Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Drukuj
Kategoria: Elektronostalgia
Odsłony: 48

w budowie

Pewnie znowu wchodzę na grząski grunt...

Zacznę może od legendarnego niemieckiego radia Beethoven. Niektórzy wspominają jego brzmienie jako legendarne! A na dzisiejszych forach ludzie narzekają, że radio nieprzyjemnie dudni i to nie tylko na polskich forach.

Niektórzy znajdują przyczynę - w dawnych czasach rozgłośnie nie przenosiły takich basów jak obecne. Ich fenomenalne podbicie, które sprawdzało si w latach 50, dzisiaj okazuje się zbyt duże. Ot cały problem!

A teraz o Unitrze!

Dorastałem w kraju niedoborów. Sprzęt klasy High End mogłem poznawać z prasy albo programu SONDA. Dla mnie był magnetofon RM221, a większość kolegów nawet tego nie miała. Po jakimś czasie ojciec sfinansował mi zakup M3016. Pomógł oczywiście cud, że w sklepie sprzęt akurat był i wyjazd do dużego miasta. Sprzęt wybrał się sam - akurat taki był za tyle, ile miałem.

 

Wyobraźcie sobie teraz gościa, który nie miał magnetofonu i nagle go ma! Jakby niebo się otworzyło. Naprawdę trzeba sporo czasu, żeby usłyszeć, że nie jest to technologiczny cud. A potem człowiek przeskakuje z przenośnego kaseciaka na prostą, ale jednak prawdziwą wieżę HiFi, cokolwiek to HiFi oznacza! To był po prostu szok! I jeszcze do tego byłem młody, spragniony muzyki i HiFi. I wchodziłem w to nowe ekscytujące życie przez Polskie Radio oraz wieżę ZRK.

No i jak mam to zapamiętać? To było cudowne! I naprawdę trzeba było sporo czasu żeby usłyszeć, że ten magnetofon coś szumi....

Nie chcę się wdawać w głupie dyskusje, zresztą sam już to roztrząsałem: Polski sprzęt nie był tak dobry jak twierdzą jego miłośnicy, zdecydowanie nie był tak zły, jak twierdzą malkontenci, a do tego nie tak do końca był polski.

Prawie wszystko, co twierdzi o Unitrze zwykły Polak jest fałszywe!

Wspomniałem przed chwilą o pozytywnym czynniku psychologicznym. Czas na negatywny:

Wiele osób nie miało żadnego zestawu HiFi. Ale ja miałem Unitrę, mój kuzyn miał Unitrę, mój kolega miał Unitrę - wszyscy - jeśli tylko mieli, to właśnie Unitrę. Na YT można znaleźć stare kroniki filmowe, które nie zostawiają suchej nitki na tym sprzęcie. Bubel goni bubel! Ale znajdziecie też fora, gdzie ludzie piszą: "mój ma 40" lat i nadal działa. Kto kłamie? Fenomen Unitry jest taki, że nikt nie kłamie. Obie strony mówią prawdę.

Pod koniec komuny wielu ludzi było już Unitrą zmęczonych, zmęczonych topornością, siermiężnością tego sprzętu. Ze zmęczenia pobiegli do sklepów i kupili kolorowy - dużo gorszy.

Coś mi ten wstęp za długi wychodzi!

Zostawmy już wątek psychologiczny, choć w mojej opinii to on jest kluczowy w kwestii zrozumienia brzmienia Unitry.

W latach 80 dla większości ludzi jedynym źródłem "dzisiejszej" muzyki było radio. Odsuwam na bok szpulaki, bo wśród moich znajomych szpulowego magnetofonu HiFi  nie miał NIKT! Magnetofon kasetowy ze swoją mizerną prędkością przesuwu taśmy i jej mikrą szerokością podlegał licznym ograniczeniom. Konstrukcje przenośne ustalały zwykle automatycznie poziom zapisu. Pomyślane było to tak, aby zapis był jak najbardziej poprawny. Kiedy nagranie jest zbyt głośne, na taśmie usłyszymy zniekształcenia. Bezpieczniej jest nagrać ciszej, ale jeśli zrobi się to zbyt cicho, to nad nagraniem zaczną dominować szumy. Moje taśmy nagrane na magnetofonach przenośnych w zasadzie nie przekraczają 0dB, a najczęściej są jeszcze cichsze. W takich warunkach potencjał dobrej taśmy jest marnowany, tym bardziej, że popularne magnetofony przenośne pracowały generalnie z taśmami żelazowymi.

Dodajmy jeszcze, że jakość polskich taśm była różna. Na przykład wszystkie moje taśmy Wiskord Szczecin był fatalne. Można poczytać w sieci, że polscy producenci wkładali do naszych kaset różne taśmy i może się zdarzyć, że komuś będą grały zupełnie poprawnie, a u innego prawie wcale.

Te niezbyt lepsze taśmy nie dawały się często magnesować tak, jak sobie to wyliczył producent magnetofonu.

A co ze sprzętem HiFi? Polski sprzęt dawał możliwość pracy z taśmami żelazowymi i chromowymi. Moja szuflada chwali się, że pracuje także z metalem. W mojej kolekcji tylko Finezja nie daje możliwości ręcznego ustawienia poziomu zapisu. Ręcznie dało się z magnetofonu wyciągnąć o wiele więcej, ale...

Przez długi czas miałem nie więcej niż 10 kaset. Niektóre kasety były tak złe, że nie pozwalały na powtórny zapis! mieliśmy za mało kaset, aby wypróbować, jakie wysterowanie będzie dla nich optymalne. To zawsze był totolotek, Nawet wśród polskich kaset miałem do czynienia z różnymi wydaniami. Wiskord - badziew. Stilon - lepiej, ale bez fanfar, ferrum forte - zupełnie niezłe! Niemniej z każdego typu polskich kaset, miałem najwyżej małą garstkę reprezentantów, ot 3 takie, 2 takie i 4 takie ;) To też za mało, żeby nauczyć się taśmy. 

Do kolekcji polskich kaset dochodziły zachodnie zdobycze - zwykle każda zdobycz z innej parafii. Znowu zbyt mało, aby to "obcykać". Starałem się maksymalnie zwiększyć odstęp między muzyką a szumem, dlatego wiele taśm popsułem, bo je przesterowałem.

Taki wpływ na muzykę miała kaseta i ręczny poziom zapisu, który zresztą  używany rozsądnie dawał lepsze efekty niż nawet zachodnie automaty ze średniej półki. Podkreślam: nie tylko badziewne kasety psuły nam muzykę, ale też nikła wiedza nagrywającego.

Bardzo ważnym czynnikiem jest źródło dźwięku.

Już wspomniałem, że dla większości było to radio. Czasami kolega przegrywał od kolegi, ale to oznaczało, że dostawał kopię numer x. Dla prawdziwego melomana kopia to pomyłka. Master Tape to taśma nagrana z radia. Jakie rozgłośnie w Polsce nadawały w wysokiej jakości? Były tylko dwie - program 2 i 3. W mojej okolicy kanałem HiFi była wyłącznie polska 2! Trójka była słyszalnie gorsza.

Czyli problem tkwił już w samym źródle sygnału. Droga radiowa podlega zakłóceniom. Radio nawet przy dobrej antenie potrafiło szumieć, bzyczeć, brzęczeć. Pamiętam te nerwowe chwile, gdy prawie się modliłem, żeby podczas nagrywania płyty nic nie zapierdziało. A nie każdy miał dobrą antenę, bo o sprzęt HiFi bywało czasem łatwiej niż o kabel antenowy.

 Loudness War

W latach 80 prócz pasma przenoszenia bardzo ważnym parametrem była dynamika, czyli zdolność do reprezentacji cichych i głośnych partii utworu. Mówiąc w skrócie, są to czasy, gdzie Loudness War dopiero rozwijała skrzydła. Duża dynamika dźwięku stawiała przed sprzętem spore wymagania, sprzeczne wymagania, bo ani ludzkie ucho nie słyszy liniowo, ani liniowy nie jest zapis na taśmie, między innymi stąd wynika konieczność stosowania prądu podkładu.

Dla mojego wywodu na razie ważne jest, że w utworach były też partie cichsze, a wraz z wyciszaniem słabnie percepcja tonów wysokich i bardzo niskich.

Summa summarum: wszelkie problemy ze sprzętem i materiałem odbijają się w pierwszej linii na częstotliwościach bardzo niskich i wysokich. Stąd potrzeba ich korekcji i pewien deficyt tych częstotliwości w amatorskich nagraniach z tamtych czasów. Trzeba jeszcze dodać, że nagranie jest tak dobre, jak najsłabszy element pozwoli. Na wstępie wspomniałem o Beethovenie, teraz rozwinę myśl: w latach 80 budowano w Polsce sprzęt, który w pewnym stopniu niwelował mankamenty naszych taśm i naszego sprzętu. Prawie każdy ówczesny wzmacniacz miał funkcję kontur, a bardzo pożądany był graficzny korektor. Co robi funkcja kontur? Podbija niskie i wysokie częstotliwości podczas cichego odsłuchu - kompresuje dźwięk! Korektor to już trudniejsza sprawa, bo nie wiadomo czy bardziej służy do dostosowania dźwięku, czy zniekształcania? W tamtych czasach ustawiany był najczęściej w pozycji V, czyli robił to co kontur, przy okazji wzmagał szumy sprzętu, który już sam w sobie szumiał.

DOLBY!!!

Co robi DOLBY? Służy do redukcji szumów, ale działa to tak, że wysokie tony poniżej pewnej głośności są podbijane podczas nagrywania i osłabiane podczas odtwarzania. To znowu jest kompresja!!! Ale kompresja jest dla ucha miła, więc... gdyby tak nagrać z dolby, a odtwarzać bez dolby, otrzymamy zniekształcony sygnał z podbitymi wysokimi tonami, który jednak wyda nam się przyjemny. Stąd wrażenie, że włączenie Dolby psuje brzmienie, abstrahując od tego, że źle zestrojone lub przy złej taśmie rzeczywiście psuje. Subiektywnie dotyczy to mniej odsłuchu niż nagrywania. To samo poczujemy włączając kontur. Poprawa jest na tyle duża, że trudno z niego zrezygnować, nawet jeśli zniekształca brzmienie.

Kompresja

Czas wyciągnąć jakiś wniosek - Kompresja!  Nagrania z tamtych czasów poddawane były wielokrotne kompresji. Aby niwelować niedomagania ówczesnych taśm, sprzętu... i sprostać ówczesnym upodobaniom.

Wbrew pozorom wtedy ta kompresja nie była czymś bardzo złym. Większość nagrań i tak była popsuta.

40 lat potem

Większość moich taśma zachowała się zadziwiająco dobrze. Trudno ocenić wpływ mijającego czasu. Może gdyby teleportować się do lat 80 i nagle wrócić, usłyszałbym różnicę. Nie mam takiej możliwości, dlatego muszę przyjąć, że czas jednak wpływa na nagrania i nie jest wpływ pozytywny, niemniej mam takie subiektywne wrażenie, że dobre taśmy z tamtych lat nadal są dobre, gorsze... wciąż wydają się gorsze, a te najgorsze - o dziwo nie polskie, tylko nie wiadomo skąd, być może straciły resztki dynamiki.

Na pewno czas działa na sprzęt - niektóre kondensatory tracą pojemność, starzeją się cewki. Nawet wyremontowany sprzęt, nie jest tak dobry jak wtedy, kiedy był nowy. Parcieją piankowe zawieszenia głośników.

Sprzęt, który mam, nawet jeśli jest ten sam co wtedy, to na 100% nie jest tak sam.

Dochodzi kolejny czynnik psychologiczny - przez lata obcowania z techniką cyfrową, zostaliśmy do niej wychowani.

Dla mnie pojawienie się mp3 było objawieniem. Wreszcie brak szumu, soprany jak trzeba... basy. Stary sprzęt poszedł w zapomnienie, kupiłem sobie nowy. W nowych słuchawkach już nie te same magnesy, skuteczność głośników stoi na innym poziomie. Wystarczy porównać wymiary.

Powrót do analogu po latach może mieć dwojaki skutek - od zachwytu po rozpacz.

Analogi słucham najczęściej na wieży ZM3000 podpiętej pod głośniki Space 86. Powrót do tych głośników wywołał u mnie początkowo zachwyt, a potem rozczarowanie. Okazało się, że odbiór bardzo zależy od tego, jak są ustawione. Dzisiaj nie przywiązuje się takiej uwagi do HiFi jak kiedyś. Samo pojęcie HiFi gdzieś znikło. Wielu może nawet nie pomyśleć o właściwym ustawieniu tych głośników, ba - jeszcze lepiej by było, gdyby to było odpowiednie pomieszczenie.

Wspomniałem już o Loudness War. Dzisiejsze nagrania są potwornie skompresowane. Miałem tu pewien problem, bo dowodziłem, że dawne nagrania również były potwornie skompresowane. Jest jednak pewna istotna różnica: te wszystkie zabiegi dawały w latach 80 całkiem dobry efekt, ale efekt końcowy był składową działań inżynierów budujących przedwzmacniacze, tego jak spisywał się Dolby na konkretnej taśmie, jakie podpięto głośniki. Dzisiejsza kompresja jest inna, bo dokonują jej fachowcy od remasteringu w studiach nagraniowych. Oni wiedzą, jak to zrobić, podczas gdy kiedyś było to trochę dziełem przypadku.

Zauważyłem też, że podłączenie nowoczesnych słuchawek do wieży made in Poland z lat 80 może dać opłakany skutek. Te wszystkie podbicia, podbijane są jeszcze bardziej przez słuchawki z silnym basem, soprany reprodukowane są również inaczej niż kiedyś. Najlepszy byłyby sprzęt z epoki.