Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Tym razem mowa o audiobooku z biblioteki. Jakość pierwszorzędna. Minęło już sporo czasu od mojej konfrontacji z Zajdlem pod postaci tej książki.

Po drodze czytałem jakieś dwie pozycje, których tytułów nie pamiętam, a które nie dorastały do Paradyzji czy Limes Inferior.

Czy Cylinder van Troffa dorasta? Paradyzja i Limes podobały mi się wręcz magicznie. Cylinder już nie tak bardzo, może dlatego, że udało mi się przewidzieć całą akcję i nie było dla mnie w tej książce żadnego Katharsis.

Ale błędem by było wyciąganie z tego wnioski, że książka jest zła - trzyma poziom. Zajdel znowu mistrzem.

Słuchając tej produkcji miałem w głowie "Powrót do gwiazd" Lema i tak jakoś ciągle obie książki porównywałem. Obie zaczynają się dość podobnie. Główny bohater wraca z nadświetlnej podróży i zderza się z paradoksem bliźniaków.

Minęło wiele lat, nikt ze starych znajomych już nie żyje, a nasz bohater starszy o lat kilka.

"Powrót czytałem" przed laty i podobał mi się, nawet zszokował, bo znalazłem w nim scenę seksu. Sex i Lem? Jakoś wydawało mi się to inkompatybilne. A jednak bohater rzuca się w pewnym momencie na babkę...

Po latach wymyśliłem, że będę łaził na długie spacery z mp3 w kieszeni. Zamiast łomotu, zapuściłem audiobooka "Powrót z gwiazd"

Do bohatera poczułem niechęć. Wydał mi się człowiekiem niezwykle słabym, nawet śmiesznym. To ciągłe rozmyślanie "jak inni mnie widzą".

Oczywiście wiem, że dla Lema był to tylko pretekst do rozprawy z tematem: I co nam z tego przyjdzie, że polecimy, ale niechęci do bohatera już nie potrafię wyłączyć. Nie inaczej świat wokół niego - świat głupich, wykastrowanych ludzi, którzy żyją w zasadzie bez żadnego celu.

Może ktoś uzna to za prorocze. Czy nie żyjemy w swoistym matriksie bez szczególnego celu? Pewną celowość w życiu chrześcijanina zakłada religia, ale religia zanika. Może przewidział, że świat jura to świat bezmyślnych bydlaków, którzy swoje życie będą wieść na facebook patrząc na własne fotki, nie tworząc nic.

Sam jestem jednak przepełniony wiarą w celowość. Jestem już dość stary i wiem, że niczego nie osiągnę w życiu. Czas na to zamknął się jakieś 10 lat temu. Jednak konsekwentnie uczę się nowych dla mnie rzeczy - szczególnie techniki radiowej.

Radia nie zbuduję, a wszystko w tej dziedzinie wymyślono już dawno. Ale przecież nie chodzi mi o to by rozwijać radio, tylko żeby rozwijać siebie.

I cóż - mam zakładać, że kiedy polecimy w gwiazdy, ludzi ciekawych świata już nie będzie? Nie mam wątpliwości, że mamy do czynienia z upadkiem gatunku - ludzie zmieniają się w warchlaki. Ich celem jest żarcie i produkcja gówna. Jednak nigdy nie uwierzę, że tacy będą kiedyś wszyscy, że nie będzie dziecka, które by chciało wiedzieć, jak ten wehikuł właściwie działa. Przecież nauka to wie, a w bibliotece jest schemat. Nie... to ni eto samo, co rozebrać samemu.

Zawsze taki byłem, taki umrę i wierzę, że iluś ludzie w przyszłości będzie do mnie podobnych.

Dlatego nie lubię świata Lema.

A jak jest u Zajdla? Nie... tu nie ma użalania się nad przeszłością, nie ma pogodzenia. Bohaterowie rozpaczliwie chcą działać, choć ich świat jest zgoła inny iż ten lemowski,

I jedna rzecz niesłychanie ważna. Mamy obecnie do czynienia z depopulacją białej rasy. Ktoś szykuje nam zagładę. Umieramy truci marksizmem, nie mamy dzieci, wyrzekliśmy się przyszłości.

W Zajdla znajdziemy właśnie to! Jak ten człowiek przewidział to 40 lat temu? Przecież każdy normalnie myślący człowiek zakłada, że w przyszłości będzie jak teraz. Lewaccy uczeni przedstawialiby pozytywne strony depopulacji. Ochrona przyrody i inne pierdy.

Zajdel jest brutalny... pokazuje jak jest, pokazuje rzeczywistość, choć ubraną w szaty SCI FI.

 

Tyle na razie!

Wpadł mi w ręce taki trupek. Prawdopodobnie sprzedawany w Niemczech jako Highscreen, a tak naprawdę jakaś dalekowschodnia maszyna, którą sprzedawano pod wieloma nazwami,

Znak szczególny?

Napis 486SX.

Przykry znak szczególny? Brak zasilacza. Z boku komputera, z prawej strony konkretnie, mamy gniazdo zasilacza, ale nie jest to żaden ze spotykanych obecnie typów. Ma 3 dziurki, z czego jedna jest ciaśniejsza. Rzut oka na tył kompa i mamy tam prawdopodobnie wyjście bateryjne. Nieszczególnie opisane, ale jeden z pinów ma oznaczenie ctrl.

Wniosek? Może ten cienki pin w gnieździe zasilacza to też ctrl?

Postanowiłem zrobić przejściówkę. Minus znaleźć łatwo, bo jest tożsamy z masą. Plus to zapewne ta druga szersza dziurka. A ctrl? Bez tego niektóre kompy działają, a czasem daje się tam rezystor. Pozwala to zidentyfikować zasilacz. Przejściówka nie tak od razu mi wyszła, bo użyłem bolca masowego w nowym gnieździe, które po włożeniu wtyczki zasilacza się rozłącza. Poprawiłem błąd i komputer ruszył na zasilaczu 19V. Pin ctrl nie musi być podłączony.

Teraz kolejna uwaga: bios nie wykrywa w tym modelu dysku, pozwala tylko na wklepanie predefiniowanego typu. Aby móc wpisać wartości nie predefiniowane należy wybrać typ 49.

Więc stary trupek wystartował z Win95 na pokładzie. Ciekawa konstrukcja: matryca czarno biała, w środku dysk 3,5 cala, bateria chyba dołączana od tyłu.

Jak już wszystko działało, znalazłem opis tego gniazda na pewnym forum:

Default Fma 3500

Howdy, A year late, but I just saw your old computer pictures. The computer power supplys number is a model PSA-202. Looking at the round power end the Left most pin is the positive 20 vdc in. The right lower pin is the negitive pin and the upper right pin is the voltage feedback pin, which is not needed if nothing is wrong with the computer.
If you are interested in selling the computer please email me at Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

John

Nie wiem, czy się ta notatka komuś przyda. Może? Podobne gniazda montował kiedyś Siemens w różnych kooperacjach.

reedit - podzielę ocenę na dwie kategorie - ZRK vs DIORA i MDS411 vs M3016.

 

Zrobiłem sobie mały prezent. Polowałem na MDS415, ale trafił się starszy model,

Pierwszy raz widziałem go u kolegi i wzbudził we mnie mieszane uczucia. Nie wiem, co przykuło moją uwagę - ten magnetofon nie ma klasycznej kieszeni na kasetę. To jedyna taka konstrukcja w PRL. Wzorowany chyba na jednym z kultowych magnetofonów Pioneera. Ale pamiętam też, że uważałem wtedy, że mój M3016 to o niebo lepsza maszyna, MDS415 wydał mi się oldschoolowy, ale jakość odtwarzania wzbudzała we mnie pewien niepokój. Grał nieźle!

Jak gra moja maszyna, jeszcze nie wiem. Ruszyła wprawdzie zaraz po rozpakowaniu, ale chwilę potem okazało się, że sprzedający nie przesadził.

Nie przewija, nie gra, jedna dioda ze wskaźnika wysterowania pali się przy starcie. Nie ma wejściowego gniazda cinch. I jest niesamowicie brudny w środku. Brak niektórych napisów, srebrna farba na "kieszeni" kasety wytarta. Po rozkręceniu zaśmierdziało syfem, fajami... dość alergicznie. W dodatku urwało się mocowanie "kieszeni" - z tej strony, z której trzymało, bo z drugiej strony było luźne.

Oprócz osadzenia kasety magnetofon wyróżniają dosyć małe klawisze sterujące. Czy lata temu byłem tego świadomy, że mam przed sobą sterowanie elektroniczne? Raczej wątpię. Wrażenie vintage zrobiły na mnie chyba okrągłe diody LED. Dzisiaj mam magnetofony z wychyłowymi wskaźnikami VU - dużo młodsze od MDS411D.

Jak stara jest to konstrukcja?

Na oldradio.pl podają, że powstał w roku 1978. Moja maszyna ma elementy z roku 1977. Niektóre elementy mają nadruki z rokiem produkcji,

Na oldradio mamy wzmiankę, że jest to "Pierwszy magnetofon kasetowy klasy Hi-Fi polskiej konstrukcji, sterowany dotykowo (układy logiczne TTL)."

Starszym magnetofonem jest MSH101 produkowany od 1977, więc MDS411D to jeden z pierwszych polskich kaseciaków HiFi. Jeszcze starszy jest M 531 S, który pochodzi z 1975. Jest to pierwszy kaseciak wspomniany na stronie technique.pl. Na tej samej stronie wspomina się, że jest to ten pierwszy popularny kaseciak stereo w Polsce. Czyli MDS411 jest młodszy o 2-3 lata!

Z wierzchu tylko wprawne oko wychwyci, jak stara jest to konstrukcja. Na początku lat 80 musiał to być sprzęt jak na polskie warunki bardzo nowoczesny, sterowany cyfrowo układem TTL.

A w środku?

W środku po pierwsze jest mało miejsca. Płyta drukowana zdradza od razu, że jest to produkt z lat 70. Płyta? Ależ jest ich kilka!

W tytule mamy DIORA vs ZRK. Tak będzie łatwiej porównać.

Porównam z tym, co miałem, czyli M3016.

M3016 według oldradio.pl powstał w 1988 roku, więc jest o 10 lat od MDS411D młodszy. Dekada w elektronice lat 80! 

Wygląd zewnętrzny

Po pierwsze: oba magnetofony są podświetlone. Podświetlona jest sama taśma. Wszystkie klawisze sterujące w MDS411D napędem połączone są z diodą LED, która świecąc informuje, której użyto funkcji. W M3015 świeci tylko PLAY, REC i Pauza.

W MDS411D przykuwa osadzenie kasety. Wymusza ono specyficzne wysunięcie mechanizmu do przodu lub zrobienie specjalnej wnęki, żeby palce się mieściły. Przypomina mi to pysk psa. Poza tym obudowa jest dość skromna. Diody LED w jednym kolorze, okrągłe, To dawało mu charakteru vintage już w latach 80.

MDS3016 to klasyczna konstrukcja z kasetą wkładaną taśmą do dołu. Mamy tu pomarańczowe wkładki z plastiku, kolorowe kwadratowe diody LED wskaźnika wysterowania za efektowną maskownicą. Grafitowy kolor panelu przedniego. Konstrukcja bardzo klasyczna, ale zrobiona w duchu krzykliwych lat 80. W latach 80 uznałbym, że M3016 jest ładniejszy. Dzisiaj bardziej mi odpowiada coś mniej krzykliwego, więc wygrywa...

 

MDS411 vs M3016

Remis

 

To trochę karkołomne zadanie, bo obie firmy produkowały różne magnetofony. Diora zaczęła od MSH101. Magnetofon o klasycznej linii, klasycznej kieszeni. Dość ładny moim zdaniem. Duże wieże ZRK są w formie dość podobne, ale z punktu widzenia lat 80 zdecydowanie świeższe stylistycznie. Duże Decki ZRK przypominają stylistycznie  jeden z modeli Technicsa. M7010 wygląda wręcz jak klon. To był pożądany wygląd w tamtych czasach.

Diora stworzyła też magnetofon o potocznej nazwie szuflada. Na świecie takie konstrukcje są rzadkie, a w Polsce była to jedyny magnetofon tego typu. W szufladzie widać w zasadzie ten sam mechanizm co w małej Etiudzie MDS411D. Leży jedna nie w pionie, a w poziomie. Etiuda wygląda z jednej strony elegancko, z drugiej dość agresywnie, a szuflada.. Kosmos! Jest się czego przyczepić. Szuflada nie wchodzi w obręb obudowy, pozostaje jakby niedomknięta. Tym razem wskaźnik wysterowania jest już oparty o nowoczesne diody LED, cały panel jest podświetlony, można po ciemku przeczytać, co to za dioda się właśnie świeci. Jak dla mnie odlot. Ale z drugiej strony kieszeń decków ZRK podświetlona jest fantastycznie. Kręcącą się kasetę widać wręcz magicznie. Klawisze od Soft Touch są dość eleganckie. Oczywiście znowu jest się czego czepić. Na przykład diody sygnalizujące odtwarzanie, nagrywanie i pauzę są brzydko osadzone. Ot, kołek w otworze.

Mimo wszystko znowu dałbym

DIORA vs ZRK

Remis

Nie wiem, co myśleć o magnetofonach firmowanych nazwą Nikola Tesla. Są w nich mechanizm niepolskiej produkcji. Nie ma tragedii, choć na przykład wskaźnik LED pomiędzy kieszeniami MDS456 to jakiś żart. Ale klawisze są miękkie i przyjemne. Mam jednak takie przeczucie, że cała ta linia, to już nie za bardzo jest DIORA.

 


 

Ergonomia

To wkładanie kasety w szczęki mechanizmu nie jest zbyt wygodne. Klasyczna kieszeń jest lepsza. Poza tym oba magnetofony oferują podobną wygodę, choć mechanizm rozwiązany jest diametralnie inaczej. Mechanizm Soft Touch M3016 działa bardzo przyjemnie.

Wygrywa M3016

 

ZRK vs DIORA

Wspomniałem o szufladzie, a właściwie szufladach, bo to nie jest jeden magnetofon, a cała linia... a może jednak jeden magnetofon? Literalnie - cała linia.

"Szuflada" jest dość niska. To by była zaleta. Ale cała wieża i tak jest ogromna. Wkładanie kasety nie jest wcale wygodne. Kolejna rzecz, która łączy Etiudę i "Szuflady" to elektroniczne sterowanie. To powinna być zdecydowana zaleta, bo teoretycznie nie ma mowy o żadnej przemocy w sterowaniu magnetofonem. Delikatne naciśnięcie na klawisz i maszyna działa. No właśnie nie! Tam nie ma pewnych w działaniu mikro włączników, jakie znamy dzisiaj, Jak naciśniesz nie ma żadnej pewności, że styk był dobry. Ciśniesz jeszcze raz... może za słabo? Działa to moim zdaniem źle - i w Etiudzie, i w w szufladzie! Mechanizm ZRK - co by o nich nie mówić - działały pewnie, może nie zbyt cicho, ale pewnie. Zarówno te ze wspomaganiem, jak i te twarde, Pozostaje  Nikola Tesla itp... Tu wszystko  działa jak należy. Klawisze są dość miękkie, Ale wciskając nie ma pewności, że tam jest jakieś wspomaganie, czy nie. Przynajmniej "play" jest wspomagany - nawiasem mówiąc. Ale to nie jest nasz polski soft touch. No i ten plastik...

ZRK vs DIORA

wygrywa ZRK

 


Mechanizm

MDS411D ma sterowanie w pełni elektroniczne, a M3016 mechaniczne. MDS411 - Mała Etiuda korzysta z dwóch silników i 3 przekaźników. Dzięki temu działa dość cicho i płynnie. M3016 to jeden silnik, podłej jakości, który prędzej czy później gubił obroty. Odpowiada za mechanizm przesuwu taśmy, ale też działa jako servo mechanizm. W sieci jest wiele opinii na jego temat. Niektóre chwalą ten mechanizm w wersji bez Soft Touch. Inni mówią, że Soft Touch przeciąża silnik i dobrze by było dodać drugi - taka wersja tego mechanizmu też istnieje, ale akurat nie w M3016. Mi osobiście się ten Soft Touch bardzo podoba. Są też opinie, że mechanizm projektował jakiś student w ramach pracy inżynieryjnej. Sam widzę jednak jeden poważny mankament tego mechanizmu: podwójne sprzęgło na jednej osi. Póki w miarę nowy, sprawował się dość dobrze, ale po 5 latach eksploatacji zaczynał sprawiać poważne problemy. To mechaniczne servo ma pewien potencjał. Wszystkie nowoczesne magnetofony / magnetowidy mają servo, a nie wielkie elektromagnesy.

Z drugiej strony mamy niesłychanie prosty mechanizm MDS411D. Sterowany jest elektronicznie, łącznie z mechanizmem auto stop. Co ciekawe układ autostop sprawdza impulsy przy pomocy kontaktronu. Nie są to proste mechaniczne styki jak na przykład w B313, ale prawdziwy kontaktron, który reaguje na pole magnetyczne obracającego się magnesu. Z B313 podobieństw jest więcej. Pasek napędza tu koło zamachowe i capstan, rolki dowijające napędzane są kółkami. Przewijanie w Etiudzie ma osobny silniki, podczas odtwarzania napęd przenoszony jest kółkiem z capstana.

Ponieważ sterowanie jest elektroniczne, bardzo łatwo byłoby przystosować ten napęd do zdalnego sterowania. Etiuda zdalnego sterowania jednak nie ma, więc użytkownik z tej całej elektroniki niewiele ma. Ot bajer. Ale napęd jest cichy i prosty. To zaleta. Cichy napęd mechaniczny też da się zrobić. Mechaniczny autostop wprowadza jednak różne dodatkowe dźwięki i to nie tylko w polskich konstrukcjach.

Nie mam za bardzo doświadczenia z MDS411D, ale sprzedawana obecnie na aukcjach magnetofony w zasadzie w 100% wymagają remontu, czasem głębszego niż tylko wymiana paska i oczyszczenie mechanizmu.

Jednak ta cisza imponuje.

MDS411D wygrywa

"Szuflada" to w zasadzie ten sam mechanizm. Dochodzi jeszcze silnik wysuwający kompletny mechanizm z kasetą, Jest to bardzo efektowne, ale nie do końca wygodne. Niemniej "szuflada" też jest cichsza od magnetofonów ZRK, a co najważniejsze montowano w niej od początku zachodnie albo dalekowschodnie silniki, które były bolączką użytkowników magnetofonów ZRK. Na plus mechanizmów ZRK można zaliczyć to, że same w sobie były dość niezawodne, nawet feralne sprzęgło nie psuło się tak od razu. Myliłby się ten, kto by twierdził, że mechanizm DIORY wcale się nie psuły. Są prostsze, ale również awaryjne. Na koniec jak zwykle Nikola Tesla i pochodne. Mechanizm plastikowy, nie polski - wygląda na całkiem niezły, choć moim zdaniem brakuje mu finezji. Tylko czy to jeszcze jest DIORA? Tak czy siak

DIORA wygrywa

 


 

DOLBY

MDS411 ma prawdziwe DOLBY oparte o układ LM1011. M3016 zadowolić się musi CNRS2 opartym o elementy dyskretne. Nie potępiałbym tak od razu naszej protezy DOLBY, a może wręcz zamiennika DOLBY. W sieci znajdzie się informację, że CNRS2 to DOLBY tylko bez opłat licencyjnych. Moim zdaniem CNRS2 robi swoje, ale ponieważ nie jest to układ scalony wymaga większego nakładu pracy podczas zestrojenia. DOLBY wymaga chyba lepszych taśm i większego reżimu w zestrojeniu. Licencja wymaga spełniania norm. CNRS2 już nie koniecznie. Wydaje mi się też, że CNRS2 jest mniej wymagający. To oczywiście subiektywna ocena. Szerze mówiąc nie wiem, kogo wybrać na zwycięzcę, Gdyby chodziło o sam magnetofon M3016, to może bym się jednak skłaniał ku Etiudzie, ale... przecież istniał M3015 - magnetofon bliźniaczy. On miał jak najbardziej prawdziwe DOLBY.

Dolby to nie tylko układ redukcji szumu. Kiedy jest wyłączone, układ DOLBY pracuje jako wzmacniacz liniowy, więc jego szumy własne dają się odczuć niezależenie od tego, czy dekompresja DOLBY jest włączona, czy nie. Z drugiej strony szumiące polskie tranzystory nie szkodzą aż tak bardzo, kiedy wzmocnienie sygnału nie musi być ogromne.

"Remis" z lekkim wskazaniem na MDS411D


Pierwsze magnetofony ZRK również montowane miały licencjonowane układy DOLBY. Wspomniana wersja M3015 również go miała, choć nie znam osoby, która by ten magnetofon miała. Technicznie ZRK była przygotowana do stosowania prawdziwego DOLBY, prawdopodobnie magnetofony miały powszechnie stosować ten system, ale w stanie wojennym zaszła konieczność drastycznych oszczędności.

ZRK vs DIORA

Remis


Szumy własne

M3016 szumi. Nie uświadczysz w nim żadnego niskoszumowego tranzystora.W Etiudzie na wejściu mamy BC413, czyli tranzystor, który uchodził za mnie szumiący. Podobnie jest w innych magnetofonach DIORY. W ZRK taki tranzystorów nie ma. Mam jednak ciążki orzech do zgryzienia. Mój M3016 jest podrasowany tak, by dawać więcej wysokich tonów. Z tego powodu szumi bardziej. Mam drugi model - nie tykany. Szumi mniej. Z koli moja Etiuda nie jest sprawna. W słuchawkach słychać dość wyraźny szum i lekki brumm. Może źle filtrują kondensatory, a może to wina nieekranowanego transformatora. We wszystkich moich magnetofonach ZRK transformator jest wzorcowo wręcz ekranowany. Diora podchodzi to tego bardziej po macoszemu i niektóre jej magnetofony, nawet te topowe (jak na PRL) dają słyszeć z siebie brumm, Mechanizm w etiudzie jest cichszy - M3016 produkuje więcej hałasu. Samo mechaniczne serwo powoduje głośny stukot przy aktywowaniu, co niektórym może nie odpowiadać. Mi to nie przeszkadza, ale głośne zachowanie mechanizmu owszem.

Czysto teoretycznie Etiuda powinna szumieć mniej, jednak mój model ma mały brum. Większy kondensator filtrujący załatwia sprawę. Możliwe, że stary stereny długim życiem nie działa jak należy i przynajmniej Etiuda na ę przypadłość cierpieć nie powinna. Z szufladą sprawa jest trochę inna, bo choć to konstrukcja bardzo podobna, to o 10 lat młodsza. Zaden z moich magnetofonów ZRK z tego okresu tej przypadłości nie ma, więc jest tu jakiś problem konstrukcyjny. Moja Etiuda też okazała się być młodsza niż myślałem. Feralny kondensator ma nadruk 1982, czyli o 5-6 mniej niż kondensatory w M3016.

 

Wygrywa MDS411D

Mimo, że szuflada potrafi brumić, inne moje magnetofony tej firmy jednak nie brumią, a już na pewno nie było tego efektu przez pierwsze 10 lat życia. Dziś jest to sprzęt antyczny, więc starzenie elementów zaczyna odgrywać rolę.

 Wygrywa Diora

 


 

Zaawansowanie techniczne

Można by się puknąć w główkę porównując sprzęt z innych dekad. A jednak! Między 1978 a 1988 u władzy był prawdziwy zabójca polskiej elektroniki.

Gdyby sumiennie przyjrzeć się M3016, a nawet pobieżnie widać, że jest bardzo podobny do innych magnetofonów ZRK, zwłaszcza do swojego mniejszego kuzyna M8010, który wprawdzie ma wskaźniki wychyłowe, ale za to prawdziwe DOLBY, a pod maską już nie jest kuzynem, tylko wręcz bliźniakiem M3016, M8010 pochodzi z 1981r, jest zatem o 3 lata starszy od małej Etiudy.

 

Porównajmy zatem...

Sygnał z głowicy w obu magnetofonach trafia na dwutranzystorowy wzmacniacz wstępny. W Etiudzie jest to BC413, a w M3016 BC239 i BC238. W Etiudzie są o tranzystory niskoszumne, ale trudno tu mówić o jakiejś wyższości technologicznej, można za to mówić o lepszym doborze. Obie konstrukcje są do siebie bardzo podobne. Potem w obu magnetofonach sygnał trafia do układu redukcji szumów. W Etiudzie jest to LM1011, a w M3016 układ CNRS2 na tranzystorach. LM to nie jest polski układ. Wydaje się, że układ oczywiście jest bardziej zaawansowany, niemniej M3015 też miał układ scalony. Zastosowanie CNRS2 to prawdopodobnie obejście zapisów licencyjnych na DOLBY i uniknięcie wkładu dewizowego.

Na układ redukcji szumu może spojrzeć pod różnymi kontami, W M3016 jest to CNRS2 i najprawdopodobniej jest to polski pomysł na zrobienie tego samego, co robi licencjonowany układ DOLBY. Więc jeśli spojrzeć na polską myśl techniczną, to w M3016 ona jest, a w małej Etiudzie jej nie ma. Z drugiej strony posiadacza magnetofonu raczej mało interesowała kwestia, czyja to myśl techniczna, tylko który układ działa lepiej, Układ scalony to coś bardziej zaawansowanego technicznie niż układy dyskretne - bez wątpienia. Aby uzyskać powtarzalność działania nie bez przypadku jest to właśnie układ scalony. Więc czysto technicznie Etiuda jest tu lepsza od M3016, ale nie jest lepsza od M3015, więc w starciu ZRK - Diora jest remis, a przypadku M3016 Kasprzak przegrywa. Ale jest jeszcze jedna rzecz. Czy CNRS2 był rzeczywiście taki zły? Czy jego ocena nie wynika z polskich kompleksów i marketingu? Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje, że Dolby stawiał taśmom wyższe wymagania, a jeśli nie były one spełnione, to wcale nie musiał działać dobrze. Z kolei - spełnione czy nie spełnione - wcale nie musiało wynikać z gorszej lub lepszej technologii... wystarczył lekko inny prąd podkładu. Dlatego bywa tak, że jakiś magnetofon lubi taśmy konkretnej firmy, a innej nie. Ludzie potem myślą, że coś jest gorsze skoro gorzej gra. No właśnie niekoniecznie! I na zakończenie moje subiektywne zdanie: mam taśmy i magnetofony, które na CNRS2 brzmią naprawdę ok i takie z DOLBY, które już nie są zbyt ciekawe.

Sprawa niby zakończona, ale jeszcze jedna uwaga: system redukcji szumu prowadzi do kompresji dźwięku, co ludzkie ucho lubi!!! Włączenie redukcji szumu prowadzi do dekompresji, co mózg uważa za mniej korzystne. Absolutnie nie jest tak, że po włączeniu redukcji szumów, szumy po prostu znikają. Tak nie jest! I stąd przekonanie, że CNRS2 działa jakoś strasznie źle. Myślę, że tak nie jest. Elementy dyskretne nie zapewniają takiej powtarzalności, są bardziej upierdliwe w aplikacji, mamy tam więcej kondensatorów, cewek..., rezystorów: tak naprawdę układ redukcji szumu na tranzystorach zamiast układu scalonego w każdym normalnym kraju byłyby po prostu droższy. Ekonomia PRL to jednak bardziej skomplikowana sprawa.

Za układem redukcji szumu nie ma już nic specjalnego. Jest jeszcze korekcja rodzaju wybranej taśmy i wskaźnik wysterowania.

Wskaźniki wysterowania w M3016 zrealizowany jest na układzie scalonym, a w Etiudzie na tranzystorach, Oba rozwiązania działają dobrze, ale układ to układ.

Pozostaje jeszcze układ regulacji obrotów. Moja Etiuda ma podmieniony silnik. Nie wiem, jaki był oryginalnie. W ZRK jest to układ scalony UL1901. Układ mieścił się w obudowie silnika i w tandemie działał podle. Jednak nie zawsze układ scalony to rozwiązanie optymalne.

A gdyby sprawę mierzyć czysto ilościowo to Etiuda zawiera

  1. Układ UCY7438
  2. Dwa układ LM101
  3. Prawdopodobnie układ stabilizacji obrotów w silniku

M3016 zawiera

  1. Układ UL od linijki diodowej
  2. Układ UL1901 od stabilizacji obrotów silnika.

 

M3016 z pewnością nie jest mniej zaawansowany technicznie niż MDS411D. Jest po prostu bardziej ekonomiczny

 

MDS411D vs M3016

Remis

ZRK vs DIORA

Remis


 

Czas na ostateczną konkluzję.

ZRK wygrało: 1

DIORA wygrała: 2

Remis: 3

 

M3016 wygrał: 1

MDS411 wygrał: 2

Remis: 3

 

Moja ocena sprzed lat nie była zbyt trafna. Etiuda to prawdopodobnie magnetofon lepszy od M3016. Prawdopodobnie, bo ocena subiektywna nie podparta pomiarami. W dodatku słuchałem Etiudy bez wzmacniacza, bez którego M3016 też nie szumi katastrofalnie. Jednak BC413 we wzmacniaczu wstępnym robią swoje.  Przewaga nie jest jakaś gigantyczna. M3016 odrobinę przegrywa, bo jest to nie tyle sprzęt HiFi rodem z PRL co sprzęt economic HiFi.

Konkluzja jest jednak innego rodzaju:

M3016 i M8010 to w zasadzie ten sam magnetofon. Etiuda i wszystkie szuflady wykazują zadziwiające podobieństwa. Można powiedzieć, że starsze wersje od nowszych dzieli 10 lat. Postęp jest kosmetyczny. Istnieją też podobieństwa między produktami Diory i ZRK - wystarczy popatrzeć na schematy, To w zasadzie są "wariacje na ten sam sprzęt :)" W erze Jaruzelskiego nie działo się w sferze technologicznej właściwie nic, Jeszcze jedna konkluzja: Etiuda to sprzęt z lat 70, a M8010 konstrukcyjnie też pochodzi z ery Gierka. Aż do lat 90 nie było u nas praktycznie postępu technicznego w tej dziedzinie. Odbiegają od tego produkty a la Nikola Tesla Diory, ale to raczej nie są konstrukcje własne. Obecnie jest tego sporo na rynku wtórnym, ale w latach 80 był to sprzęt - przynajmniej w mojej okolicy - zupełnie niespotykany i nieznany,

Kiedyś spotkałem się ze słuchowiskiem Der getreue Roboter stworzonym przez niemieckie radio. W tej chwili zupełnie nie pamiętam tego opowiadania Stanisława Lema. Na Youtube można znaleźć dwa słuchowiska z tym tytułem, jedno oznaczone jako produkcja WDR.

Oczywiście słuchowisko po niemiecku to dość niszowa sprawa, ale wspominam o tym bo przypadkiem trafiłem na polską sztukę Teatru Sensacji Kobra pod tytułem Wierny Robot.

Na razie jeszcze sztuki nie widziałem, ale spodobało mi się, jak aktor odgrywa maszynę... M. Jackson wymięka.

Ten wpis to na razie po prostu odnotowanie, że coś takiego istnieje.

Podkategorie