Napisałem już kiedyś tekst Samsung RC510 i Ubuntu 10.04. Już na samym wstępie wylałem tam swój "zachwyt" na temat Unity i Gnome 3.

 

Co takiego wydarzyło się, że mimo wszystko zdecydowałem się na aktualizację systemu do wersji o dwa lata młodszej?

Laptop pracował całkiem dobrze. Wspomniałem o mankamencie związanym z połączeniami WiFi, że system niepoprawnie wskazywał na belce stan połączenia, ale... Nie to był problem, z którym trudno było żyć.

Problemem okazało się podłączenie komputera do telewizora przez HDMI. W zasadzie było ono możliwe, ale sprawiało problemy. Próba przełączenia przy pomocy klawiszy funkcyjnych wyjścia video z wyświetlacza na telewizor kończyła się serią niekończących się restartów XWINDOW. Zauważyłem też inną przypadłość: gdy chciałem rozjaśnić albo ściemnić obraz przy pomocy klawiszy funkcyjnych, system próbował wykonywać tę czynność w nieskończoność.

Kłopotliwe było także przełączanie dźwięku przez HDMI. Ubuntu nie robił tego automatycznie, jak robi to Windows. Niemożliwe było też klonowanie obrazu. Telewizor pracował wyłącznie jako ekran rozszerzony.

Poza tymi mankamentami Ubuntu nie sprawiało na tym komputerze żadnych problemów.

Na zakończenie: ciekawość. Po prostu ciekawość skłoniła mnie do aktualizacji.

Jak na tym wyszedłem?

Aktualizacja przeszła bez żadnych zakłóceń. Po restarcie komputera nie zobaczyłem już Gnome 2 tylko Unity. Bywało, że Unity irytowało mnie totalnie, jednak troszkę się przełamałem zmuszony koniecznością. Ubuntu w wersji Live to wciąż wspaniałe narzędzie, bez którego często musiałbym w nerwicy gryźć paznokcie. I tak... używając Unity troszkę się z nim zżyłem. Dziś Unity to już nie diabeł, tylko twór poroniony. Zawsze jakiś awans.

Pierwsza rzecz którą zauważyłem to brak sieci Wifi. Mimo sterowników własnościowych sieć nie działała wcale. Przeczesałem kilka forów i nie znalazłem rozwiązania. Tragedia! Ale po restarcie do Windows... Wifi zaczęło działać i to na obu systemach.

Klonowanie obrazu? Na tym komputerze pozostało po staremu. Nadal opcja klonowania jest wyszarzona - nie działa. Naciskanie na klawisz funkcyjny przełączania obrazu nie powoduje już jednak problemów. Możemy sobie także zjaśniać obraz i ściemniać. Ten problem został usunięty. Stan Wifi pokazywany jest wreszcie poprawnie!

Przez chwilę nie działał tapping, ale  w ustawieniach myszki da się go włączyć. Przy okazji zauważyłem opcję przewijania obrazu dwoma palcami. Touchpad jest bardzie responsywny, a funkcja przewijania działa o niebo lepiej niż na Windows.

Ubuntu 12.04 przynosi więc pewien postęp. Do pełni szczęścia przydało by się jeszcze klonowanie obrazu.

A co z niezbyt lubianym Unity? Zainstalowałem MATE.

Mate zaskoczył mnie najpierw niezbyt pozytywnie. Czcionki i wygląd... nie wygląda to tak fajnie jak na Ubuntu 10.03, choć akurat moje MATE korzysta z dokładnie z tych samych czcionek. Wkurza mnie na przykład wygląd zegara: litery czarne z białą obwódką. Na jasnym tle wyglądałyby fajnie... ale niestety inne napisy w panelu są białe i stały by się całkiem niewidoczne. Może ta kolorystyka to pozostałość po moim starym Gnome. Przy tle pośrednim - ani ciemnym ani jasnym litery na zegarze wyglądają tak, jakby się rozdwajały - widać i kolor czcionki i obwódkę Wygląda to źle.

MATE ma swój aplet zgłaszania dźwięku. Niestety nie obsługuje przełączania wyjścia między głośnikiem a HDMI. Tyle o negatywach.

Pozytywy jednak także są. Jakże się zdziwiłem... że MATE zdaje się chodzić szybciej! Jakim prawem, skoro to tylko fork, praktycznie to samo, co Gnome 2?

w budowie

Pewnie prędko tego nie ukończę, jak połowy tekstów tutaj, może nie ukończę wcale, ale chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami na temat demona prędkości, jakim jest Linux.

Zwykle jest tak, że kupujemy sobie komputer... a po kilku latach ten komputer nie jest już zbyt wiele wart, wciąż jednak chodzi... żal wyrzucać... coś można by z niego zrobić...

  • Może serwer Plików?
  • Może serwer WWW?
  • Może centrum multimedialne z XBMC?
  • Może Router?

Znalazłem nawet stronę internetową, gdzie ktoś dowodzi, że wszystko to jest głupie itd... i lepiej sobie kupić dedykowany sprzęt. Nie o tym jednak chciałem pisać tym razem.

W sposób naturalny rodzi się pokusa, żeby takiego sprzętu użyć do zabawy z Linuksem... ino czy pociągnie? Jak to jest z tą szybkością Linuksa?

Jeszcze nie tak dawno - z perspektywy mojego wieku - czytałem o Linuksie jako o systemie, któremu wystarczy procesor 486 i 16MB... gdzieś niżej było napisane, że będzie działał niezawodnie, ale bez powłoki graficznej... jako router ma się rozumieć.

I co ja mam robić na tym routerze? Patrzeć się na niego? Ja chciałbym podziałać! Pobawić się... może nawet używać!

No więc jak? Linux jest demonem szybkości czy nie?

Linux pokazał się po raz pierwszy w roku 1991 i raczej nie był to system gotowy do użycia. Moja przygoda z Linuksem zaczęła się dwa lata później. Można było na nim otworzyć powłokę graficzną, posłuchać muzyki. W 1993 robił już właściwie to wszystko, co powinien umieć robić poważny system operacyjny. Windows z numerkiem 1 pokazał się w roku 1985, a więc prawie dekadę wcześniej. Dekada w tamtych czasach to była prawdziwa przepaść, zarówno programowo jak i sprzętowo. Dość pomyśleć, że w 85 zobaczyłem po raz pierwszy ZX Spectrum, dziesięć lat później zastanawiałem się nad kupnem komputera klasy Pentium. Postęp był więc niewiarygodnie szybki!

Te dziesięć lat różnicy powoduje, że Linux wyrasta nie jako ewolucyjny następca systemów operacyjnych opierających się z procesora 8086 lecz wprost z 386.

Można z tego wywieść wniosek, że dla procesorów starszych niż 386 nie nadaje się, aczkolwiek słyszałem o implementacji dla procesora 286 a nawet dla procesorów 8 bitowych.

Procesor 386

Pierwsze egzemplarze tego procesora nie były znacząco lepsze od procesora 286, a jednak to właśnie od tego procesora zaczyna się historia systemów operacyjnych, jakie znamy obecnie.

Nigdy nie widziałem komputera 386, który by nie pracował w tandemie DOS + Windows 3.0. Raczkował wprawdzie już Linux, ale nie był jeszcze systemem ani dojrzałym ani znanym komuś więcej niż garstce entuzjastów.

Słyszałem o udanych próbach postawienia systemu Windows 95 na bazie płyty z  procesorem 386, czego sam również spróbowałem. Instalator odmówił z nim współpracy . Mój procesor nie miał matematycznego koprocesora, który jak wynika z Wikipedii jest wymagany.

Czy Linux był alternatywą dla systemów 386? Myślę, że Linuksa z roku 1993 dałoby się postawić na tym procesorze, prawdopodobnie także z obsługą graficznej powłoki - zakładając oczywiście istnienie odpowiednich sterowników. Bez nich Linux oferował podobną wygodę, co system MS DOS. Uważam, że już w 1993 Linux był dość dojrzałym systemem, jednak bez wsparcia "czynników trzecich" system ten nie był wiele wart. Nie był więc alternatywą dla Systemów firmowanych przez Microsoft.

Jeżeli masz taki komputer, instaluj na nim DOS + Windows 3. Jeżeli masz procesor DX i więcej niż 4MB RAM, możesz spróbować z Windows 95.

Procesor 486

i486 to pierwszy procesor, na którym realnie stawiałem Linuksa. Komputer z 486 kupiłem razem z legalnym systemem DOS 6.22 i Windows 3.11 for Workgroups. Od tamtego czasu upłynęło w Wiśle sporo wody, jednak jestem pewny, że gdyby posadzić przed Windows 3.11 dzisiejszego użytkownika, po chwili konsternacji świetnie by się w nim odnalazł.

Z powodzeniem instalowałem na tej platformie również Windows 95. Windows 95 wprowadził mnie przy okazji w niemałe osłupienie! Na moim laptopie Compaq Contura 486 DX 50MHZ działał i nadal działa zdecydowanie szybciej niż Windows 3.11.

Ten drugi ma oczywiście mniejsze wymagania. Okazuje się jednak że lekkość systemów operacyjnych sprawdza się tylko do pewnego stopnia. Istnieje granica, gdzie zwiększanie częstotliwości procesora, dodawanie większej ilości pamięci niewiele już daje, czasem nawet nic już nie daje.

Jeśli masz płytę z procesorem 486 i zastanawiasz się jakiego użyć systemu, miałbym mieszane uczucia. Na pewno sprawdzi się Windows 95, ale tylko tandem DOS + Windows 3.11 pozwoli Ci poczuć ducha epoki.

A co z Linuksem? Sprawdziłem i wiem to na pewno: jeżeli trafisz ze sterownikami, to Linux z epoki procesorów 486 da sobie radę nie gorzej niż Win 95. Doświadczysz przy okazji, co to jest multitasking, odpalisz kilka gier na raz. Potem zapragniesz napisać na tym komputerze krótki tekst i okaże się, że poważnego procesora tekstu brak. Linux nie odstawał wówczas prędkością działania, czy wygodą użytkowania od reszty świata. Odstawał sterownikami i ekosystemem. Przy odrobinie szczęścia lub świadomości - można przecież świadomie kupować komponenty - sterowniki nie były problem, ekosystem jednak szwankował i nie da się tego ukryć. Dlatego TAK, Linux był alternatywą jako jądro plus obudowa, w postaci dystrybucji Slackware na przykład, ale był nią sam w sobie. Brakowało reszty - procesorów tekstu, przeglądarek Web... aplikacji multimedialnych.

Procesor Pentium

Mój pierwszy Pentium to zegar 133MHz i brak MMX. Używałem na nim dwóch systemów operacyjnych wydanych przez Microsoft - Na myśli mam Windows 95 i Windows 98, który wyraźnie lepiej sprawdzi się w przypadku większych dysków twardych.

Obydwa systemy są mniej więcej rówieśnikami procesora Pentium I, logiczne więc, że działają dość szybko.

Interesująca jest sprawa Win 3.11. Mimo, że szybko się zestarzał, wciąż można było używać tego systemu na procesorach Pentium. Wprawdzie producenci dość szybko zrezygnowali z dostarczania sterowników na ten system, ale w fazie przejściowej były one jednak dostępne.

Czy demonicznie szybki Windows 3.x.... szybki w tym sensie, że zadziała nawet na bardzo powolnych maszynach... ma sens na maszynach z procesorem Pentium?

Moim zdaniem nie. Pisałem już wcześniej, że niskie wymagania nie idą w parze ze zwiększeniem wydajności na mocnych architekturach. Tę większą moc system musi umieć wykorzystać. Win 3.11 jest na procesorach Pentium szybki, ale jednak nie aż tak, jakby można było tego oczekiwać.

Kwestia Linuksa?

Oczywiście Pentium bez problemu mógłby znaleźć rówieśnika z rodziny Linux. Linux z tamtych czasów nie chodziłby zauważalnie wolniej niż Windows 95 i o ile pamiętam miał dość podobne wymagania.

Mamy więc Linuksa, który chodzi na Procesorze Pentium, ale jego funkcjonalność jest dokładnie taka, jak w czasach Pentium. Czy na pewno o to nam chodzi?

W czasach Pentium I na moim komputerze zainstalowany był Red Hat 5 Hurricane. Jak na mój gust Linux był już dojrzałym projektem, a jednak... brakowało tego i owego: przeglądarka sieciowa? Prawda: Internet w Polsce dopiero raczkował. Gry? Proszę o następne pytanie! Multimedia? MP3 owszem, zadziała, ale trzeba pamiętać, że Pentium I to w dziedzinie multimediów wciąż za słaby procesor żeby coś sensownego z nim zrobić. Może choć edycja dokumentów? Nie! Staroffice chodził na Linuksie wyraźnie wolniej niż pod Windows - moim zdaniem był nieużywalny.

Tak więc użyteczność z roku 1997 na nic nam się nie przyda w roku 2013! Ba... nie dotyczy to tylko Linuksa! Nawet na Windows 3.11 można było zainstalować Internet Explorer 5.0. Wówczas spokojnie robił, do czego był stworzony. Dzisiaj wersja 5 na nic się nie zda. Witryny Internetowe nabrzmiały do tego stopnia różnymi wodotryskami, że IE 5 będzie bezużyteczny!

Zbliżam się do właściwego tematu, o którym chciałem napisać. Na ile jest możliwe dać starym komputerom dzisiejszą funkcjonalność.

Czy na Pentium I da się zainstalować Jakiś współczesny system operacyjny z rodziny Linux?

Da się! Sam próbowałem wielu dystrybucji. Najlepiej sprawdził się Damn Small Linux - zarówno DSL jak też DSL-N.

Z pewnych powodów musiałem mieć Linuksa na laptopie Pentium 1 160MHz 32MB RAM.

Instalacja udała się, a system działał naprawdę szybko. Nie znacie tego uczucia ani z Visty ani Siódemki, ani nawet Windows 8 na procesorze i7.

Ale cóż z tego... jeszcze raz powtarzam - współczesny system operacyjny działa na procesorze Pentium I naprawdę szybko. Problem w tym, że zapewne chcielibyśmy na tym współczesnym systemie odpalić współczesny procesor tekstu - choćby Abiword albo przeglądarkę internetową Opera. Niestety okaże się, że te współczesne aplikacje mają równie współczesne wymagania, a z naszego radowania się szybkim systemem zostały nici.

Podsumowując: Linux z końca lat 90 da nam dokładnie tyle samo, co współczesny DSL. Niestety niewiele, choć biorąc sam system operacyjny DSL nawet dla tak słabego procesora jest pewnym potencjałem, niestety niewykorzystanym.

Pentium II

Pierwsze procesory Pentium II taktowane był zegarem 233MHz. Było to wystarczająco dużo by komputer zyskał nowe możliwości multimedialne.

Pentium II jest odrobinę starszy od Windows 98. Zapewne instalowano na nim także Windows 95, ale nie trwało to długo. Mimo, że Windows 95 i Windows 98 wyglądają praktycznie tak samo, to jednak stabilność tego drugiego jest znacząco wyższa, choć okupione jest to prędkością. Oczywiście procesor Pentium II 233MHz jak pierwszy przedstawiciel nowej klasy procesorów był techniczną nowinką, za którą należało odpowiednio zapłacić. Być może dlatego pierwsze procesory tego typu, jakie widziałem w Polsce to Pentium II 300Mhz. Zupełnie wystarczające do dekodowania ówczesnych Divx. Możliwe jest to zresztą nawet na procesorze Pentium I 200Mhz z odpowiednią kartą graficzną, ale wcale nie takie oczywiste. Sam oglądałem pierwszego DIVX na procesorze 133MHz.. ale przyjemne to nie było i jeszcze przez długie lata nie kodowano filmów w HD.

Wybór systemu operacyjnego pod ten procesor wydaje się prosty  - Windows 98. Nawet dzisiaj daje nam podstawową funkcjonalność. Edytować dokumenty można, co bardziej prymitywne strony WWW dadzą się otworzyć... Słabość Win 98 to podatność na ataki. U mnie pracował bardzo stabilnie.

Rówieśnikiem Win98 jest Red Hat Hurricane 5.0. System szybki, dobry, ale nie tak funkcjonalny... może nawet nie funkcjonalny. W późniejszych latach używałem na procesorze Pentium II polskiego klona Systemu Red Hat - Aurox, od wydania 9 do samego końca istnienia Auroksa. Używałem z powodzeniem także Lubuntu, ale nie pamiętam numeru dystrybucji. Uważam, że od Auroksa / Fedory I / RH9 Linux oferuje nie mniejszą funkcjonalność niż współczesne mu systemy Microsoft. Wyłączyć należy tylko świat gier.

Jak napisałem już wyżej, system z roku 98 oferuje funkcjonalność z roku 98. Wbrew pozorom świat nie poszedł bardo naprzód i starych systemów operacyjnych na starych komputerach można by używać nadal. Da się pograć w stare gry, napisać dokument, posłuchać mp3, czy obejrzeć film. Trudniej będzie obejrzeć nowoczesną stronę www. System będzie też zdecydowanie mniej bezpieczny niż współczesne.

Wróćmy jednak do Linuksa. Otóż w przypadku procesora Pentium II doszło do takiego przełomu multimedialnego, że być może opłaca się zainstalować nie tyle system rówieśniczy w stosunku do procesora, ale wręcz nowoczesny system.

Co mogę polecić? Wspomnianego już DSL. Będzie zdecydowanie bardziej funkcjonalny niż na procesorze Pentium I. Można instalować dystrybucje multimedialne typu Geexbox. Filmy będą działać lepiej niż na Windows 98.

Najbardziej chciałbym jednak polecić Mepis Antix. Zdecydowanie najszybszy Linux z grona nowoczesnych, który w dodatku jest funkcjonalny. Osobiście instalowałem Antiksa na procesorze Pentium II poniżej wymagań dotyczących ilości zainstalowanej pamięci  - było to dokładnie 96MB. Chodził bez zarzutu, bez lagów znanych mi z Windows 7 pod procesorem i5. Obsługa wymaga pewnej zmiany przyzwyczajeń, ale moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne.

Co daje nam instalacja systemu skrojonego na miarę? Przecież OS z epoki danego procesora chodziłby równie szybko.

Szybkość to niestety nie wszystko. Jeśli chcielibyśmy wgrać kodeki do RH 5 Hurricane z 1998, to nawet doświadczeni z nas mieliby z tym problemy. A Mepis Antix to wszystko już ma, choć czasem nie typowo. Jeśli pamiętam, to filmy w DIVX odtwarzał XMMS, taki odpowiednik Winampa pod Linuksem.

Pentium III, Athlon, Duron

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Durona mojego braciszka w akcji doznałem szoku. On - Duron 900MHz, ja - Pentium I 133MHz. Oczywiście różnica dotyczyła też ilości użytej pamięci RAM - wszystko co tu piszę odnosi się zawsze mniej więcej do ilości RAM typowo stosowanej w epoce danego procesora.

U brata Word uruchamiał się mniej więcej tak szybko, jak u mnie notatnik!

Na Wiki możemy znaleźć notatkę, że Windows 98 nie za bardzo potrafił wykorzystać potencjał Pentium III, ale dotyczyło to raczej gier. Instalacja Windows 95 wciąż była możliwa, ale w tej konfiguracji sprzętowej użycie mniej wymagającego systemu operacyjnego nie oznaczało już znacznego przyrostu prędkości.

Windows 98/Me to dla tego procesora wybór bardzo dobry, ale mam jeszcze lepszą propozycję - system, który mnie oczarował od pierwszego wejrzenia. Na myśli mam Windows 2000! Wśród giercowników Windows 98 okazałby się zapewne większym powodzeniem, ale Windows 2000 to już powiew nowej epoki, coś co znamy z Windows XP, lecz mimo to od niego szybszy i lżejszy.

Na procesorze klasy Pentium III / Duron / Athlon możemy postawić także Windows XP i prawie zyskać funkcjonalność komputera z chwili kiedy piszę ten tekst: mamy wrzesień 2013.

Komputer będzie działał, ale będzie powolny, mimo że spełnia z zapasem wymagania minimalne dla XP. Pamiętajmy, że producent deklaruje pracę z Pentium I 266MMX i 64 MB RAM. Ale to praca dla masochistów. Po drugie pierwszy Windows XP cechował się pewnym problemami ale i znacznie większy wigorem niż to, co znają obecni użytkownicy tego systemu z SP 3. Jak dla mnie są to zupełnie inne systemy operacyjne, a przepaść, jaka je dzieli, jest dużo większa niż między Windows Vista a Windows 7.

Sprawa Linuksa?

Procesorów tej klasy używałem i używam do dziś post mortem. Bez problemu możemy na takim komputerze zainstalować wciąż wspierany Ubuntu 10.04 LTS. System będzie działał, będzie odrobinę szybszy niż na Windows XP, ale nie ma co ukrywać - OS z epoki tego procesora byłby zdecydowanie bardziej żwawy.

Czego użyć by przyspieszyć komputer z tym procesorem? Moje poprzednie propozycje dla jeszcze słabszych procesorów wciąż pozostają aktualne, ale tu mamy jeszcze większy wybór.

Puppy Linux!

 

Slitaz!

 

Slitaz swego czasu mocno mnie oczarował. Uruchomiony pod Virtualbox na Ubuntu 10.04 działał szybciej niż host. Okienka otwierały się błyskawicznie. Niestety moja jedyna próba zainstalowania go na prawdziwym komputerze upadła. Nie chciał działać z moją kartą graficzną.

-----

Ten tekst cieszy się o dziwo pewnym powodzeniem. Jakoś nie mogę go skończyć, a nie chciałbym, żeby tylko krzykliwy tytuł przyciągał tu ludzi, ale też odpowiedź, na pytania, jakie zadaje sobie wielu ludzi, w tym ja również.

Wymieniłem tu kilka szybkich i co ważne w miarę świeżych dystrybucji Linuksa, które sam wypróbowałem.

Konkluzja jest taka: Na moim służbowym laptopie z procesorem i5 i kartą NVIDIA Optimus zainstalowałem sobie Ubuntu 12.04 ze środowiskiem MATE. Taka kombinacja jest wyraźnie szybsza niż Windows 7. Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Na pewno nie bez znaczenia jest przeładowanie Windowsa tym, czego Linux póki co nie potrzebuje. Na myśli mam oprogramowanie antywirusowe itd.. itp... Choćby z tego względu Linux jest rozwiązaniem szybszym.

Wyżej wymieniłem Ubuntu, ale samo Ubuntu to również szeroka paleta środowisk graficznych, które da się na nim zainstalować. Jedne z nich mają opinię szybkich, inne powolnych.

Puryści wskazują na przykład na fluxboksa jako szybką alternatywę. Istotnie - jest szybki - sam w sobie. Ale uruchomienie na nim programu pisanego dla Gnome prędkością wcale nie powala na kolana, a ergonomia tego środowiska... jest dla purystów właśnie.

Często wskazuje się na XFCE jako zamiennik dla starego Gnome 2.0. XFCE rzeczywiście robi, co obiecuje. Jest odrobinę szybszy od Gnome 2 i można go postawić na odrobinę starszym sprzęcie... jednak różnice prędkości są dość subtelne.

Zadziwiło mnie za to środowisko LXDE, które naprawdę dawało się używać na powolnym sprzęcie.

Pora przejść do dystrybucji z natury szybkich.

Puppy Linux zna chyba każdy, kto szukał szybkiego Linuksa. Trzeba go polubić i nad sympatią trochę popracować, ale faktycznie robi, co obiecuje. Podobnie Mepis Antix. Te dystrybucje powinien znać każdy.

Przejdźmy teraz do ekstremalnie szybkich dystrybucji - DSL - DAMN SMALL LINUX. Małe jest szybki i naprawdę udało mi się to zainstalować ten system na komputerze Pentium 1, 166MHz i wymiatał.

Ale teraz jest pora na konkluzję ostateczną.

Niestety moje wnioski są troszkę pesymistyczne. Da się znaleźć naprawdę szybkiego Linuksa! W Końcu kilka lat temu udało się komuś zainstalować go na zegarku, ale...

Dzisiejszy system operacyjny powinien zagwarantować kilka rzeczy - na przykład wygodne surfowanie po sieci. I tu niestety jest tragedia.

Co nam po szybkim Linuksie, jeśli nowoczesna przeglądarka internetowa wymaga niewiarygodnych ilości ram. Praca z mniej niż 256 MB RAM, w chwili kiedy to piszę, nie ma praktycznie żadnego sensu.

DSL na P1 166MHz? A jakże! I to śmiga... ale już otworzenie na nim edytora tekstu... nawet nie procesora... to masakra.

Więc sam system w sobie - jak najbardziej, jest szybki, ale zwykłemu userowi nic z tego nie przyjdzie.

Linuksa Polecam z czystym sumieniem dla komputerów od Pentium 3 do współczesnych. I nie jest to wina samego Linuksa, co otoczenia. Dotyczy nie tylko jego zresztą, ale też Windows XP sprzed 10 lat. Wtedy śmigał na 256 MB RAM. Dzisiaj już nie! I nawet nie chodzi o dodatki SP, które istotnie go spowalniają, ale ekosystem - zwłaszcza przeglądarki internetowe.

Ubuntu 10.04 to jak na Ubuntu system dość leciwy. Niestety nowe wersje są dla mnie nie do strawienia. Ani Unity, ani tym bardziej Gnome 3 nie zawitają na moich komputerach, choćbym miał zrezygnować z Linuksa po prawie 20 latach z nim przygody.

Tyle tytułem wstępu, bo wiadomo: nowsze jądro, to teoretycznie więcej możliwości, ja tymczasem chcę pisać, może nie tyle o starym jądrze, co o nie najnowszym systemie operacyjnym i należy się kilka słów wyjaśnienia, co działa.

 

Co działa?

  • Obraz
  • Dźwięk
  • Zewnętrzne VGA
  • HDMI razem z dźwiękiem
  • Eth

 

Co działa tak sobie?

  • WiFi - karta nie łączy się automatycznie. Pracuje na sterownikach własnościowych i robi to dobrze, jednak za każdym razem trzeba ją włączać ręcznie. Nie pokazuje też na górnej belce Gnome mocy sygnału.
  • Touchpad - Sam w sobie działa rewelacyjnie, jednak pod Ubu 10.04 nie działają gesty, a tylko tak można na tym laptopie wygodnie przewijać strony

 

Co nie działa?

  • Nie zauważyłem nic takiego. Muszę jednak przyznać, że kamera, albo mikrofon, to rzeczy, których nie używam, więc nawet nie wiem.