top
logo

Mitologia Nordycka


feed-image Feed Entries
Home Komputery Piękna i Bestia, Vista i Windows 7
Piękna i Bestia, Vista i Windows 7 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
sobota, 06 lipca 2013 23:04

 

w budowie...

 

Co sprawia, że miliony ludzi idą do sklepów, by za względnie duże pieniądze kupić sobie wodę, którą mają w kranie?

Mieszkałem kiedyś w Monachium, gdzie woda w kranie była nawet lepsza niż mineralna ze sklepu, a jednak i tam nie brakuje ludzi,  którzy wodę noszą w plastikowych zgrzewkach, pakowane po 6, 4... pojedynczo... ale prawie zawsze w plastiku.

 

wikimedia commons

 

Może zacznijmy od tego, czym jest system operacyjny. Powtórzę za WIKI: "System operacyjny (ang. Operating System, skrót OS) – oprogramowanie zarządzające systemem komputerowym, tworzące środowisko do uruchamiania i kontroli zadań użytkownika."


 

Dodam jeszcze coś od siebie, co na WIKI też można przeczytać. System operacyjny to taki pośrednik między człowiekiem a komputerem. Brzmi to trochę jak definicja (G)UI i nie jest to przypadek, więc dodam jeszcze coś: System operacyjny pośredniczy między mną, a sprzętem i zestawem oprogramowania zainstalowanym na komputerze.

Niebieski ekran powitalny C64 nie jest przypadkiem. Wielu użytkowników nowoczesnego Modern UI (Windows 8) wskazuje właśnie na niezwykłą ergonomię tego systemu - inni mówią, że jest odwrotnie. Porównajmy Win 8 z Microsoft Basic 2. Każdy wie, jak uruchomić program w systemie Windows. Wbrew pozorom nie zmieniło się to drastycznie od wielu lat, ale jak uruchomić program pod C64?

W najprostszym przypadku wkładamy kasetę do napędu i włączamy start. Sama się uruchomi. System operacyjny zapewnia tu jedynie minimum, wie, co to jest kaseta, wie jak skorzystać z magnetofonu, o grafice wie tylko to co niezbędne, o muzyce praktycznie nic... o całą resztę, co nie wchodzi w to minimum, musiał zadbać programista aplikacji pisanej pod C64. Jak będzie wyglądał ekran, jak będzie brzmiała muzyka, czy na ekranie zobaczymy okienka...

Programista musiał umieć dużo, ale miał też sporą wolność.

A teraz może wróćmy do łatwości. Basic 2 nie wydaje się niczym prostym, a jednak... wsadzić kasetę i nacisnąć start, ewentualnie wpisać load i run... To nie były trudne rzeczy, a istniało przecież wiele kartridży, które nawet i to ułatwiały . Nowoczesne systemy operacyjne nie mogą być prostsze, bo prościej się już nie da. Czy obsługa Win 8 jest łatwiejsza od tego? Tak? Nie wierzę!

Przedstawiłem oczywiście najprostszy wariant. Obsługa choćby stacji dysków była nieco trudniejsza. Należało znać odpowiednią komendę, numer stacji itd itp... ale z drugiej strony trudności te niwelowały różne karty rozszerzeń, gdzie prawie nic nie trzeba było umieć.

Mój drugi system do DOS 6.22

WIKI: DOS (ang. Disk Operating System) Już sama nazwa wskazuje, że także ten system oferował minimum, tylko to co niezbędne by obsłużyć dysk twardy i miękki... i niewiele więcej. O resztę musiał starać się programista poszczególnych aplikacji. DOS kojarzy się z prymitywem, ale tak naprawdę to nic nie stało na przeszkodzie, żeby WORD 2 dla DOS wyglądał dokładnie tak samo jak WORD 2013, nic prócz ogromnych umiejętności programisty, który pod DOS musiał znać się na wszystkim.

Niemniej to nie ograniczenia DOS są winne temu, że programy wyglądały jak wyglądały.

Teraz może o wygodzie użytkowania tego systemu. Kojarzy się on z czarnym ekranem i linijkami wpisywanych poleceń.

Ani Basic 2 ani DOS to nie są systemy intuicyjne. Trzeba było mieć minimum wiedzy aby ruszyć z miejsca. Ale nie ma co demonizować - DOS nie był taki trudny jak się wydaje. Cała masa komend nie była zwykle potrzebna, wiele z nich - szczególnie te zapisywane w config.sys albo autoxec.bat generowane były przez różne programy instalacyjne. Całość działała, mimo, że użytkownik często nie bardzo rozumiał, co różne komendy oznaczają.

Do czego dążę?

DOS nie był taki trudny, jak go malują. W codziennym życiu wspaniale sprawdzał się Notron Commander, obecny wówczas na chyba każdym komputerze. Myślę, że można go wręcz porównać do systemu Windows, z tym, że oparty był o tekst, a nie ikony. Istniała możliwość tworzenia własnych menu, można było stworzyć coś podobnego do menu start, a wtedy kliknięcie myszką, enter lub kursory - to wystarczało by uruchomić każdy program. Proste? Chyba tak, nie umiem sobie wyobrazić nic prostszego.

Mój trzeci system operacyjny to Windows 3.11 zwany nakładką na DOS.

Windows 3 pracował aż w trzech różnych trybach. Mówienie o nim jak o nakładce uważam za niesprawiedliwe.

Czy był to przełom w porównaniu do DOS? Nie aż tak bardzo jak się wydaje. Wszelkie operacje dyskowe - kopiowanie, wyszukiwanie, edycja plików konfiguracyjnych, kasowanie... to wszystko nawet wygodniej robiło się pod Norton Commander. Powiem nawet więcej - uważam, że nawet dzisiaj jest to bardzo atrakcyjny model działania - stąd popularność Total Commander dla Windows.

Windows jako środowisko uruchomieniowe... Tutaj też nie wygrywa - Norton Commander był lepszy, szybszy, robił przynajmniej to samo.

A jednak postęp... System operacyjny zapewnia współdziałanie wielu programów w ramach jednego systemu, a także ich komunikację między sobą. Można pisać dokument i słuchać mp3... w tle gadać z mamą przez gadu gadu... DOS mimo wynalezienia programów rezydentnych tego nie umiał. Nie jest to bynajmniej sprzeczne z tym, co pisałem wyżej - że aplikacje mogły wyglądać i działać jak dzisiejsze także pod DOS - cóż... Windows 3.11 to w zasadzie też aplikacja.

Windows 3.11 to wielozadaniowość - wprawdzie bez wywłaszczenia - czyli aplikacja oddaje kontrolę systemowi, kiedy jej się podoba, a nie kiedy potrzebuje system - innym słowy: jeśli się zawiesi, to zawiesi się wszystko. Jeśli zeżre za dużo zasobów, to nic innego już nie ruszy.

Windows 3.11wprowadził kolejną warstwę między sprzętem a użytkownikiem. Jak to rozumieć? Odtąd programista nie musiał wiedzieć, jak działa karta muzyczna, wystarczy, że wiedział, jak działa Windows. Programy stały się bardziej uniwersalne i zunifikowane. Zerwano też z klątwą Billa Gatesa - 680kb pamięci konwencjonalnej i nic więcej...

Już wyjaśniam: Bill stwierdził kiedyś, że nikt nie będzie potrzebował więcej. Dlatego DOS widzi właśnie tyle pamięci konwencjonalnej i bez sztuczek ani grama więcej. Można się o tym łatwo przekonać. Gra Blake Stone uruchomiona na komputerze z 12MB RAM może nie zadziałać mimo, że oficjalnie wymaga zaledwie 590 kb.

Pewnie, że sztuczki dosowe rozwiązujące ten problem jednak istniały, w końcu znacznie bardziej zaawansowany i wymagający QUAKE jakoś pod dosem działał.

Windows nie był więc... jedynym słusznym rozwiązaniem, ale był sporym ułatwieniem dla programisty.

Użytkownik profitował z tego w jasny sposób: mógł robić kilka rzeczy na raz, mógł obsłużyć system intuicyjnie - chwila, jak się nazywa ta aplikacja efdisk? fufdisk? Nie, nie musiał już zgadywać, mógł przeczytać.

Postęp więc dokonał się, ale nie aż tak duży, jak by się wydawało. Wielu, w tym ja, włączało Windows 3.11 żeby włączyć WORDA. I tyle...

Na ile trudny był Windows 3.11?

Dziedziczył pewne zaszłości z systemu DOS. Nie były to systemy PnP1. Napisałem już wyżej, że DOS nie był wcale takie trudny. Nie bez znaczenia jest to, że stosunkowo mało się w nim konfigurowało. Dźwięk? Odpowiedniego wpisu dokonywał w pliku autoexec.bat instalator, a w przypadku starszych kart, nie był potrzebny żaden wpis. DOS nie obsługiwał po prostu dźwięku. Jak chciałeś mieć dźwięk na przykład w Wolfenstein, to trzeba było powiedzieć grze, na jakich przerwaniach i kanałach DMA pracuje karta muzyczna i jaki jest jej typ! Grze, a nie Dosowi! W przypadku starych kart ISA ustawień fizycznych tego typu dokonywało się po prostu zworkami.

Pod Windows sytuacja nieco się zmieniła. Teraz nie ustawiało się gier, teraz ustawiało się Windows. Wiedza wciąż była potrzebna. Kupując skaner, klient musiał wiedzieć, na jakich przerwaniach pracuje. Bez tego lipa! Ustawienie pewnych kart rozszerzeń nie było pod Windows łatwiejsze, ale robiło się je raz, a nie w każdej w grze oddzielnie. Niestety... ja nawet nie znam gry wartej wspomnienia pod Windows 3.11.

Ustawienia, setup itd... to nie była łatwa sprawa. Niemniej ustawienia a praca na co dzień to dwie różne rzeczy.

Moim zdaniem pod względem obsługi w normalnym użytkowaniu Windows 3.11 nie był jakoś znacząco gorszy niż późniejsze systemy z menu start. Robiło się w zasadzie to samo. Aby uruchomić jakąś aplikację trzeba było kliknąć myszką na ikonkę. To wszystko! Trudne? Nie sądzę! Windows 95 po przesiadce z Win3.11 wręcz mnie zirytował. Przesiadłem się, ale nie ze względu na ergonomię czy wygodę. Ta była w Windows 3.11 na niezłym poziomie. Nie bez znaczenia jest po prostu przyzwyczajenie.

Nie chcę budować fałszywego obrazu - Windows 3.11 należy widzieć jako tandem: Windows 3.11 i DOS. Wiele rzeczy wygodniej robiło się w DOS niż w samym Windows.

Windows 95

Samo menu start nie było jakimś znaczącym udogodnieniem. Po prostu zamiast klikać na ikonki w okienkach, klika się na rozwijaną listę, której start zaczyna się na dole po lewej - inaczej niż w Geos czy Workbench, czy istniejących już wówczas rozwiązaniach Apple.

Windows 95 jednak pewnym przełomem był. Po pierwsze jest to Plug and Play. Użytkownik nie musiał już wiele wiedzieć o przerwaniach, o ile miał sprzęt wspierający tę technologię. Ja akurat nie miałem, więc ten czynnik zaczął odgrywać rolę dopiero później.

Druga rzecz to menu kontekstowe. Prawy przycisk myszy zaczął się do czegoś przydawać!

Trzecia rzecz - którą jednak przyniósł ze sobą do systemu dopiero upgrade ie do wersji 5.5, jeśli pamiętam, to obsługa kółeczka w myszy. Microsoft wymyślił kółeczko już wcześniej, ale wymagane były specjalne sterowniki, mysz z kółeczkiem nie myło wiele, więc nie każda aplikacja to wspierała. Wraz z IE5.5 to się zmieniło.

Jeśli chodzi o ergonomię, to nie widzę jakichś wielkich postępów. Menu start ma wady i zalety - jest niezłe, jeśli ktoś ma mało programów, staje się niewygodne, gdy ich przybywa. Plusy i minusy nie dają jednoznacznego postępu... z drugiej strony technologia ta przez 20 lat swojej kariery wychowała ludzi, którzy uważają ją za naturalną i jedyną godną uwagi.

Szybkość... Warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Win95 to już nie system 16 bitowy, choć miejscami jest stworzony przy użyciu 16 bitowego kodu. Jest to rozwiązanie hybrydowe, które miało łączyć zalety obu systemów. Hybryda to zawsze trochę proteza, dlatego system zyskał opinię mało stabilnego. Stabilność jednak łączy się z wygodą i warto o niej wspomnieć. Ja miałem szczęście i na moim sprzęcie Win 95 sprawował się b. dobrze. Oferował też multitasking z wywłaszczeniem, czyli...  to system kontrolował pracę aplikacji a nie odwrotnie. Zwiecha aplikacji już nie musiała być zwiechą całego systemu, choć często jednak była.

Zacząłem od szybkości. Win 3.11 spokojnie pracował nawet na 1MB RAM. Przy 4 pracował idealnie. Jest jednak niewidzialna granica, po przekroczeniu której zwiększanie ilości RAM już nic nie daje, troszkę mniej dotyczy to zegara procesora. Win 95 stawiał dość duże wymagania w porównaniu z Win 3.11. Wydawało by się, że Win 3.11 powinien pracować szybciej dajmy na to na niezłym w 1994 procesorze 486DX2 66MHz. I póki komputer miał mało pamięci rzeczywiście tak było. Ale już na mojej Comapaq Conturze 50 MHz z 12 MB RAM Windows 95 pracował szybciej niż Win 3.11. Różnica na korzyść Win 95 była znaczna a wybór systemu jasny.

Na zakończenie może warto wspomnieć o technologi drag and drop - przeciągnij i upuść. Wcześniej Windows takiej funkcji nie miał, ale dla przykładu nieco starszy Workbench dla Amigi 600 miał.

Windows 98

Pod drodze ominąłem Linuksa, ale gdybym miał opisać wszystko...

Na pierwszy rzut oka Win 98 nie wnosi nic specjalnego. Obsługuje się go dokładnie tak samo jak Win 95, obsługuje większe partycje, jest stabilniejszy, ale też wolniejszy niż Win 95. Zmian w ergonomii i przyjazności nie widzę. W czasach Windows 98 nie produkowano już sprzętu bez obsługi PnP, więc instalacja wszystkie się uprościła. Windows 98... trudno użyć słowa "lepszy", bo lepszy do czego... ale... Coś w rozwoju systemów operacyjnych jednak wnosił, ale akurat nie ergonomię w codziennym użytkowaniu.

 

Windows Me

To wydanie Windows cieszyło się złą sławą. Nigdy go nie miałem na własnym komputerze, a jednak miewałem z nim kontakt. Krytykuje się jego stabilność ze względu na hybrydową budowę... Taką samą budowę miał Windows 95 i 98. Był bardziej cukierkowy niż poprzednicy - mowa tu o wystroju graficznym. U mojego szwagra rozwiązywał problem z kartą video - używał nowszych sterowników i chyba lepszych mechanizmów PnP. Nie było to jednak żadne odkrycie świata na nowo. Windows Me zrywał jednak z DOS. W tamtych czasach gry DOSowe miały się jeszcze nie najgorzej. To zerwanie oczywiście było pozorne. System nadal bazował na DOS, tak jak jego poprzednicy, ale nie dało się już przejść do czystego DOS jak przedtem. Był to więc postęp polegający na usunięciu potrzebnych czasem drzwi - czytaj: użytkownik ME miał nieco mniejsze możliwości niż użytkownik 98! Nie był jednak aż tak zły, jak to malują. Z punktu widzenia użytkownika była to jednak wersja zupełnie niepotrzebna, nie wnosząca nic naprawdę potrzebnego, a przypadku gier DOS wręcz przeszkadzająca, bo problem dało się obejść. Specjalnie piszę o ME w kontekście legendy, która głosi, że dobry był co drugi system Microsoft.


Windows XP

Niech żyje król! Pierwsze co przyniósł nam XP to jednak nie wygoda, jakaś wspaniała ergonomia. Pierwsze to gigantyczne jak na ówczesne czasy wymagania sprzętowe. Piszę o tych rzeczywistych a nie podawanych przez MS. Win 98 mógł zadowolić się 16MB RAM i naprawdę działał. XP tak naprawdę potrzebował do wygodnej pracy 256MB. Nie wnosił nic specjalnego w kwestii ergonomii. Ma takie samo menu start jak poprzednicy... może bardziej kolorowe. Opera się na NT więc jest jeszcze stabilniejszy. Bardziej błyszczy... Na początku wręcz nie odczuwałem potrzeby by go mieć. Win 98 SE wyglądał skromniej, ale działał naprawdę OK. Wtedy to o nim pisano na forach, że jest najlepszy. Wcale nie Windows XP!

Win98 to system który został zabity przez sam Microsoft. Były to czasu gwałtownego rozwoju sprzętu i to on wymuszał tak naprawdę przesiadkę. MS ignorował istnienie starego dobrego 98SE chwaląc swoją nowość na półkach.

Warto tu wspomnieć, że w tym samym czasie bardzo rozwinął się Internet, tymczasem ani Win5 ani Win 98 ani nawet Win XP nie były najlepiej do zagrożeń z sieci przystosowane.

Sam porzuciłem Win 95 ze względu na duży twardy dysk - 95 obsługuje w wersji pudełkowej partycje do 2GB - i Winsock, który nie pozwalał na instalację sensownego firewalla. Winsock 2 na moim komputerze destabilizował cały system.

W miarę sensowne bezpieczeństwo w sieci przyniósł Windows XP dopiero SP2 - każda poprawka powodowała także pewne "linuksiowienie" sytemu z Redmond, o czym większość użytkowników XP zapewne nie ma pojęcia.

XP w moich oczach to całkiem dojrzały system. Potrzeby przesiadki na Vistę nie odczuwałem wcale - niemniej podobnie było i wcześniej - ta potrzeba przyszła sama z czasem.

 

Windows VISTA

Czas na znienawidzoną.


Nie kupiłem  jej w sklepie ani nie ściągnąłem z neta. Po prostu już była na moim nowym laptopie. Nigdy bym jej też nie kupił, po prostu nie było laptopów bez Windowsa. Nie bez znaczenia jest, że MS dyktuje nam to, czego używamy. Mogę się zżymać na to co wypuszcza MS, ale to nic nie da. Wypuści kilka poprawek, które z mojego komputera zrobią bezpieczniejszego muła. Wystarczy popatrzeć na historię poprawek do XP. Ten pierwszy był naprawdę szybki - ten ostatni potrzebuje więcej niż 256MB RAM i niezłego procesora.

Vista po pierwsze była niesłychanie żarłoczna. Bywało już w historii, że system wymagał 2x więcej niż poprzednik. Przejście z 98 na XP też było drastyczne, ale towarzyszyła temu pewna zmiana technologii. Tym razem przejście technologiczne nie było aż tak wielkie, a jednak Vista lubi mieć 1GB albo nawet 2GB RAM, czyli... od 5 do 10X więcej niż potrzebował XP.

Vista od początku miała złą prasę. Głównym bohaterem nie był jednak Interface - co tu dużo gadać podobny do tego z XP, 98, 95 i innych. Głównym bohaterem był DRM!

DRM nie był już zupełną nowością. Masowo stosowano już CSS (ang. Content Scramble System). CSS nie wywołał popłochu, dość szybko go złamano. Vista jednak oferuje możliwość wymiany kluczy. Podobnie z HDMI / HDCP. Kabelek tego typu kosztował jeszcze niedawno nawet i 100zł, choć cwańsi zauważyli, że można go kupić i z 8. HDCP to nie jest technologia, który w jakikolwiek sposób poszerza możliwości użytkownika. Jest dokładnie odwrotnie. Jest to technologia, która te możliwości ma ograniczyć. Nie masz klucza? Nie obejrzysz w HD... tak to spiontuję. Na ludzi padł blady strach. Jeżeli nie mam klucza, to koniec z divx? To jest oczywiście płytkie myślenie o DRM. Głębsze prowadzi do wniosku, że właścicielem komputera nie jest już użytkownik. To dostawca contentu jest władcą. W przypadku wojny bogatsza strona jest w stanie wyłączyć przeciwnikowi wszystkie jego komputery podłączone do sieci. Pamiętacie jak IBM wspomagał logistycznie, a konkretnie jego maszyny, transport więźniów do KL AUSCHWITZ?

To oczywiście tylko czubek góry lodowej. Zarzutów do Visty tego typu było więcej. Niektóre okazały się nie takie straszne, bo DRM dotyczy głównie legalnych posiadaczy. Niemniej w umysłach ludzi zasiano strach. Nie rozumieli, co się dzieje, ale wiedzieli, że coś jest nie tak.

Co tam jeszcze Viście zarzucano? A no na przykład upierdliwy UAC. Kontrola Konta Użytkownika (ang. User Account Control, UAC). UAC potrafi zalać użytkownika tsunami pytań.

Jak dla mnie ten cały UAC i nowy system kont w Viście to wcale nie taka zła rzecz, choć wymaga wiedzy użytkownika o tym, co robi. Większość nie rozumie tych wszystkich komunikatów i dla spokoju pozwala na wszystko. Także ja nie zawsze jestem pewien co robię - nikt nie zna wszystkich aplikacji i wszystkich podprocesów.

Czy Vista wprowadziła coś w dziedzinie ergonomii? Moim zdaniem nie. To wciąż ten sam model, ale już bez tej dozy wolności - patrz UAC.

Brakuje mi też przycisku Level UP w eksploratorze. Możemy sobie wprawdzie nawigować w poziomie klikając na nazwy kolejnych katalogów, ale jeśli któryś ma długą nazwę, to... nic tam nie widać. Mamy więc nowe podejście: coś co kiedyś robiłeś jedną ręką za pomocą myszki, teraz rób dwoma na  klawiaturze.

P.S. Ha, zapomniałem i jednej rzeczy, która jednak poprawia ergonomię. Jest to mechanizm znany z Linuksa od wielu wielu lat. Mam na myśli mechanizm, w którym zamiast szukać mozolnie swojej aplikacji na liście menu start, mogę sobie jej nazwę wpisać i nawet nie muszę kończyć...

Windows 7

Czas na piękną! Siódemka to obecnie najbardziej chwalony system operacyjny Microsoftu.

 

Warto przypomnieć o Projekcie Mojave, żeby zrozumieć czym jest Vista.

W wielkim skrócie: MS podsunął niezadowolonym z Visty nowy system operacyjny. Najpierw zapytał, czego oczekują od nowego systemu. Użytkownicy dostali więc system dopasowany do ich potrzeb - były to drobniutkie zmiany, a może i brak zmian. Cała rzesza ludzi, w tym fachowcy, stwierdziła, że dostała od MS to czego, chciała. Było ich podobno 90% Problem w tym, że dostali Vistę, którą tak krytykowali.

Tu pokazują się dwie interpretacje. Jedni mówią, że uczestnicy to ludzie, którzy nigdy Visty nie widzieli, inni że spotkali się z pierwszym wydaniem Visty bez żadnych poprawek.

Dla mnie Projekt Mojave to właśnie Windows Siedem, przepakowana, lekko odchudzona Vista. "Rozwiązano" problem UAC w ten sposób, że aplikacje podpisane przez MS instalują się bezproblemowo, inne...

Co stało się z DRM i tym wszystkim, co naprawdę zarzucano Viście? Nic! Prawdziwe problemy Visty pozostały.

Przyjrzyjmy się ergonomii.

Przycisku Level UP nie ma, co bardzo utrudnia mi życie. Popatrzcie na zrzuty ekranu - Vista i Seven. Łatwo zauważyć, że miniaturki uruchomionych aplikacji nie są już w Seven podpisane. Jeżeli otworzyłeś kilka obrazków w Gimpie na raz, Vista pokazywała numer obrazka, aby przełączyć wystarczył jeden click. Jak to jest w Seven?

Klikamy na ikonkę na pasku zadań, spowoduje to wyświetlenie miniatur otworzonych kopii programu. Przesuwamy wskaźnik myszy na miniaturę i klikamy jeszcze raz. Może to jest bajeranckie rozwiązanie, ale niewygodne... Jedno klick zastąpiło klick, przesunięcie myszy i jeszcze jedno click. PO drodze bardzo irytujące przełączenie ekranu. Wystarczy najechać myszą na miniaturę, a już zmienia się cały ekran. To też jest bajeranckie, ale i męczące, dezorientujące, w przypadku większych kontrastów chyba nawet niezbyt zdrowe, bo przesuwając po miniaturach masz przed oczami prawdziwą dyskotekę.

Siódemka wie też za mnie, co ma robić. Załóżmy, że tłumaczę bajkę z niemieckiego na polski. Ma górze mam okienko z tekstem po niemiecku, na dole edytor z polską wersją. Górne okienko troszkę mi przesłania dolne, Przesuwam więc je do gór... ups... zamiast zobaczyć więcej, górne okienko zasłoniło mi wszystko - przeciągnięcie do górnej krawędzi powoduje maksymalizację.

Ergonomia?

Moim zdaniem przez głupie bajery Ergonomia Siódemki jest nawet niższa niż Visty, a ergonomia Visty podobna albo odrobinę niższa niż XP.

Siódemka to ciekawy projekt: udało się sprzedać ten sam samochód, wyciągając z niego to, co było w nim dobre, wstawiając resory, od których chce ci się rzygać na zakrętach, ale jest miękko... A klient zadowolony!

Dla mnie to szok. Na co dzień używam XP, Visty, Seven i Ubuntu 10.4 Nie tylko MS idzie w złą stronę... Niemniej Windows 7 uważam za cud na miarę samego S. Jobsa. <- To sarkazm!


----------------------

1. Plug and Play - czyli podłącz i się baw... Chodzi o automatyczne wykrywanie sprzętu.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 10 gości 

bottom
top

Latest News

Popular


bottom

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Joomla 1.5 template discount linux hosting Valid XHTML and CSS.