Wydzieliłem nową kategorię dla mojego Beethovena. Moja przygoda z nim nie skończy się chyba szybko. Niestety zamiast go naprawić jeszcze bardziej go zdewastowałem, a wszystko przez odrdzewiacz.

Jak się patrzy na różne fora, to... prym wiodą wszelkiej maści meblarze. Czyszczenie, podstrojenie, nowy lakier, ewentualnie wymiana kondensatorów. Obudowa to część najważniejsza!

Dla mnie nie! Ale wyczyścić niestety trzeba, bo jak zdjąłem skalę se swojego egzemplarza, przez parę sekund nie mogłem złapać oddechu.

No i mój jest mocno skorodowany. Jak ludzie czyszczą? Wacikiem, benzyną... ale czytałem też takich poważnych!!! ludzi, którzy mówią "wsadziłem do pralki, żona do dziś nie wie!" Naprawdę spotykam się na niemieckich forach z bardzo brutalnymi metodami czyszczenia. Ja wziąłem wacik i odrdzewiacz.

Na drugi dzień włączam radio, a tu dym. Pali się rezystor podłączony do lampy, którą wyjąłem. Jakim cudem?

Bum i po radiu!

Odrdzewiacz dostał się pod podstawki. Okazało się, że nie wysycha jak woda, albo benzyna. Zostaje po nim przewodzący prąd żel.

Podsmażyły się 3 rezystory. Więcej szkód na oko nie widać. Może strzeliła lampa, może transformator. Nie strzelił właściwie założony bezpiecznik. To mnie trochę szokuje.

Mój największy problem z tym radiem to poprzedni fachowiec. Sam nie mam pojęcia o lampach. To moje drugie lampowe radio, z tym, że w tym pierwszym prawie nic nie było do robienia.. Niektóre rezystory mają złe wartości - nie o 10%, czy 50%. Różnica wynosi czasem 600%, ale radio jakoś nie dymiło, a lampy się nie grzały więcej, niż powinny.

Nie mogę zaufać niczemu, co w nim znajduję, a pod każdą śrubką kryje się kolejny problem. W nim robione było chyba wszystko!

Muszę też zbudować kilka prostych urządzeń, na początek prosty generator sygnału. Bez tego nie ruszę!