłby być problem. W moim przypadku jednak nie puściła.

Cewka wskaźnika przechyla się w polu magnetycznym magnesu. Jak się dobrze przyjrzeć, to nie jest on zbyt solidnie mocowany. Jak się naprawdę dobrze przyjrzeć, to widać, że musi on być umocowany dość symetrycznie - inaczej cewka będzie o niego trzeć.

I tak było u mnie... Urwał się po prostu magnes. Przykleić go z powrotem, to żaden problem, trudniej dobrze go scentrować.

Ale... okazuje się, że między magnes a obręcz doskonale pasuje zwykła wykałaczka. W szczelinę wkładamy więc tyle wykałaczek ile się da... a potem kilka kropelek kleju żeby przykleić magnes.

Metoda prymitywna, ale skuteczna. Finezja znowu działa... ale nie jest już dziewicza i połamałem jedną prowadnicę, na której zaciśnięte są kable do VU-Metra. Plastik jest niesłychanie kruchy. Próbowałem założyć gumkę zabezpieczającą na prowadnicę odpowiednim narzędziem i trach...

Trudno... Z wierzchu wszystko działa idealnie.

Dlaczego tyle uwagi poświęcam VU?

Po pierwsze dlatego, że nie jest to element nienaprawialny. Po drugie: czytając artykuły o Finezji na pewno natrafimy na fragment poświęcony VU. Montowano różne jego rodzaje - w tym sprowadzane z dalekiego dalekiego wschodu.

To daje pewne pojęcie o polskiej elektronice czasów PRL. VU to urządzenie dość proste, ale wymagające precyzji. Z tą naszą precyzją było niestety bardzo różnie.

Poprawiony: piątek, 23 sierpnia 2013 21:54
 
« pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia »

Strona 7 z 60

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 13 gości 

bottom
top

Latest News

Popular


bottom

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Joomla 1.5 template discount linux hosting Valid XHTML and CSS.