Ha... mam, dostałem od Mikołaja. I nie mówcie, kurka, że Mikołaja nie ma!

Mój egzemplarz nie działa. Swieci tylko dioda POWER. Rozkręciłem natychmiast. Spalone B701 i B702 i B502. T504 i T508 - zwarte kolektor - emiter. A na schemacie taki syf, że diabli wiedzą, który jest który... Na moje oko poleciał Darlington, więc symetryczny też powinien siedzieć: T510 i T506

---

No i siedzi cała czwórka! Poprzedni właściciel narzekał, że ten wzmacniacz lubił jarać tranzystory. Nie wiem, jak to jest z parowaniem, ale w tym wzmaku działają przeciwsobnie dwa różne tranzystory, w sensie innego typu i producenta. Pewnie są do siebie podobne, ale nie identyczne. Może to jest źródłem problemu?

Na żywo wygląda dużo lepiej niż na zdjęciu. Dotąd miałem wyłącznie wzmacniacze Foniki, a tym razem jest to Diora. Myślę, że konstrukcyjnie jest to sprzęt z początku lat 80, u nas albo ich koniec, albo nawet początek lat 90.

---

9 dec 2017

Sorry, poprzednik nie zrobił wtopy. Przeciwsobnie pracowała para BD912 i BD911. Znalazłem za to inny problem: ujarany rezystor 100ohm,  między bazą a emiterem BD911. Miał 67 Ohm zamiast 100. To oczywiście mogło się zdarzyć w momencie awarii, równolegle ze spaleniem bezpieczników, ale to nie był jedyny kłopot. Tranzystory lutowane były dość starannie, wręcz pomyślałem, że to fabryka, gdyby nie ich typ. Wzmak pochodzi z 1989, a wtedy takich tranzystorów w Polsce jeszcze nie było. Diabli widzą, ile razy był lutowany - po odessaniu cyny i wytarciu plecionką, widać, że ścieżki już ucierpiały, a jeden z driverów prawdopodobnie wcale nie kontaktował. Tak pokazywał miernik! Tylko, jeśli poprzednik źle to przylutował, to czy wzmacniacz mógł grać na jednej połówce? Jeśli mógł, to powód awarii już jest znany.

Uruchomiłem go dzisiaj na samych driverach w uszkodzonym kanale. Gra ok, ale jest brum. Z kondensatora filtrującego wylewa się jakiś brązowy osad. Całkiem dziurawy nie jest, bo wzmacniacz nie gaśnie od razu po wyłączeniu. Trzeba się przyjrzeć sprawie, bo w zasilanie symetryczne rozwiązano - jak zwykle w polskich wzmacniaczach - właśnie przez zespolony kondensator. Jeśli jedna część cieknie bardziej niż druga, to mamy niesymetryczne zasilanie. I to chyba też może być powód, choć znacznie mniej prawdopodobny.

----

Jeszcze jedna rzecz - wiele osób o tym pisze i u mnie też tak jest : na schemacie kondensatory zabezpieczające przed wzbudzeniem, a na płycie tylko dwie dziurki na nóżki. Chciałbym jednak je wstawić, ale 100pF akurat nie mam.

---

10 dec 2017

Tranzystory wymienione, odważyłem się nawet włączyć, ale w miejscu bezpieczników są rezystory 12ohm. Prąd spoczynkowy przy takim układzie mam -40 mV. Nie próbowałem jeszcze regulować. Na obu kanałach mam to samo, dokładnie te same wartości. Po założeniu końcówki, brumm zniknął. Martwi mnie trochę ten minus przy prądzie spoczynkowym. Trzeba pomierzyć, czy napięcie jest symetryczne.

---

Wstawiłem bezpieczniki - nie spłonęły. Wrócił buzz. Ustawiłem prąd spoczynkowy. Jak dobrze rozumiem, mierzy się go na obu rezystorach emiterowych i powinien wynosić 25-30mA. Rezystory mają 0,47ohm,  co razem daje 0,94. U=I*R, więc  23,5-28mV

---

11 dec 2017

Oczywiście ten ujemy prąd spoczynkowy był źle mierzony. Dopiero lektura serwisówki mnie naprowadziła.

Zmierzyłem dzisiaj ten wielki podwójny kondensator filtrujący. Pierwsza sprawdzona połówka trzyma niemal idealnie, ale druga zamiast 4700uF ma 47uF.

Jeszcze jedna rzecz: kanał na tranzystorach BD911/912 daje na wyjściu 48mV stałego, a kanał na tranzystorach 2N* 2-8mV. Obie wart]co podobno są ok.

Zauważyłem jednak problem. Podłączyłem magnetofon, ściszyłem muzykę i mało mózgu mi nie wyrwało. Oczywiście na słuchawkach. Kiedy potencjometr volume jest na minimum, to daje maximum... jakby masa nie stykała. Widocznie badziew. Trzeba coś wymyślić, bo to nie jest sprawa akceptowalna. Może jakaś mechaniczna blokada?

Jak głosi oficjalna historia, Mieszko przyjął chrzest od Czechów, żeby nie przyjąć od Niemców, a Gierek lub towarzysz Wiesław SECAM kupił od Francuzów, żeby go nie brać od złych niemieckich rewizjonistów albo jeszcze gorzej - od amerykańskiego imperialisty. Decyzję podjęto grupowo - cały blok wschodni zdecydował się na SECAM.

I tak SECAM stał się ikoną komunizmu, a komunizm kojarzy się jednym dobrze, innym źle.

W tym tekście nie chcę się wdawać w techniczne szczegóły, chcę sobie po prostu powspominać.

 

SZOK

Mój pierwszy SECAM? Połowa lat 70. PINOKIO zeżarł mydło, wyleciał na ulicę i się zeszczał, a to wszystko w KOLORZE! Był Zielony i fioletowy. I to dla małego łebka był szok! Diabli z filmem, ale te kolory i fioletowy wieloryb! W życiu czegoś takiego nie widziałem.

Telewizor to radziecki Rubin 714, ten słynący z pożarów!

Minęło wiele lat, a jeśli ktoś w nostalgii poszuka Pinokia z Lollobrigidą  w sieci, to na pewno trafi na przesycone zielenią i fioletem zrzuty z ekranu. Czyżby to nie telewizor i nie SECAM byli winni takiemu obrazowi Pinokia w pamięci? A może fakt, że w ruskich telewizorach balans kolorów można było regulować potencjometrami? A czy ten słynny Rubin rzeczywiście się tak palił?

Jestem ciut za młody, by móc ocenić ten telewizor z własnej perspektywy, ale... Pamiętam, że w pierwszej połowie lat 70 szczególnie starsi ludzi lubili przykrywać  telewizory serwetami. Dzisiejsze ekwiwalenty tych serwet są zabójcami laptopów. Nie wyobrażam sobie, żeby Rubin 714 mógł się zmieścić w popularnej w PRL meblościance, ale brak wietrzenia ubił niejeden telewizor z tamtych lat.

Starzy majstrowie mówią, że Rubin sam w sobie nie był taki zły, ale potworna była kultura jego użytkowania i brak opanowania ruskiej technologii przez polskie zakłady.  Ruskie Rubiny sprawowały się podobno lepiej niż polskie.

Moim pierwszym telewizorem był również Rubin, Rubin 202. Konstrukcja toporna, ale względnie mało awaryjna i łatwa w naprawie - w tych czasach telewizory naprawiałem już sam, więc może dodam: dla mnie była to konstrukcja łatwa i dość przyjemna, choć w połowie lat 80 już przestarzała.

Miało być o SECAM, a jest o Rubinach!

Bo jedno z drugim ma wiele wspólnego. Polska kolorowa telewizja ruszyła w roku 1971, czyli... dosyć wcześnie! Cztery lata za europejskim prekursorem RFN! Gierek (albo Wiesław - wiele rzeczy przypisuje się Gierkowi, ale jeśli władzę objął w grudniu 1970, a polska telewizja ruszyła z kolorem w 16 marca 1971 w programie testowym, to Gierek z modernizacją polskiej telewizji nie mógł mieć nic wspólnego) wprowadził nas w erę koloru w 1971, kiedy w Polsce nie produkowano jeszcze odpowiednich telewizorów, więc jeśli ktoś chciał cieszyć się kolorem, to był skazany na ruski telewizor, najczęściej na Rubina właśnie.

W ruskim Rubinie siedział ruski kineskop. Wszystkie rubinowe kineskopy, jakie wpadły mi ręce, były denne. Luminofor był kiepskiej jakości. Ale nie chcę się tu wypowiadać o całej ruskiej technologii, bo wpadły mi w łapy bardzo nowoczesne kineskopy w telewizorach Horyzont i wcale nie takie złe w Elektronach.

Widocznie Rubin robił sprzęt dla gorszych ludzi. (spotkałem się z odmienną opinią - Rubin to miała być w założeniu lepsza firma. Trzeba jednak pamiętać, że ZSRR dychał 70 lat. Nie widziałem Rubina z kineskopem PIL, a Horyzonta / Горизонт owszem.)

I takie właśnie było Polaków pierwsze spotkanie z systemem kodowania koloru SECAM - poprzez ruski telewizor z ruskim dennym kineskopem z wiecznie rozregulowanym balansem kolorów, bo skoro były potencjometry, to się nimi kręciło. A może były, bo musiały być? W nowszym Rubinie też były, ale z tyłu. Rubin 202 pracował jedna w miarę stabilnie, bo to już konstrukcja z układami scalonymi, w tym cyfrowymi.

To pierwsze spotkanie z systemem SECAM za pośrednictwem Rubina 714 i jemu podobnych było doświadczeniem niezwykle drenującym kieszeń. Niektóre portale podają, że kosztował równowartość rocznej pensji. Skoro był tak niesamowicie drogi, musiał służyć długie lata.

Kiedy wreszcie doszło do konfrontacji SECAM vs PAL w polskich domach stały jeszcze mocno wyeksploatowane urządzenia.

PAL wchodzi do gry

Inicjacja systemu PAL w Polsce to wcale nie lata 90! W latach 90 w systemie tym zaczęła nadawać Telewizja Polska, ale PAL zawitał w naszym kraju kilka lat wcześniej wraz magnetowidami VHS, z których wiele, prawdopodobnie większość to urządzenia pracujące wyłącznie w PAL. Szczerze mówiąc magnetowid był absolutnie poza moim zasięgiem i nie do końca wiem, jak radzili sobie z problemem braku kolorów jego właściciele. Mogę sobie tylko wyobrazić, że ludzie, których stać było na takie cudo, mogli sobie kupić także i telewizor albo przynajmniej zaopatrzyć telewizor w odpowiedni układ dekodujący. Problemem była też podnośna fonii, jeśli łączono TV z magnetowidem za pomocą modulatora. Co gorsze... nie znam komputera, który by działał w SECAM, a komputery zaczęły spływać do Polski razem z magnetowidami w połowie lat 80.

Konsekwencje dla SECAM?

Myślę, że jedną z konsekwencji jest współistnienie technologii z innych dekad. Wyobraźmy sobie Rubina 202 do którego wstawia się nowoczesny moduł PAL. Ma prawo zagrać lepiej? A może sytuacja ekstremalna: ktoś ma takiego Rubina, ale nie działa z nim magnetowid, więc kupuje nowy telewizor. Czy nowy może zagrać lepiej niż stary i to bez względu na system, w jakim gra? A człowiek patrzy na oba i wyciąga wnioski.

Kupiony w Berlinie Zachodnim magnetowid musiał obsługiwać tamtejszy rynek, a więc działał w systemie PAL, najczęściej wyłącznie w PAL. Nie znam ówczesnych szczegółów technicznych, a wszystko, o czym piszę to po prostu obserwacja świadka tamtych czasów. Atrakcją magnetowidu nie była wówczas możliwość nagrywania, bo w telewizji mało było. Interesujący był rynek kaset, którymi można się było wymieniać. Najczęściej kopiowane wiele razy rozpowszechniane były w bardzo podłej jakości. Nigdy nie spotkałem kasety nagranej inaczej niż w PAL! Skoro magnetowid obsługiwał wyłącznie PAL, to dekodowanie koloru musiało następować w TV. Z reguły przestrajano magnetowid na podnośną dźwięku 6.5 MHz. Spotkałem się z magnetowidami, które potrafiły odtwarzać SECAM i NTSC, ale nagrywały wyłącznie w PAL.

Wniosek? Sygnał musiał być transkodowany. Taśma nagrana była w PAL, a następnie magnetowid przerabiał to na SECAM, potem układ TV przerabiał to na sygnał RGB. Dla analogu oznacza to pewną stratę jakości.

Studio 2 Wita

Studio 2 to program nadawany za czasów PRL w programie 2TVP. Prowadzony był przez małżeństwo Walterów, tak tych samych od TVN. Fajna muzyka, fajne filmy. Ale jak to zmontować?

W sieci znajdziecie informację, że SECAM nie nadawał się do montażu nieliniowego. Dlatego studia całą obróbkę prowadziły w PAL. Nie wiem, jak było naprawdę - może w krajach, gdzie umieliby miksować SECAM, używano akurat PAL. Trzeba pamiętać, że SECAM ani żaden inny systemem kodowania koloru nie powstał ani w polskiej ani w ruskiej głowie, dlaczego miałby powstać system obróbki nieliniowej?  Informacja o tym, że polska TV pracowała całkowicie w PAL, a jedynie efekt końcowy stranskodowany był do SECAM, pojawia się zbyt często by ją ignorować. Ale oznacza to kolejny ubytek jakości dla sygnału wyjściowego.

Wniosek, Panie, wniosek!

No więc wniosek jest taki, że gdyby założyć, że SECAM w niczym nie ustępował PAL, to obraz, który widział telewidz, miał prawo być gorszy!

Prawda o SECAM?

W sieci znajdzie się wiele prawd :) Niektórzy piszą, że SECAM był zupełnie w porządku, wskazują na jego odporność na zakłócenia i stabilność pracy oraz że nie wymagał reżimu technologicznego. Mówiąc po ludzku: wystarczały mu gorsze części, ale był dość trudny w zestrojeniu. PAL miał być łatwiejszy wymagając zarazem lepszych elementów.

Nigdy nie stroił SECAM, ale stroiłem układy PAL, które montowano do polskich i ruskich telewizorów przystosowując je do nowych czasów, czyli TV zaoszczędzi, obciążmy kosztami klienta. Bywało, że zestrojenie takiego telewizora zabierało godziny budząc jednocześnie wątpliwość, czy to w ogóle możliwe. Jeżeli SECAM stroiło się trudniej, to... Daj Boże zdrowie!

Ale miało być dla zupełnych laików. Te przerabiane telewizory to dobre źródło informacji z zastrzeżeniem, że SECAM był w nich w technologii o ładne parę lat starszej niż PAL. Ale reszta obwodów była ta sama. Różnica?

SECAM prosto z telewizora sprawował się bardzo dobrze. Niektórzy twierdzą, że miał mniejszą głębię kolorów, ale coś takiego byłoby do wychwycenia mając porównanie.

Moje osobiste doświadczenie jest takie: SECAM dawał odrobinę bardziej rozmyty obraz. Na krawędziach była lekka poświata, ale inni określą to pozytywnie twierdząc, że kontury były bardziej miękki. Kolory dość żywe, ale trochę z jak pastelowych obrazów. PAL dawał kolory żywsze i ostrzejsze kontury.

Na kasetach video nagranych w trybie longplay kolory SECAM bladły, a na gorszych taśmach mogły pojawić się poziome kreseczki. Na kasetach w PAL czegoś takiego nie widziałem - kolor był zawsze, nawet jeżeli obrazu czasem prawie nei było widać, bo kopia numer 1000.

Wydaje mi się, że SECAM poza trybem longplay nie ustępował specjalnie systemowi PAL. Osobiście bardziej lubię to, co generuje PAL, ale to kwestia upodobań. Czy prawdziwy obraz widziany przez oko jest ostry jak żyleta? Tymczasem ten generowany przez podkręcony PAL pokazywał świat jak z kreskówki Disneya.

Powrót do miasteczka SALEM

Dwie minuty z tego filmu posłużyły mi jako ilustracja systemu SECAM. Kaseta ma 30 lat. Nagrana na magnetowidzie Samsung, który SECAM wspierał natywnie. Kiedy kasetę wkładam  do mojego Panasonica, koloru nie ma wcale, co oznacza, że to taśma jest w SECAM,  a obraz nie jest konwertowany.

SALEM  to miasto zła, coś jak nasz komunizm, a wycieczka w przeszłość to powrót do naszego Salem PRL.

Film sam w sobie zbiera w sieci bardzo złe opinie, a ja jestem jego wielkim fanem. Jest przezabawny!

Myślę, że problem tkwi w sztampie. Powiedziano ludziom: obejrzycie horror, a oni obejrzeli przerysowaną komedię i stwierdzili, że rzeczywiście zły horror. Zawiedzeni piszą komentarze na różnych filmowych forach i tylko raz na jakiś czas odzywa się ktoś, kto pisze: "ależ on był zabawny!"

Usmażyłem takie cudo... popsuł się zasilacz i kalkulator szlag trafił.

Co jest w środku?

3x 3DIGIT LED BUBBLE DISPLAY

2x SN75492N

TMS0105NC

Co się mogło zjarać? Jestem jak najgorszej myśli, więc pewnie TMS0105NC. Ale gdyby spaliły się układy SN, to byłaby nadzieja na naprawę.

Nie spalił się wyświetlacz LED!

http://mycalcdb.free.fr/main.php?l=0&id=1102

http://www.rskey.org/~mwsebastian/calcwebpg/tx_inst.htm#tms0100

 

15 mai 2017

No więc... podłączyłem go pod napięcie 5V. Chciałem sprawdzić, czy układ jest odpowiednio taktowany. Okazało się, że takt wynosi zero. Padł  tranzystor. Wydobyłem taki sam z antycznego twardego dysku, wstawiłem i...

 

Jak się porusza przełącznikami, to na wyświetlaczu pokazują się przypadkowe zera - przypadkowe jest oczywiście miejsce. Znalazłem info, że MBO JUNIOR, a dokładnie TMS0105 powinien być zasilany napięciem od 6.6V do 8.1V.

Teraz słowo o tym. dlaczego kalkulator się usmażył:

Wyciągnąłem z szafy kilka zasilaczy z napisem 7.2V lub 7.5V. Na niektórych jest adnotacja switching device. Oczywiście wszystkie nie otwierane. Zasilacze niestabilizowane mają prawo podawać większe napięcie niż deklarują. Napięcie zmniejsza się dopiero pod wpływem obciążenia. Ale stabilizowane... Oszczędzę sobie pisania - wszystkie zasilacze, jakie sprawdzałem, podawały za dużo!

----

He he... poprzedni właściciel Juniora daje mi chyba z nieba jakieś znaki. Najpierw mi się przyśnił... powiedział, jak tam jest, a potem rozkręciłem jego kalkulator. Jak wyżej napisałem - sprawdziłem najpierw wyświetlacz. Mamy tam trzy segmentowy wyświetlacz led, albo raczej trzy segmenty trzycyfrowego wyświetlacza. Każdy cyfra to minimum 8 diod LED. Od razu widać, że segment nie ma tylu wyprowadzeń, z czego wniosek, że sygnał sterujący jest multipleksowany. Na moje oko działa to tak:

każda cyfra składa się z siedmiu kresek i kropki. Wszystkie diody odpowiadające za ten sam fragment liczby mają tę samą anodę. To, która liczba jest aktualnie wyświetlana zależy od napięcia przyłożonego do katody. Każda cyfra ma swoją katodę. Z tego wniosek, że każda liczba w segmencie wyświetlana jest oddzielnie, ale na tyle szybko, że tego nie widać. (W zasadzie jest jeszcze inaczej - driver szybko reaguje na podane napięcie, ale dosyć wolno na jego zanik. Wyświetlanie cyfr jest odświeżane zanim ten zanik nastąpi, więc nie ma żadnego mrużenia.)

Potem sprawdziłem drivery. Kalkulator zasilany przez 5V. Jako źródło sygnału wejściowego posłużył miernik przełączony w teście zamknięcia obwodu. Przykładam sondy do nóżek scalaka i... widzę pełne zera, a nie byle co. Wniosek - driver działa, ale sam w sobie driver nie wie, co to jest zero. Czyli MOS musi działać! Mierzę częstotliwość taktowania, wychodzi zero.

To tylko jeden tranzystor:

http://pdf.datasheetcatalog.com/datasheet/motorola/MPS2369.pdf

Wymiana - test na bateriach i... MBO JUNIOR DZIAŁA!

-----

Na czym polega waga tego kalkulatora?

Dla Niemców jest tym, czym dla nas jest ELWRO144. TMS0105NC jest pierwszym jednoukładowym procesorem, który dostępny był w Niemczech, w tym również do samodzielnego montażu. Zrobiony w technologii MOS wraz z wyświetlaczem ledowym umożliwiał zmniejszenie kalkulatora do rozmiarów kieszonkowych. Ma dość spory apetyt na prąd, ale...

Mamy 1972 rok. Kto w Polsce miał kalkulator? W bloku wschodnim mniej więcej w tym czasie ZSRR wypuszczał słynne ISKRY 111, kalkulatory z pewnych względów genialne, ale jednak nie na domowe biurko.

Ja akurat kogoś takiego znam i to jest pamiątka po nim.

---

Niżej opis kalkulatora DIY bardzo podobnej konstrukcji. Niestety po niemiecku.

Multiplus

 

THE BOOMBOX!

Dostałem kiedyś takie ustrojstwo w bardzo opłakanym stanie, pewnie po to, żebym się pobawił. Nie grało wcale. Po otworzeniu stwierdziłem, że płyta drukowana jest tu i ówdzie połamana, pasek napędowy skruszał bez śladu, klawisze magnetofonu lepiła jakaś maź. Największa bieda z tym paskiem, bo dosłownie nic nie pasuje, danych w sieci brak, przynajmniej tych darmowych. Niby można pomierzyć, ale konstrukcja tej maszyny jest troszkę nie przemyślana. Przewijanie wstecz naciąga pasek, więc szerokość ma spore znaczenie, bo cienki pasek na się wyciągnąć bardziej niż gruby. Nie znam ani średnicy, ani przekroju - dosłownie nic.

Nie ma sensu opisywać, jak łatałem pęknięcia. Chciałbym za to napisać, dlaczego zabrałem się za naprawę.

Mam pewnego hopla na punkcie magnetofonów. SANYO M9711LU pochodzi według radiomuseum.org z 1983. Akurat w tym czasie dostałem od mamy swojego RM221. Siedem lat potem upadła komuna, a Polacy zaczęli wymieniać sprzęt Unitry na "jamniki" z dalekiego wschodu. Czy słusznie?

Odpowiedź jest jasna - jeśli wyrzucali nasze wieże, a zamiast nich kupowali "jamniki", to pogratulować rozumu. Zdarzały się i takie rzeczy... A co w przypadku posiadacza RM221 albo RMS451?

Te dalekowschodnie jamniki nie były aż takim padłem, jak się to powszechnie twierdzi. Początek lat 90 to już zdecydowany triumf układów scalonych, a wbrew pozorom nie każdy je wówczas wytwarzał. Tak więc nawet w tanim sprzęcie siedzi japoński układ scalony, który gra jak japoński układ scalony z czasów świetności japońskiej elektroniki. Tak, oszczędzano, ale niekoniecznie na układzie, bo i tak nie był drogi - raczej na materiałach obudowy, cenie za pracę, na staranności montażu.

Jamnik nie był więc wcale taki zły. SANYO M9711LU to jednak odrobinę inna epoka, no i mimo wszystko jakaś marka.

RM221 vs SANYO M9711LU?

RM221 to radiomagnetofon monofoniczny. Jest to konstrukcja z przełomu dekad, moim zdaniem bardziej 1979 niż 1980.

RMS451 vs SANYO M9711LU?

Radiomuseum szacuje rok jego powstania na 1985, ale jego pierwowzór RR450 to rok 1982/83, więc mniej więcej rówieśnik Sanyo.

No to start!

Wygląd

Oba urządzenia to plastik, plastik i plastik. Mimo wszystko RMS451 to dość klasyczna skromna linia. Sanyo jest krzykliwe, kiczowate. Dziś wybrałbym RMS451, ale wtedy linia Sanyo to ostatni krzyk mody! W 1983 wybrałbym SANYO.

Mechanizm

RMS451 bazuje na mechanizmie RM221. Konstrukcja troszkę archaiczna, ale jednocześnie pomysłowa mimo pewnej prostoty. Klawisze twarde, nawet toporne. Cofanie taśmy w tył powoduje wyciągnięcie paska napędowego. Z perspektywy czasu wiadomo, że materiał użyty przez Grundiga na zębatki nie wytrzymał próby czasu. Był to dość miękki plastik, miał tłumić mechanizm i wydawany przezeń dźwięk. Mój egzemplarz chodził dość głośno. Kiedy się rozleciał, wymieniłem zębatki ze zwykłego plastiku, co bynajmniej go nie wyciszyło. I mógłbym pomyśleć, że tak ma być, gdybym nie miał RM221... w dwóch egzemplarzach. Oba są zdecydowanie cichsze, aczkolwiek jeden wydaje z siebie kołyszący dźwięk. Wynika to z zasady działania autostopu. Autostop jest sprytnie wymyślony i skuteczny nawet przy zdezelowanym mechanizmie.

Sanyo ma tę samą wadę dotyczącą paska, ale mechanizm jest cichutki. Kasetę wkłada się jak w sprzęcie wyższej klasy taśmą do dołu. Klawisze chodzą dość miękko. W moim egzemplarzu nie działa autostop, być może dlatego, że testowany na gumce recepturce ;)

Mechanizm Sanyo bije Grundiga na głowę! Taka jest moja opinia.

Radio

W RMS 451 nie brakuje układów scalonych... zagranicznych układów scalonych. Radio działa zupełnie nieźle, choć mój egzemplarz jest dość podatny na zakłócenia od lampy jarzeniowej i routera WiFi - szczególnie w trybie stereo. Chwilami działa bardzo dobrze, a chwilami dość nędznie. Nie jestem w stanie znaleźć prawidłowości. Być może źle przestroiłem, być może radio ma jakiś defekt. Leżało w piwnicy ze 30 lat. Podejrzewam, że nowe grało całkiem nieźle.

Sanyo... do dziś nie mam właściwego paska, więc usłyszałem je najpierw na UKF. Nie wymagało przestrajania, bo oryginalnie pracowało na zachodnim zakresie. Sanyo również podatne jest na zakłócenia od lampy, ale od WiFi chyba w mniejszym stopniu. Jedno rzuca się w oczy natychmiast - skala napędzana kiczowatym i zbyt małym pokrętłem, ale radio działa fenomenalnie na wszystkich zakresach. Znacznie lepiej niż Grundig. Myślę nawet, że lepiej niż jakiekolwiek polskie radio lat 80. Ciężko ocenić jakość dźwięku... pewnie nie jest to HiFi, nie czuję takich basów jak w Polskich tunerach HiFi, ale radio jest czułe, bardzo stabilne, stereo działa pewnie, żadnych odstrojeń, żadnych odbić... i to nie tylko na UKF. Rewelka!

Wygrywa SANYO!

Magnetofon

Mój RMS451 jest zdezelowany, ale SANYO nie mniej. Mechanizm już porównałem. Tym razem chodzi o odsłuch. Mimo tak długiego czasu w piwnicy i braku właściwego paska po wsadzeniu kasety soprany słyszałem od razu. RMS451 też to potrafi, ale trzeba go najpierw wyregulować, dopieścić. SANYO, jeśli nie brzmi jakoś totalnie lepiej, to jednak jest wygodniejsze i bardziej bezstresowe. A wcale nie jest wykluczone, że brzmi jednak lepiej. Mój problem z ocenę polega na tym, że mój egzemplarz nie ma głośników. Używałem wyłącznie słuchawek, Z drugiej strony RMS451 podłączony pod inny wzmacniacz potrafi pokazać dół, choć - ja lubię, jak działa na własnych głośnikach. Może jego basy nie są głębokie, ale są dość dynamiczne. Być może to kwestia subiektywnych upodobań.

W tym puncie daję remis, co nie znaczy, że ten remis się utrzyma przy dalszych próbach i procesie przywracania tego sprzętu do życia. Oba wymagają jeszcze sporo pracy.

SANYO vs Polska wieża

Sanyo to mimo wszystko po prostu boombox. Gdyby go rozebrać, to w środku nie ma wiele więcej niż w jamniku. Płyta główna, kilka scalaków, najwięcej miejsca pochłania zasobnik na baterie.

Ale z drugiej strony SANYO trochę klasyczną wieżę udaje. Nieduże zgrabne pudełko z modnym wówczas krzykliwym designem. SANYO cieszyło się w Polsce dobrą opinią i... jest naprawdę bezproblemowe, trudno się czegoś przyczepić.

No smak zachodu... Tak, Polak mógłby się skusić...

Zbudowałem już Frankensteina, a teraz korci mnie zbudowanie Zombie. Czy to będzie Unitra? Niekoniecznie. Chciałbym zbudować kasetowy magnetofon stereo cofając się w czasie, jak tylko się da. Może tranzystory germanowe, a może lampki? Najpierw po prostu ze śmieci - z tego co mam.

Mam popsuty mechanizm od M3060. Może zacząć od tego?

Podkategorie