top
logo

Mitologia Nordycka


feed-image Feed Entries
Home
Bajki Braci Grimm
Jakiś szybki Linux, proszę... PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 28 sierpnia 2013 22:13

w budowie

Pewnie prędko tego nie ukończę, jak połowy tekstów tutaj, może nie ukończę wcale, ale chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami na temat demona prędkości, jakim jest Linux.

Zwykle jest tak, że kupujemy sobie komputer... a po kilku latach ten komputer nie jest już zbyt wiele wart, wciąż jednak chodzi... żal wyrzucać... coś można by z niego zrobić...

  • Może serwer Plików?
  • Może serwer WWW?
  • Może centrum multimedialne z XBMC?
  • Może Router?

Znalazłem nawet stronę internetową, gdzie ktoś dowodzi, że wszystko to jest głupie itd... i lepiej sobie kupić dedykowany sprzęt. Nie o tym jednak chciałem pisać tym razem.

W sposób naturalny rodzi się pokusa, żeby takiego sprzętu użyć do zabawy z Linuksem... ino czy pociągnie? Jak to jest z tą szybkością Linuksa?

Jeszcze nie tak dawno - z perspektywy mojego wieku - czytałem o Linuksie jako o systemie, któremu wystarczy procesor 486 i 16MB... gdzieś niżej było napisane, że będzie działał niezawodnie, ale bez powłoki graficznej... jako router ma się rozumieć.

I co ja mam robić na tym routerze? Patrzeć się na niego? Ja chciałbym podziałać! Pobawić się... może nawet używać!

No więc jak? Linux jest demonem szybkości czy nie?

Linux pokazał się po raz pierwszy w roku 1991 i raczej nie był to system gotowy do użycia. Moja przygoda z Linuksem zaczęła się dwa lata później. Można było na nim otworzyć powłokę graficzną, posłuchać muzyki. W 1993 robił już właściwie to wszystko, co powinien umieć robić poważny system operacyjny. Windows z numerkiem 1 pokazał się w roku 1985, a więc prawie dekadę wcześniej. Dekada w tamtych czasach to była prawdziwa przepaść, zarówno programowo jak i sprzętowo. Dość pomyśleć, że w 85 zobaczyłem po raz pierwszy ZX Spectrum, dziesięć lat później zastanawiałem się nad kupnem komputera klasy Pentium. Postęp był więc niewiarygodnie szybki!

Te dziesięć lat różnicy powoduje, że Linux wyrasta nie jako ewolucyjny następca systemów operacyjnych opierających się z procesora 8086 lecz wprost z 386.

Można z tego wywieść wniosek, że dla procesorów starszych niż 386 nie nadaje się, aczkolwiek słyszałem o implementacji dla procesora 286 a nawet dla procesorów 8 bitowych.

Procesor 386

Pierwsze egzemplarze tego procesora nie były znacząco lepsze od procesora 286, a jednak to właśnie od tego procesora zaczyna się historia systemów operacyjnych, jakie znamy obecnie.

Nigdy nie widziałem komputera 386, który by nie pracował w tandemie DOS + Windows 3.0. Raczkował wprawdzie już Linux, ale nie był jeszcze systemem ani dojrzałym ani znanym komuś więcej niż garstce entuzjastów.

Słyszałem o udanych próbach postawienia systemu Windows 95 na bazie płyty z  procesorem 386, czego sam również spróbowałem. Instalator odmówił z nim współpracy . Mój procesor nie miał matematycznego koprocesora, który jak wynika z Wikipedii jest wymagany.

Czy Linux był alternatywą dla systemów 386? Myślę, że Linuksa z roku 1993 dałoby się postawić na tym procesorze, prawdopodobnie także z obsługą graficznej powłoki - zakładając oczywiście istnienie odpowiednich sterowników. Bez nich Linux oferował podobną wygodę, co system MS DOS. Uważam, że już w 1993 Linux był dość dojrzałym systemem, jednak bez wsparcia "czynników trzecich" system ten nie był wiele wart. Nie był więc alternatywą dla Systemów firmowanych przez Microsoft.

Jeżeli masz taki komputer, instaluj na nim DOS + Windows 3. Jeżeli masz procesor DX i więcej niż 4MB RAM, możesz spróbować z Windows 95.

Procesor 486

i486 to pierwszy procesor, na którym realnie stawiałem Linuksa. Komputer z 486 kupiłem razem z legalnym systemem DOS 6.22 i Windows 3.11 for Workgroups. Od tamtego czasu upłynęło w Wiśle sporo wody, jednak jestem pewny, że gdyby posadzić przed Windows 3.11 dzisiejszego użytkownika, po chwili konsternacji świetnie by się w nim odnalazł.

Z powodzeniem instalowałem na tej platformie również Windows 95. Windows 95 wprowadził mnie przy okazji w niemałe osłupienie! Na moim laptopie Compaq Contura 486 DX 50MHZ działał i nadal działa zdecydowanie szybciej niż Windows 3.11.

Ten drugi ma oczywiście mniejsze wymagania. Okazuje się jednak że lekkość systemów operacyjnych sprawdza się tylko do pewnego stopnia. Istnieje granica, gdzie zwiększanie częstotliwości procesora, dodawanie większej ilości pamięci niewiele już daje, czasem nawet nic już nie daje.

Jeśli masz płytę z procesorem 486 i zastanawiasz się jakiego użyć systemu, miałbym mieszane uczucia. Na pewno sprawdzi się Windows 95, ale tylko tandem DOS + Windows 3.11 pozwoli Ci poczuć ducha epoki.

A co z Linuksem? Sprawdziłem i wiem to na pewno: jeżeli trafisz ze sterownikami, to Linux z epoki procesorów 486 da sobie radę nie gorzej niż Win 95. Doświadczysz przy okazji, co to jest multitasking, odpalisz kilka gier na raz. Potem zapragniesz napisać na tym komputerze krótki tekst i okaże się, że poważnego procesora tekstu brak. Linux nie odstawał wówczas prędkością działania, czy wygodą użytkowania od reszty świata. Odstawał sterownikami i ekosystemem. Przy odrobinie szczęścia lub świadomości - można przecież świadomie kupować komponenty - sterowniki nie były problem, ekosystem jednak szwankował i nie da się tego ukryć. Dlatego TAK, Linux był alternatywą jako jądro plus obudowa, w postaci dystrybucji Slackware na przykład, ale był nią sam w sobie. Brakowało reszty - procesorów tekstu, przeglądarek Web... aplikacji multimedialnych.

Procesor Pentium

Mój pierwszy Pentium to zegar 133MHz i brak MMX. Używałem na nim dwóch systemów operacyjnych wydanych przez Microsoft - Na myśli mam Windows 95 i Windows 98, który wyraźnie lepiej sprawdzi się w przypadku większych dysków twardych.

Obydwa systemy są mniej więcej rówieśnikami procesora Pentium I, logiczne więc, że działają dość szybko.

Interesująca jest sprawa Win 3.11. Mimo, że szybko się zestarzał, wciąż można było używać tego systemu na procesorach Pentium. Wprawdzie producenci dość szybko zrezygnowali z dostarczania sterowników na ten system, ale w fazie przejściowej były one jednak dostępne.

Czy demonicznie szybki Windows 3.x.... szybki w tym sensie, że zadziała nawet na bardzo powolnych maszynach... ma sens na maszynach z procesorem Pentium?

Moim zdaniem nie. Pisałem już wcześniej, że niskie wymagania nie idą w parze ze zwiększeniem wydajności na mocnych architekturach. Tę większą moc system musi umieć wykorzystać. Win 3.11 jest na procesorach Pentium szybki, ale jednak nie aż tak, jakby można było tego oczekiwać.

Kwestia Linuksa?

Oczywiście Pentium bez problemu mógłby znaleźć rówieśnika z rodziny Linux. Linux z tamtych czasów nie chodziłby zauważalnie wolniej niż Windows 95 i o ile pamiętam miał dość podobne wymagania.

Mamy więc Linuksa, który chodzi na Procesorze Pentium, ale jego funkcjonalność jest dokładnie taka, jak w czasach Pentium. Czy na pewno o to nam chodzi?

W czasach Pentium I na moim komputerze zainstalowany był Red Hat 5 Hurricane. Jak na mój gust Linux był już dojrzałym projektem, a jednak... brakowało tego i owego: przeglądarka sieciowa? Prawda: Internet w Polsce dopiero raczkował. Gry? Proszę o następne pytanie! Multimedia? MP3 owszem, zadziała, ale trzeba pamiętać, że Pentium I to w dziedzinie multimediów wciąż za słaby procesor żeby coś sensownego z nim zrobić. Może choć edycja dokumentów? Nie! Staroffice chodził na Linuksie wyraźnie wolniej niż pod Windows - moim zdaniem był nieużywalny.

Tak więc użyteczność z roku 1997 na nic nam się nie przyda w roku 2013! Ba... nie dotyczy to tylko Linuksa! Nawet na Windows 3.11 można było zainstalować Internet Explorer 5.0. Wówczas spokojnie robił, do czego był stworzony. Dzisiaj wersja 5 na nic się nie zda. Witryny Internetowe nabrzmiały do tego stopnia różnymi wodotryskami, że IE 5 będzie bezużyteczny!

Zbliżam się do właściwego tematu, o którym chciałem napisać. Na ile jest możliwe dać starym komputerom dzisiejszą funkcjonalność.

Czy na Pentium I da się zainstalować Jakiś współczesny system operacyjny z rodziny Linux?

Da się! Sam próbowałem wielu dystrybucji. Najlepiej sprawdził się Damn Small Linux - zarówno DSL jak też DSL-N.

Z pewnych powodów musiałem mieć Linuksa na laptopie Pentium 1 160MHz 32MB RAM.

Instalacja udała się, a system działał naprawdę szybko. Nie znacie tego uczucia ani z Visty ani Siódemki, ani nawet Windows 8 na procesorze i7.

Ale cóż z tego... jeszcze raz powtarzam - współczesny system operacyjny działa na procesorze Pentium I naprawdę szybko. Problem w tym, że zapewne chcielibyśmy na tym współczesnym systemie odpalić współczesny procesor tekstu - choćby Abiword albo przeglądarkę internetową Opera. Niestety okaże się, że te współczesne aplikacje mają równie współczesne wymagania, a z naszego radowania się szybkim systemem zostały nici.

Podsumowując: Linux z końca lat 90 da nam dokładnie tyle samo, co współczesny DSL. Niestety niewiele, choć biorąc sam system operacyjny DSL nawet dla tak słabego procesora jest pewnym potencjałem, niestety niewykorzystanym.

Pentium II

Pierwsze procesory Pentium II taktowane był zegarem 233MHz. Było to wystarczająco dużo by komputer zyskał nowe możliwości multimedialne.

Pentium II jest odrobinę starszy od Windows 98. Zapewne instalowano na nim także Windows 95, ale nie trwało to długo. Mimo, że Windows 95 i Windows 98 wyglądają praktycznie tak samo, to jednak stabilność tego drugiego jest znacząco wyższa, choć okupione jest to prędkością. Oczywiście procesor Pentium II 233MHz jak pierwszy przedstawiciel nowej klasy procesorów był techniczną nowinką, za którą należało odpowiednio zapłacić. Być może dlatego pierwsze procesory tego typu, jakie widziałem w Polsce to Pentium II 300Mhz. Zupełnie wystarczające do dekodowania ówczesnych Divx. Możliwe jest to zresztą nawet na procesorze Pentium I 200Mhz z odpowiednią kartą graficzną, ale wcale nie takie oczywiste. Sam oglądałem pierwszego DIVX na procesorze 133MHz.. ale przyjemne to nie było i jeszcze przez długie lata nie kodowano filmów w HD.

Wybór systemu operacyjnego pod ten procesor wydaje się prosty  - Windows 98. Nawet dzisiaj daje nam podstawową funkcjonalność. Edytować dokumenty można, co bardziej prymitywne strony WWW dadzą się otworzyć... Słabość Win 98 to podatność na ataki. U mnie pracował bardzo stabilnie.

Rówieśnikiem Win98 jest Red Hat Hurricane 5.0. System szybki, dobry, ale nie tak funkcjonalny... może nawet nie funkcjonalny. W późniejszych latach używałem na procesorze Pentium II polskiego klona Systemu Red Hat - Aurox, od wydania 9 do samego końca istnienia Auroksa. Używałem z powodzeniem także Lubuntu, ale nie pamiętam numeru dystrybucji. Uważam, że od Auroksa / Fedory I / RH9 Linux oferuje nie mniejszą funkcjonalność niż współczesne mu systemy Microsoft. Wyłączyć należy tylko świat gier.

Jak napisałem już wyżej, system z roku 98 oferuje funkcjonalność z roku 98. Wbrew pozorom świat nie poszedł bardo naprzód i starych systemów operacyjnych na starych komputerach można by używać nadal. Da się pograć w stare gry, napisać dokument, posłuchać mp3, czy obejrzeć film. Trudniej będzie obejrzeć nowoczesną stronę www. System będzie też zdecydowanie mniej bezpieczny niż współczesne.

Wróćmy jednak do Linuksa. Otóż w przypadku procesora Pentium II doszło do takiego przełomu multimedialnego, że być może opłaca się zainstalować nie tyle system rówieśniczy w stosunku do procesora, ale wręcz nowoczesny system.

Co mogę polecić? Wspomnianego już DSL. Będzie zdecydowanie bardziej funkcjonalny niż na procesorze Pentium I. Można instalować dystrybucje multimedialne typu Geexbox. Filmy będą działać lepiej niż na Windows 98.

Najbardziej chciałbym jednak polecić Mepis Antix. Zdecydowanie najszybszy Linux z grona nowoczesnych, który w dodatku jest funkcjonalny. Osobiście instalowałem Antiksa na procesorze Pentium II poniżej wymagań dotyczących ilości zainstalowanej pamięci  - było to dokładnie 96MB. Chodził bez zarzutu, bez lagów znanych mi z Windows 7 pod procesorem i5. Obsługa wymaga pewnej zmiany przyzwyczajeń, ale moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne.

Co daje nam instalacja systemu skrojonego na miarę? Przecież OS z epoki danego procesora chodziłby równie szybko.

Szybkość to niestety nie wszystko. Jeśli chcielibyśmy wgrać kodeki do RH 5 Hurricane z 1998, to nawet doświadczeni z nas mieliby z tym problemy. A Mepis Antix to wszystko już ma, choć czasem nie typowo. Jeśli pamiętam, to filmy w DIVX odtwarzał XMMS, taki odpowiednik Winampa pod Linuksem.

Pentium III, Athlon, Duron

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Durona mojego braciszka w akcji doznałem szoku. On - Duron 900MHz, ja - Pentium I 133MHz. Oczywiście różnica dotyczyła też ilości użytej pamięci RAM - wszystko co tu piszę odnosi się zawsze mniej więcej do ilości RAM typowo stosowanej w epoce danego procesora.

U brata Word uruchamiał się mniej więcej tak szybko, jak u mnie notatnik!

Na Wiki możemy znaleźć notatkę, że Windows 98 nie za bardzo potrafił wykorzystać potencjał Pentium III, ale dotyczyło to raczej gier. Instalacja Windows 95 wciąż była możliwa, ale w tej konfiguracji sprzętowej użycie mniej wymagającego systemu operacyjnego nie oznaczało już znacznego przyrostu prędkości.

Windows 98/Me to dla tego procesora wybór bardzo dobry, ale mam jeszcze lepszą propozycję - system, który mnie oczarował od pierwszego wejrzenia. Na myśli mam Windows 2000! Wśród giercowników Windows 98 okazałby się zapewne większym powodzeniem, ale Windows 2000 to już powiew nowej epoki, coś co znamy z Windows XP, lecz mimo to od niego szybszy i lżejszy.

Na procesorze klasy Pentium III / Duron / Athlon możemy postawić także Windows XP i prawie zyskać funkcjonalność komputera z chwili kiedy piszę ten tekst: mamy wrzesień 2013.

Komputer będzie działał, ale będzie powolny, mimo że spełnia z zapasem wymagania minimalne dla XP. Pamiętajmy, że producent deklaruje pracę z Pentium I 266MMX i 64 MB RAM. Ale to praca dla masochistów. Po drugie pierwszy Windows XP cechował się pewnym problemami ale i znacznie większy wigorem niż to, co znają obecni użytkownicy tego systemu z SP 3. Jak dla mnie są to zupełnie inne systemy operacyjne, a przepaść, jaka je dzieli, jest dużo większa niż między Windows Vista a Windows 7.

Sprawa Linuksa?

Procesorów tej klasy używałem i używam do dziś post mortem. Bez problemu możemy na takim komputerze zainstalować wciąż wspierany Ubuntu 10.04 LTS. System będzie działał, będzie odrobinę szybszy niż na Windows XP, ale nie ma co ukrywać - OS z epoki tego procesora byłby zdecydowanie bardziej żwawy.

Czego użyć by przyspieszyć komputer z tym procesorem? Moje poprzednie propozycje dla jeszcze słabszych procesorów wciąż pozostają aktualne, ale tu mamy jeszcze większy wybór.

Puppy Linux!

 

Slitaz!

 

Slitaz swego czasu mocno mnie oczarował. Uruchomiony pod Virtualbox na Ubuntu 10.04 działał szybciej niż host. Okienka otwierały się błyskawicznie. Niestety moja jedyna próba zainstalowania go na prawdziwym komputerze upadła. Nie chciał działać z moją kartą graficzną.

-----

Ten tekst cieszy się o dziwo pewnym powodzeniem. Jakoś nie mogę go skończyć, a nie chciałbym, żeby tylko krzykliwy tytuł przyciągał tu ludzi, ale też odpowiedź, na pytania, jakie zadaje sobie wielu ludzi, w tym ja również.

Wymieniłem tu kilka szybkich i co ważne w miarę świeżych dystrybucji Linuksa, które sam wypróbowałem.

Konkluzja jest taka: Na moim służbowym laptopie z procesorem i5 i kartą NVIDIA Optimus zainstalowałem sobie Ubuntu 12.04 ze środowiskiem MATE. Taka kombinacja jest wyraźnie szybsza niż Windows 7. Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Na pewno nie bez znaczenia jest przeładowanie Windowsa tym, czego Linux póki co nie potrzebuje. Na myśli mam oprogramowanie antywirusowe itd.. itp... Choćby z tego względu Linux jest rozwiązaniem szybszym.

Wyżej wymieniłem Ubuntu, ale samo Ubuntu to również szeroka paleta środowisk graficznych, które da się na nim zainstalować. Jedne z nich mają opinię szybkich, inne powolnych.

Puryści wskazują na przykład na fluxboksa jako szybką alternatywę. Istotnie - jest szybki - sam w sobie. Ale uruchomienie na nim programu pisanego dla Gnome prędkością wcale nie powala na kolana, a ergonomia tego środowiska... jest dla purystów właśnie.

Często wskazuje się na XFCE jako zamiennik dla starego Gnome 2.0. XFCE rzeczywiście robi, co obiecuje. Jest odrobinę szybszy od Gnome 2 i można go postawić na odrobinę starszym sprzęcie... jednak różnice prędkości są dość subtelne.

Zadziwiło mnie za to środowisko LXDE, które naprawdę dawało się używać na powolnym sprzęcie.

Pora przejść do dystrybucji z natury szybkich.

Puppy Linux zna chyba każdy, kto szukał szybkiego Linuksa. Trzeba go polubić i nad sympatią trochę popracować, ale faktycznie robi, co obiecuje. Podobnie Mepis Antix. Te dystrybucje powinien znać każdy.

Przejdźmy teraz do ekstremalnie szybkich dystrybucji - DSL - DAMN SMALL LINUX. Małe jest szybki i naprawdę udało mi się to zainstalować ten system na komputerze Pentium 1, 166MHz i wymiatał.

Ale teraz jest pora na konkluzję ostateczną.

Niestety moje wnioski są troszkę pesymistyczne. Da się znaleźć naprawdę szybkiego Linuksa! W Końcu kilka lat temu udało się komuś zainstalować go na zegarku, ale...

Dzisiejszy system operacyjny powinien zagwarantować kilka rzeczy - na przykład wygodne surfowanie po sieci. I tu niestety jest tragedia.

Co nam po szybkim Linuksie, jeśli nowoczesna przeglądarka internetowa wymaga niewiarygodnych ilości ram. Praca z mniej niż 256 MB RAM, w chwili kiedy to piszę, nie ma praktycznie żadnego sensu.

DSL na P1 166MHz? A jakże! I to śmiga... ale już otworzenie na nim edytora tekstu... nawet nie procesora... to masakra.

Więc sam system w sobie - jak najbardziej, jest szybki, ale zwykłemu userowi nic z tego nie przyjdzie.

Linuksa Polecam z czystym sumieniem dla komputerów od Pentium 3 do współczesnych. I nie jest to wina samego Linuksa, co otoczenia. Dotyczy nie tylko jego zresztą, ale też Windows XP sprzed 10 lat. Wtedy śmigał na 256 MB RAM. Dzisiaj już nie! I nawet nie chodzi o dodatki SP, które istotnie go spowalniają, ale ekosystem - zwłaszcza przeglądarki internetowe.

Poprawiony: niedziela, 18 maja 2014 17:00
 
VU Meter PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
wtorek, 20 sierpnia 2013 20:48

 

VU-METER UNITRA

Prawda, że awarię widać na pierwszy rzut oka?

Moja epoka to już wskaźniki wysterowania oparte o LED. W czasach kiedy wszystko było ciemne i szare, migające kolorami ledowe linijki były czymś bardzo pożądanym.

Moje pokolenie pamięta jednak archaiczne już w latach 80 magiczne vel kocie oko. Montowano takie nie tylko w starych odbiornikach radiowych z lat 50 ale i dość nowoczesnych magnetofonach szpulowych ZRK - w PRL czas płynął wolniej niż dziś. Szpulowy ZK120 oparty na lampach mógł we wczesnych latach 80 uchodzić za sprzęt nowoczesny, kiedy pod szafą leżało także lampowe Bambino.

Magiczne oko kolorowe nie było, ale było magiczne... i moim zdaniem nie zmienił tego upływ czasu. Słuchać teatrzyku "Zielone Oko" i patrzeć jak mruga to zielone oko to było naprawdę coś.

Pomiędzy tymi technologiami swój czas miał wskaźnik wychyłowy - VU Meter.

Nie jest tak spektakularny jak magiczne oko czy diodowa linijka, ale z drugiej strony... ledowy blichtr już nam spowszedniał. Magiczne oko jest równie magiczne co niespotykane, a wychyłowy VU Meter... ma w sobie elegancję, której nie ma LED i jest RETRO. A RETRO lubimy!

Mam obecnie 3 magnetofony z wychyłowym wskaźnikiem wysterowania.

Nieszczęścia chodzą po ludziach... jeden z nich spadł mi niedawno z biurka i walnął z hukiem o podłogę.

Gdyby to był LED nic by się nie stało... ale VU Meter to dość delikatne urządzenie.

I niestety... stało się.

Pierwsza myśl to oczywiście Allegro i zakup nowego. Taki proceder kojarzy mi się jednak z barbarzyństwem. Taki wskaźnik może na portalach aukcyjnych kosztować nawet 20 zł. Kiedy piszę te słowa na Allegro wskaźnik Unitry kosztuje 35zł, japońskie od 80 do 180 zł.

Obłęd? Obłęd, ale czy od raz barbarzyństwo?

Na tym samym portalu można kupić za 10zł magnetofon z dwoma takim wskaźnikami. Więc kupowanie tych rzeczy to zachęta do patroszenia sprzętu, który nie zasłużył żeby go patroszyć.

Dlatego rozebrałem swoją Finezję. Przy okazji doświadczyłem, z jak kruchego jest zrobiona plastiku. Musiałem zerwać oryginalną plombę. Serce krwawiło, ale cóż.

Wymontowałem popsuty wskaźnik VU i rozebrałem go na części pierwsze.

Części pierwsze? Może nie tak do końca. W środku nie ma ich zbyt wiele, niektórych lepiej nie ruszać...

Co mamy w środku?

Mechanizm nie jest skomplikowany. W środku elementem aktywnym jest prostokątna cewka nawinięta dość cienkim drutem. Moją obawą było to, że ten drut się przerwał. Wystarczyło jednak przyłożyć omomierz by się przekonać, że przejście jest. Ponieważ miernik podaje napięcie, można zaobserwować także umiarkowany wychył wskaźnika VU. Coś więc go blokuje?

Wróćmy jednak do drutu. Wyprowadzenia cewki połączone są ze sprężyną na której zawieszony jest ustrój miernika wysterowania. Taka konstrukcja sprawia, że sama cewka powinna być dość odporna na uszkodzenia mechaniczne. Wyjście wskaźnika połączone jest przecież elastyczną sprężyną - dokładnie mówiąc dwoma. Kolejnym podejrzanym  elementem jest właśnie sprężyna. wygląda trochę jak w zegarku i gdyby puściła, z naprawą mógłby być problem. W moim przypadku jednak nie puściła.

Cewka wskaźnika przechyla się w polu magnetycznym magnesu. Jak się dobrze przyjrzeć, to nie jest on zbyt solidnie mocowany. Jak się naprawdę dobrze przyjrzeć, to widać, że musi on być umocowany dość symetrycznie - inaczej cewka będzie o niego trzeć.

I tak było u mnie... Urwał się po prostu magnes. Przykleić go z powrotem, to żaden problem, trudniej dobrze go scentrować.

Ale... okazuje się, że między magnes a obręcz doskonale pasuje zwykła wykałaczka. W szczelinę wkładamy więc tyle wykałaczek ile się da... a potem kilka kropelek kleju żeby przykleić magnes.

Metoda prymitywna, ale skuteczna. Finezja znowu działa... ale nie jest już dziewicza i połamałem jedną prowadnicę, na której zaciśnięte są kable do VU-Metra. Plastik jest niesłychanie kruchy. Próbowałem założyć gumkę zabezpieczającą na prowadnicę odpowiednim narzędziem i trach...

Trudno... Z wierzchu wszystko działa idealnie.

Dlaczego tyle uwagi poświęcam VU?

Po pierwsze dlatego, że nie jest to element nienaprawialny. Po drugie: czytając artykuły o Finezji na pewno natrafimy na fragment poświęcony VU. Montowano różne jego rodzaje - w tym sprowadzane z dalekiego dalekiego wschodu.

To daje pewne pojęcie o polskiej elektronice czasów PRL. VU to urządzenie dość proste, ale wymagające precyzji. Z tą naszą precyzją było niestety bardzo różnie.

Poprawiony: piątek, 23 sierpnia 2013 21:54
 
Instalacja Workbench 2.1 - Amiga 600 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 15 lipca 2013 17:10

przeczytaj najpierw: Amiga 600 i twardy dysk

 

Wiem, zabieram się za nazbyt wiele rzeczy na raz i niczego nie kończę... Na tym blogu widać i tak tylko skromny fragment.

Chcę zainstalować WB2.1 na mojej A600. System w zamierzeniu ma działać na karcie CF - Kingston 2GB.

Jakiś czas temu robiłem to samo, ale na karcie CF Sandisk. Instalację powtarzam na potrzeby tego artykułu, ale w zamyśle mam też komunikację Amigi ze światem za pomocą karty PCMCIA. Podobno nie każda zadziała, chcę to sprawdzić. Mam dwie karty CF - jedna to Sandisk III 2GB. Jest to karta bardzo szybka, chyba najszybsza jaką mam. Na pewno działa na prawdziwej Amidze jako HDD. Już to sprawdziłem! Ale szkoda mi jej do tego celu.

Ponieważ jest to instalacja na karcie CF a nie prawdziwym dysku, będzie się ona troszkę różnić od tego, co robiłbym 20 lat temu. Liczba czynności raczej przybyła niż ubyła.

Dla wygody przeprowadzę ją na komputerze PC pod WinUAE.

 

Poprawiony: niedziela, 20 października 2013 15:29
 
Piękna i Bestia, Vista i Windows 7 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
sobota, 06 lipca 2013 23:04

 

w budowie...

 

Co sprawia, że miliony ludzi idą do sklepów, by za względnie duże pieniądze kupić sobie wodę, którą mają w kranie?

Mieszkałem kiedyś w Monachium, gdzie woda w kranie była nawet lepsza niż mineralna ze sklepu, a jednak i tam nie brakuje ludzi,  którzy wodę noszą w plastikowych zgrzewkach, pakowane po 6, 4... pojedynczo... ale prawie zawsze w plastiku.

 

wikimedia commons

 

Może zacznijmy od tego, czym jest system operacyjny. Powtórzę za WIKI: "System operacyjny (ang. Operating System, skrót OS) – oprogramowanie zarządzające systemem komputerowym, tworzące środowisko do uruchamiania i kontroli zadań użytkownika."

Poprawiony: środa, 06 listopada 2013 17:58
 
Floppy drive Amiga vs PC PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 03 lipca 2013 11:10

Jak przerobiłem swoją stację dyskietek od PC na potrzeby Amigi opisałem tu: Amiga 600 i twardy dysk.

 

 

Tym razem chciałbym po prostu powspominać i przy okazji wyjaśnić kilka rzeczy. Sprawa dotyczy zarówno PC jak też Amigi, dlatego wybrałem oddzielny artykuł. Trudno pisać o Amidze w artykule o PC i odwrotnie.

Jestem prawdziwym komputerowym weteranem, a jednak nie dość starym by pamiętać pierwsze stacje dysków elastycznych w Polsce.

Nie pamiętam ich być może dlatego, że w Polsce ich nie było. Pierwsze komputery, jakie przeciekły do nas zza żelaznej kurtyny, to Atari, C64, ZX Spectrum - komputery, które jako pamięć masową używały zwykłą magnetofonową kasetę. Kasety magnetofonowe były w Polsce trudno dostępne, ale jednak były.

Dostępność i cena to niewątpliwe zalety kaset. Również pojemność, przynajmniej na początku była nawet wyższa niż w przypadku dyskietek.

Pewne pojęcie o pojemności dyskietek daje bios każdego PC, który je obsługuje. Ustawienia na mojej SY25N zaczynają się od 360KB dla dyskietki 5¼ cala. Na typowej kasecie do C64 mieściło się około 15 gier na stronę. Jeśli przyjąć, że gra zajmowała około 20 KB (czasem więcej, czasem mniej), to widać, że jedna strona kasety była porównywalna z dyskietką 5¼ cala do PC. Osiągi stacji Commodore 1541 do C64 były natomiast daleko mniejsze - to tylko 180 KB, a więc najwyżej połowa tego co mieściło się na jednej stronie kasety.

O zwycięstwie dyskietki zadecydowała więc wygoda, a nie pojemność.

Zanim przejdziemy do Amigi i PC, przyjrzyjmy się jeszcze stacji do C64. Gdyby ją rozkręcić, to zobaczymy, że ma własny procesor, własną pamięć... właściwie jest to drugi, autonomiczny komputer. Korzystanie z tej stacji to tak naprawdę użytkowanie dwóch komputerów połączonych przez port serial. Sam kontroler, mechaniczna konstrukcja i cała reszta, to jedna nierozerwalna całość.

Stacja Commodore 1541 była budowana dla C64 i pokrewnych. Nie było potrzeby budowania interface zgodnego z resztą świata. Przy okazji - da się ją podłączyć w prosty sposób do PC, co osobiście robiłem.

Mam też stację do C64, która zapewnia odczyt dwustronny. Można nią odczytać dyski zapisane na PC bez żadnego problemu.

Era C64 minęła, nastała Era Amigi oraz PC.

 

Naped 5¼  i.... Zworki

Amiga kojarzy się raczej z małą dyskietką 3,5 cala. PC pracował także z bardziej archaicznymi dyskami 5¼ cala. Oprócz wielkości dyskietek, stacje te różniły się również wtyczką, ale podpinało się ją pod ten sam kontroler, co stacje 3,5 cala.

Widzimy przy okazji, że aby całość działała, musiały współgrać trzy różne urządzenia: płyta główna, kontroler, czyli pośrednik, i  sama stacja spięta z kontrolerem odpowiednim kablem.

Kontroler był na początku ery PC oddzielną kartą, co pozwalało na pewną swobodę w budowaniu komputera. Zamiast dysku IDE można było użyć dysku SCISI, można było też użyć nietypowej stacji dyskietek. Standardy zmieniały się z czasem.

Prędko okazało się, że dyskietka 360KB to dość mało, a żonglerka dyskietkami jest uciążliwa. Trzymanie na jednej dyskietce systemu operacyjnego i wymiana danych za pomocą drugiej znacznie podnosiło komfort pracy.

Przyjrzyjmy się może pracy, gdy stacja dysków jest tylko jedna: Ładujemy system operacyjny.. chcemy skorzystać z edytora tekstu, Wyciągamy dyskietkę z systemem i ładujemy drugą dyskietkę z edytorem, ale pierwsza musi być pod ręką. Nasz dokument oczywiście jest na trzeciej dyskietce. Wszystko ładuje się do pamięci operacyjnej komputera, a pamięci tej mamy mało. O czymś takim jak plik wymiany nie ma mowy, bo ciągle zmieniamy dyski.. OK, praca z edytorem skończona, chciałbym sformatować dysk... system operacyjny jest w pamięci, ale komenda format musi zostać załadowana na nowo... więc znowu wkładam dysk pierwszy i tak w kółko.

I wcale nie jest źle, jeżeli system operacyjny przewiduje wyjęcie dyskietki. W systemie DOS 6.22 wcale nie jest to oczywiste, bo większość komend to oddzielne programy, nie zawarte w podstawowym command.com ładowanym do pamięci. Więc dla efektywnej pracy druga stacja albo dysk twardy jest po prostu konieczna.

Jak podłączyć kilka stacji do jednego komputera?

Najprościej: zrobić tyle gniazdek ile stacji... W PC nie było by to jakoś bardzo trudne... w teorii. trudniej wyobrazić sobie Amigę. Każde gniazdo zabiera dużo miejsca. Jest jeszcze jeden, poważniejszy problem. Wystarczy zajrzeć do obudowy komputera 486 w standardzie BabyAT. Kiedy włoży się wszystkie karty rozszerzeń, nie ma tragedii. Ale kiedy pospina się wszystko szerokimi taśmami, szybko powstaje wrażenie, że cały komputer to jedno kłębowisko kabli. To był poważny problem i być może dlatego wymyślono, by stacje dysków elastycznych łączyć szeregowo. Standard PC przewidywał pod dwa urządzenia na taśmę / kontroler. W C64 rozwiązano to inaczej, We wnętrzu Amigi nie ma miejsca na dodatkową stację, więc korzystano ze stacji dyskietek zewnętrznych.

Niestety dwie stacje i więcej odrobinę komplikują sprawę. Skąd komputer ma wiedzieć, która stacja jest która?

Po pierwsze zworka... Jeszcze nie tak dawno w powszechnym użytku były napędy IDE PATA. Miały przynajmniej trzy zworki: MSC.

  • Master
  • Slave
  • Cable Select

Master to dysk główny, slave to dysk drugi, cable select... w życiu spotkałem się tylko z jednym komputerem, który tego używał. Nie używał za to żadnej innej konfiguracji.

Skoro dysk twardy można konfigurować za pomocą zworek, to czemu nie stacji floppy?

Oczywiście także można! Starsze modele wyposażone były w cały szereg zworek, niektóre służyły do identyfikacji stacji właśnie. Zworki służyły także do przystosowania stacji do kontrolera. Nie od razu zaczął obowiązywać ten najbardziej współczesny.

Zworki to właśnie ta różnica, która różni stację od PC od Stacji od Amigi.

Dlaczego?

Jeśli dobrze obejrzeć stację dyskietek z roku 1994, to widać, że kabel do niej nie jest taki zwykły. Zwykle mamy wtyczkę, potem przeplot kabla, a potem znowu wtyczkę.

Ten przeplot i podłączenie stacji za lub przed nim, decydowało o identyfikacji stacji. Sprawa bardzo się uprościła. Nie trzeba było się znać na zworkach.

Skoro zworki nie były już potrzebne, można było zrezygnować z ich wyprowadzenia na zewnątrz stacji. Dlatego część y nich ma na płycie drukowanej odpowiednie miejsca, gdzie można by je podłączyć, ale nie są one wyprowadzone. Najnowsze stacje nie mają już nawet i tego. Bo po co? Skoro upowszechnił się dysk twardy i tylko maniacy mieli po dwie stacje.

Jest jeszcze jedna różnica między Amigą, a PC. Jeżeli włożysz dyskietkę do Amigi, komputer natychmiast o tym wie. PC nic nie wie o dyskietce, póki nie próbujesz jej odczytać. Widać, że jeden z sygnałów wychodzących ze stacji dyskietek nie jest mu potrzebny, a skoro tak, to po co go wyprowadzać. Dlatego niektóre stacje nie obsługują już tej funkcji. Wydała się zbędna, ale dla Amigi jest konieczna.

Zamienione są także wyprowadzenia - 34 z 2. Co widać na http://norbid.of.pl/ i słynnym kablu, który miał powodować, że stacji od PC można używać na Amidze. Trzeba dodać, że niektóre zworki w starych stacjach służyły między innymi do zamiany tych wyprowadzeń.

Widać więc, że stacja dyskietek od PC i stacja dyskietek od Amigi to w zasadzie to samo urządzenie i wielu przypadkach przeróbka jest możliwa. W Amidze może działać stacja od PC i odwrotnie również. Wystarczy mała przeróbka.

A jednak na forach czytamy, że stacji od Amigi nie podłączy się do PC.

Nie jest to prawda! Podłączyć się da, da się korzystać, tyle że nie sprawimy w ten sposób, by stacja od Amigi czytała na PC dyskietki 880kB. Taka stacja po prostu stanie się zwykłą pecetową stacją o gęstości 720 lub 14400.

Ta niemożność nie wynika bowiem z budowy samej stacji dyskietek, ale z budowy kontrolera. Przenosząc sam napęd, kontroler zostawiamy tam, gdzie był - na płycie głównej Amigi, więc nic nam to nie da.

Smutna konstatacja?

A teraz jeszcze krótko o PC. Ten komputer nie pozostał w miejscu w roku 1994. Aby oszczędzić kombinowano dalej. W niektórych komputerach nie ma już przeplotu ani możliwości podłączenia drugiej stacji. Kabel jest prosty... czyli stacja podłączona w ten sposób powinna być napędem drugim. Jednak BIOS sprawia, że tego nie widzimy. Prowadzi to do nieporozumień. Użycie kabla z przeplotem może w takim sprzęcie sprawić, że stacja nie będzie wcale widoczna  - pomyślimy, że jest zepsuta...

Tymczasem żeby działała, potrzebne są trzy współgrające rzeczy, jak już to napisałem: BIOS, Kontroler i sam napęd. Dlatego ostrożnie i cierpliwości!!!

Mam nadzieję, że nie napisałem tu wielu głupot.

Poprawiony: piątek, 06 września 2013 12:01
 
« pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia »

Strona 7 z 47

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 5 gości 

bottom
top

Latest News

Popular


bottom

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Joomla 1.5 template discount linux hosting Valid XHTML and CSS.