Włączasz kasetę sprzed lat. Włączasz Tunatic, a ten nic nie rozpoznaje?

Próbowałem dochodzić dlaczego i myślę, że wiem.

Tunatic działa w oparciu o analizę widma częstotliwości. Przy dźwięku z radia częstotliwość jest zawsze taka jak na płycie. Po drodze nie ma nic, co mogło by ją zmienić. Inaczej z magnetofonem. Na pewno widziałeś zabawę z podkręcaniem silnika. Wysokie obroty oznaczają cienki głosik. Powolne obroty, głos wyraźnie skręca w stronę basu.

Taśma w magnetofonie powinna przesuwać się z prędkością 4,76 cm/s. Tyle teoria!

Jeżeli nagrasz taśmę z inną prędkością, nic złego się nie stanie, o ile odtworzysz ją na tym samym sprzęcie. Jeśli jednak będzie to inny sprzęt, w międzyczasie wymieniłeś w magnetofonie silnik, albo choćby rozregulowałeś mechanizm... to kalapita!

Taśma przesuwa się z niewłaściwą prędkością i widmo jest inne.

Co do silników Unitry dochodzi jeszcze to, że lubiły pływać. Nie w każdym sprzęcie tak samo, ale na przykład w tym od ZRK nagminnie. Czasami  takie pływanie da się wyraźnie usłyszeć. Jeśli magnetofon pływał podczas nagrywania, to Tunatic nie da rady, jeśli podczas nagrywania i odtwarzania tym bardziej!

Jeśli jednak dźwięk nie pływa, to mamy jeszcze jedną deskę ratunku. Ja użyłem dyktafonu z regulacją obrotów. Zupełnie na ucho poustawiałem właściwe obroty i nagle Tunatic zaczął rozpoznawać, czego przedtem nie znał.

Po latach widzę, że obroty mojego M3016 potrafiły zmieniać się z piosenki na piosenkę. Na ucho nie jest to wyczuwalne - po prostu przyzwyczajamy się. Dla Tunatica jest to jednak kolosalna różnica. Wychodzi szydło z worka!

SMASUNG SOLID

Te plamki na ostatnim zdjęciu na brzegach wyświetlacza to źle przylegająca folia maskownicy. Oryginalny wyświetlacz jest o niebo solidniejszy - nie ma tam żadnej folii, a szybka po prostu jest barwiona w dwóch kolorach.

Do klejenia użyłem kleju sylikonowego - niestety białego... co troszeczkę widać. Szybka zastępcza montowana miała być w zamierzeniu producenta przez dwustronną taśmę 3M. W moim przypadku dolna taśma była uszkodzona i musiałem ją zerwać. Jeśli możesz, nie kupuj takiej! Lepiej kupić cały przedni panel, jeśli telefon ma być naprawdę SOLID. Kolejna wada to właśnie folia maskująca: leży ona między obudową telefonu, a plastikową szybką. Czyli telefon będzie tak SOLID, jak ta folia.

Powyżej są fotki dla tych, którzy nie wiedzą, jak zabrać się za rozbieranie SOLIDa.

Kilka słów wkrótce...

 

 

 

Na obrazku widać, że tuner działa. Od właściciela nie mam żadnych sygnałów, ale tak prawdę mówiąc, to nie jestem pewny, czy go naprawiłem.

Objaw: Nie włącza się. Po odłączeniu od instalacji reaguje na przycisk Power, pozwala przełączać kanały póki nie podłączy się anteny.

Rozebrałem dziada. Osobiście zerwałem plomby i zobaczyłem, o czym właśnie chciałem napisać.

Dokładne oględziny modułu zasilacza pozwoliły stwierdzić, że płytka jest pęknięta. Nic trudnego pomyślałem. Wykręciłem moduł, obejrzałem go od spodu... pęknięta, a i owszem, ale... producent zalał, co trzeba cyną i oddał sprzęt do sprzedaży. Nie jest to za bardzo profesjonalne i samo w sobie świadczy o tunerze.

Cóż... wszystko zalane cyną . Przejścia są! Nie udało mi się znaleźć żadnej usterki. Niektóre punkty lutownicze miały w sobie mikroskopijne pierścienie, które mogły wskazywać na fenomen zwany zimnym lutem. Pomierzyłem wszystko, ale pomiary nie wykazały przerw. mimo wszystko poprawiłem lutowanie, aż mi się grot spalił. Zrezygnowany - nie znalazłem przecież usterki, poskładałem sprzęt, żeby zobaczyć, czy chociaż DVB-T zadziała. Podłączyłem do TV... i widzę komunikat a la:

Tuner odzyskał sprawność po ciężkiej awarii...

Podłączam antenę sat... tuner włącza się, a niekodowane kanały działają.... co ciekawe tuner działa wyraźnie szybciej niż tuner od cyfry z dyskiem. Jest dość  żwawy w porównaniu z tym, co dostają abonenci nc+. Tylko dlaczego taka "siara" w środku?

Pisząc o Elektronostalgii mam zwykle na myśli produkty Unitry, Jest jednak takie urządzenie, które wymyślono w dalekiej Korei Południowej, a mimo to budzi ono we mnie uczucie tęsknoty:

SVX-504

Video! Któż nie marzył o nim w późnych latach osiemdziesiątych? Minęło wiele lat od tamtego czasu. Dziś wiem, że także Unitra produkowała magnetowidy - najpierw szpulowe, potem kasetowe... potem upadła. Muszę przyznać, że w czasach polskiego MTV-10 nawet nie wiedziałem, że w naszym kraju coś takiego się wytwarza.

Zastanawiam się, kiedy zobaczyłem pierwszy magnetowid w życiu? Prawdopodobnie pośrednikiem było kino, ale zupełnie możliwe, że tak naprawdę pierwszy magnetowid pokazał mi Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński, oczywiście za pomocą fal radiowych i telewizora... i programu SONDA, który oglądałem namiętnie.

TVP produkowała wówczas programy, w których sprzęt Audio Video oraz komputery grały główną rolę, rolę bohaterów wielkiego show, które w dodatku miało wówczas wzięcie. Dziś trudno wyobrazić, że program o domowych urządzeniach audio video mógłby mieć większą oglądalność niż opera mydlana. Ale wówczas tak było. Może dlatego, że nie było wyboru, a może dlatego, że poziom ludzi był wówczas wyższy... a może dlatego, że magnetowid, czy odtwarzacz CD mogliśmy obejrzeć tylko w telewizji, przynajmniej większość z nas.

Były jednak w tym morzu beznadziei wysepki, gdzie magnetowid był na wyciągnięcie ręki, w tym sensie, że młody człowiek jak ja, mógł obejrzeć film, gdyby miał szczęście albo naprawdę bardzo chciał.

Tym miejscem nie był szkoła, ale salka katechetyczna! Słyszałem o szczęściarzach, którzy jeszcze przed 85 na lekcjach religii oglądali Ben Hura... Ja niestety do tej grupy nie należałem, ale mój pierwszy osobisty kontakt z magnetowidem również miał miejsce w instytucji duchowej. Spotkaliśmy się w Niższym Seminarium Duchownym w Legnicy, gdzie magnetowid był jednym z istotnych punktów programu.

Nie, nie rzuciłem się na niego, nie oglądałem nawet filmów - trochę z poczucia dumy. Nie jestem buszmenem, który rzuca się na plastik, którego nigdy przedtem nie widział, nie śliniłem się do skrawka zachodu w późnej fazie PRL. Nie pamiętam też, co to był za model. Był rok 86 i czarne pudło jednak utkwiło w mojej pamięci.

Ciekawe, że w żadnej świeckiej instytucji nie widziałem takiego sprzętu. Na temat tego stanu rzeczy niejeden psychopata mógłby snuć domysły - "pada deszcz, bo katolicy to ciemny lud".

Opiszę inną przyczynę: Pewnego dnia trafiłem do liceum elektronicznego. Na stanie naszej szkoły magnetowid jednak był - stacjonował w prywatnym mieszkaniu dyrektora, z czym się zresztą wcale nie krył. W razie potrzeby teoretycznie istniała możliwość wypożyczenia tego sprzętu na zajęcia, co jednak nigdy nie nastąpiło. Mimo wszystko pierwszy film na kasecie VHS zobaczyłem właśnie w Liceum - gdzieś koło 1987. Podejrzewam, że sprzęt do szkoły przywiózł któryś z lepiej sytuowanych kolegów - syn badylarza, jak się wtedy mawiało, albo syn pułkownika WKU.  Ta sama para występuje w tekście, gdzie opisuję mój pierwszy kontakt z Atari, potem Amigą 500. Oglądaliśmy "Lody na Patyku". W naszym ówczesnym mniemaniu był to film prawie porno. Patrzyliśmy na ekran, ale z równym upodobaniem na nauczyciela, który nam towarzyszył.

Magnetowid w sklepie?

Nigdy w życiu nie widziałem polskiego magnetowidu w sklepie! Magnetowidy produkcji "zachodniej" dostępne był w pobliskim sklepie... w Berlinie Zachodnim... były też w sklepach Pewex, gdzie można je było kupić za dolary, a raz w życiu widziałem magnetowid w Legnicy, w sklepie dla górników, gdzie normalny robol mógł sobie kupić sprzęt. Nie wszyscy wiedzą, jak działały takie sklepy, więc wyjaśniam: górnik mógł sobie kupić w takim sklepie deficytowy towar, ale wyłącznie za talony zdobywane za pracę w soboty i niedziele. Nie wystarczyło mieć pieniądze! To musiały być pieniądze zarobione w dni normalnie wolne - także w święta. towar był, ale za bajońskie sumy i właśnie za talony. Video kosztowało majątek! A przecież ludzie mieli też inne potrzeby.

"Panie, nie mam lodówki, a co tu mówić o video...."

I tak jedynym moim źródłem filmów na kasetach VHS był jeden z dwóch kolegów wspomnianych wcześniej. Mieszkał w innym mieście, ale bywało, że jeździłem do niego pociągiem... na film. To był z resztą bardzo sympatyczny człowiek i bez jego sprzętu, też bym go odwiedzał.

Przewrót 1989

Na początku był gigantyczny kryzys, masowe zwolnienia itd... Spod ziemi zaczęły wyrastać bazary, a z nimi z biegiem czasu coraz większa liczba kaset VHS. Polska telewizja to wciąż zaledwie dwa programy, w których niewiele było. Mieszkałem wówczas w Lubinie, gdzie najprawdopodobniej piracko transmitowano sygnał satelitarny Filmnet. Filmy dostępne były tylko po angielsku, ale komu to przeszkadzało? Mi na pewno nie. Ludzie mniej piśmienni mieli swoje bazary, a wkrótce także wypożyczalnie Video. Skoro było takie zatrzęsienie kaset, dostęp do magnetowidów musiał być także.

Na sklepowej wystawie zobaczyłem magnetowid gdzieś w roku 1991. Legnica, mały sklepik z mydłem i powidłem. Cena - jeśli dobrze pamiętam - około 4000.000. Po reformie walutowej byłoby to około 400 zł, ale nie porównujmy tamtych cen z dzisiejszymi. Litr benzyny kosztował koło 2 zł! Myślę, że ta suma odpowiada dzisiaj około 1200 zł  - to są takie obliczenia na węch... proszę nie traktować ich w kategorii dokumentu. Zresztą co do sum też mogę się mylić. Dla Porównania C64 kosztował w tamtych czasach troszkę ponad 200zł, a stacja do niego oscylowała koło 250. Trzeba jeszcze wziąć poprawkę, że nie sposób dziś z pamięci ustalić ram czasowych. Byłem wówczas młodziutkim człowiekiem i czas płynął mi inaczej.

Można było jednak kupić sprzęt w okrojonej wersji - kupić sam odtwarzacz. Odpadała masa elektroniki - programator, tuner, a jeśli był to rzeczywiście tylko odtwarzacz, to i cała elektronika odpowiedzialna za zapis. Cena była sporo niższa!

Kto myśli, że na początku po transformacji, można było kupić magnetowid w każdym sklepie z telewizorami, ten się myli.

Mój pierwszy

Swój pierwszy magnetowid kupiłem w Lubinie w sklepie z pasmanterią. Kosztował ponad 5.000.000zł. Pilot wyglądał ubogo. Na przednim panelu tylko dwa przyciski. Skromnie! Cóż - ale akurat taki był. Kupiliśmy.

W domu okazało się, że Video ma klapkę, a pilota się rozsuwa. Był to najbardziej zaawansowany magnetowid, jaki widziałem w życiu. Pewnie, że istniały lepsze... ale trzeba pamiętać o polskich realiach początku lat 90.

Mój pierwszy to właśnie Samsung SVX-504!

Kompletna porażka, nie ma co czytać!

 

Lasarus to imię, które po łacinie brzmi całkiem fajnie, a po polsku już odrobinę gorzej. Łazarz... Łazarz powstał ongiś z grobu, a ja znalazłem w piwnicy dwie padłe komody. W dodatku sprawiłem sobie ostatnio lutownicę z odsysaczem i wyciąganie z trupów układów scalonych znalazło się w moim zasięgu. Jeszcze większy szok przeżyłem, gdy zauważyłem, że jedna z moich kart graficznych ma dokładnie takie same moduły pamięci, jak moje C64. Szczerze mówiąc, żadne z tych urządzeń nie jest sprawne, ale kusi mnie żeby się zabawić... może z trzech zrobię jedno?

Po pierwsze potrzebuję do mojego Łazarza jakiegoś zasilacza. Oczywiście mam oryginalny zasilacz, jak też kilka sprawnych "komodorów". Ryzyko, że popsuję to co sprawne, by naprawić to co zepsute, jest jednak ogromne. Nie podejmę go.

Dlatego planuję użyć zasilacza ATX. C64 zadowoli się napięciem 5V. To drugie odpowiada za magnetofon, zegar... rzeczy bez których w pierwszej fazie można się obejść.

-------

Poczytałem w sieci i już nie jestem taki pewny, czy komoda ruszy bez tych 9V. Na wszelki wypadek zrobiłem sobie adapter do zasilacza ATX,  który zamiast 9V AC będzie dawał 12 V DC. Wymyśliłem nawet w głowie przemiennik, który by przerabiał 12V DC na 9V AC, ale wątpię, żeby mi się chciało robić. Koncept jest prosty - pobierał by sobie 50Hz z sieci przez transoptor od popsutej myszki na przykład. Myślę, że takie coś powinno działać...

Jak zrobić taki adapter? Ja jestem w tej dobrej sytuacji, że nie wyrzuciłem kabla od zasilacza, który mi się spalił. Wtyczka DIN 7 może być niełatwa do dostania. Można sobie taką zrobić. Osobiście dorabiałem wtyki do stacji dysków dla C64 i mój patent działał. Odpowiednie bolce wyrwałem ze starego Compaqa. Włożyłem je w gniazdko zabezpieczone folią aluminiową. Powierzchnię między bolcami wypełniłem poxyliną... i działało.

Tym razem jednak wtyczkę miałem. Po drugiej stronie potrzebny będzie żeński molex. Na początku pomyślałem o wykorzystaniu przejściówki dla dysków MOLEX - SATA, ale gniazda MOLEX w takich przejściówkach są fatalnej jakości. Wyciąłem więc gniazdo ze starego dysku twardego i po prostu przylutowałem kable.

--------

Podłączyłem zasilacz ATX do C64. Teraz następna część diagnozy, która polega po prostu na dotknięciu paluszkami wszystkich układów scalonych. Dwa z nich są mocno ciepłe. Gdyby dłużej przyłożyć do nich palca, to aż parzy. Są to LH2464-12, czyli pamięć RAM. Do dyspozycji mam pamięć TMS4464-10NL z Karty Video od starego Compaqa, która po pewnej przeróbce powinna się nadawać i drugą płytę od C64, której jeszcze nie sprawdziłem. Na pewno jest kompletnie zdewastowana, ale być może pamięć działa.

----------

Podłączony do TV C64 wyświetla tylko czarny obraz. Spróbuję wylutować grzejące się układy, a w ich miejsce wstawić podstawki.

---------

Sprawdziłem sprawną Komodę. RAM jest tam wyraźnie chłodniejszy, choć pewne ciepło da się wyczuć. Ciepło może być normalnym objawem, jednak moja popsuta Komoda wydziela go w tym miejscu zdecydowanie za dużo. Padł więc RAM!

--------

Ciekawy Link: http://personalpages.tds.net/~rcarlsen/cbm/c64/c64cdiag.txt

--------

No i oto jest pytanie. Nie mam podstawek. Wylutować je ze starej płyty 486, którą kiedyś nieopatrznie usmażyłem?  Brak w pobliżu sensownego sklepu z częściami skutecznie hamuje moje eksperymenty.

-------

14 Jul 2015

Zamówiłem właśnie podstawki.... zobaczymy, co z tego wyjdzie.

--------

April 2016

Po wstawieniu układów TMS4464-10NL mój komodor jednak nie wstał. Nie mam niestety pewności, że układ jest sprawny i nie widzę innej możliwości, jak sprawdzenie tego w funkcjonującym C64, a muszę przyznać, że troszkę się boję. Moje podejrzenie, że układ powinien pracować, potwierdziło się w międzyczasie w sieci.

http://www.forum64.de/index.php?thread/51542-ram-liste/

Także na allegro pewien gość reklamuje te układy jako działające z C64.