W radiu RFT Paganini są dwa takie głośniki. W dokumentacji mowa jest o Hoch- Mitteltonlautsprecher, więc o głośnikach średni, wyskotonowych.

Jak na dzisiejsze standardy te głośniki mają ogromną średnicę. Głośnik średniotonowy w kolumnach Space 86 ma zaledwie 10cm średnicy, głośnik wysokotonowy to w zasadzie sama kopułka nałożona na cewkę. W radiu RFT wspomniane głośniki to aż 16 cm średnicy!

Obejrzałem ostatnio wiele filmów poświęconych starym odbiornikom radiowym. Szczególnie spodobał mi się kanał niejakiego shango066.

Facet wyciąga radio z kanału, włącza do sieci, czasami wymienia jakąś lampkę i... po 30 minutach mamy działające radio. Jak się tak bliżej tym filmom przyjrzeć, to prócz kondensatorów najbardziej śmiertelnym elementem są właśnie głośniki. Mało który jest cały, jeśli radio nie leżało w sprzyjających warunkach!

I tak właśnie było z moimi głośnikami od radia Berlin Paganini, rocznik 1954.

Chciałbym tu opisać moją drogę przez mękę. Temat nabrzmiał na tyle, że wychodzi już poza wątek związany z samym radiem.

Bohater tej opowieści

Cóż... muszę przyznać, że radio dostałem sprawne. Chciałem pomalować nadgniłą obudowę, wyjąłem więc chassis i wziąłem się za piłowanie. No ale nadgnite było bardziej niż myślałem, więc mi zeszło. Aż pewnego dnia wracam do domu, a tu rewolucja: radio przeniesione w kąt, głośniki poukładane jeden na drugim, tak że magnesy powgniatały membrany.

A że jestem dziwnym typem wzrokowca, jak mi ktoś ruszy z miejsca sprzęt, to już nie umiem złożyć z pamięci. I tak przeleżało w piwnicy z 10 lat, a może i więcej.