Teksty, które widzicie niżej pochodzą z witryny Gutenberg Projekt. Pierwotnie napisane były w języku niemieckim. Nie wiem, czy były to tłumaczenia, czy może oryginalne tekst stworzone przez niemieckiego autora, którego / których tożsamość również nie była podana.

W każdym razie, moje tłumaczenie jest najbardziej rozkradanym tekstem, jaki pochodzi z mojej ręki, oczywiście po wykasowaniu mojego nazwiska.

.

. .

Zmierzch Bogów

U ludzi i bogów panował głęboki smutek, od kiedy śmiertelna strzała trafiła w Baldura serce. Tylko olbrzymy ciemności, potwory i zwyrodniałe karły radowały się, bo wraz ze zgaśnięciem blasku słońca rosła moc ciemności.

Złe znaki zwiastowały boskiemu ojcu koniec złotego czasu, liście jesionu świata Yggdrasil uwiędły, Azowie zaczęli się starzeć. Bo piękna Iduna, bogini młodości, nie poiła już Yggdrasil życiodajnym miodem.

Bogni Iduna zaślubiona była synowi Odina Bragi, skaldowi, który miał dar mądrości i poezji. Gdy w kręgu bogów w Asgardzie rozbrzmiewała przez niego harfa, wszyscy przykuci byli do ust szlachetnego piewcy i wysławiali jego wielką niezmożoną moc jego boskiego śpiewu. A jako Bragiego, godnego miłości syna Odina, czcili Azowie jego małżonkę Idunę, której imię oznacza „ZawszeZielona”, a która skrywała w miodzie cudowny skarb wiecznej młodości.

W Idunie i jej pomocy pokładał Odin swe nadzieje. Posłał za nią, lecz z przerażeniem dowiedział się, że piękna bogini przepadła. Daremnie posyłał Odin swe kruki, by szukały zaginionej. Gdy wróciły po długim długim czasie, przyniosły złą wieść: Iduna, promieniująca Bogini, była w królestwie umarłych, Hel, skąd nie ma powrotu, a i Bragi, jej mąż, podążył tam za nią, jeszcze wiele innych straszliwych znaków przyniosły kruki. Stworzeniom na ziemi umykała siła żywota, a w świętej studni Mimira mądrość poczęła wysychać.

Pełen mrocznych wizji boski ojciec przyjął straszliwe posłanie. Poznał, że przeznaczenie wypełnia się niepowstrzymanie, od kiedy jasny Baldur i świeżej młodości Iduna odeszli do Hel. Nocami słyszeli Azowie jak z otchłani podziemnego świata wyje wilg Fenris, straszliwy syn Lokiego szarpał wściekle swoje łańcuchy, bo wietrzył, że zbliża się godzina jego uwolnienia.

Ze śmiercią Baldura słońce straciło swój blask, zapadła surowa długa zima, po kraju hulały śnieżyce, szalał straszliwy mróz i ostre wiatry, a zima zdawała się nie mieć końca.

Było to w pasji żywiołów, jakby zmierzch zapadł także w ludzkich duszach. Zło działo się między bogami i ludźmi. Wojna wypełniła świat, zabijali się bracia z chciwości, panowały krzywoprzysięstwo i mord, cudzołóstwo i pogwałcenie gościnności, chciwość i bezbożność.

Z gorzkim zatroskaniem patrzyli bogowie w wysokim Azgardzie, jak ginie wszelki porządek rzeczy. Daremnie ciskał Thor swój młot Mjölnir w olbrzymów, bo chroniły ich od razów ściany lodu zimy Fimbul. Daremnie pędził Odin na swym prędkim jak strzała koniu do starego Mimira, mędrca. Studnia mądrości była jakby szarpana przez wściekły wiatr, Mimir stał w bezradnej niemocy przed swoim fatum.

I wrócił boski ojciec na swym szybkim jak wiatr rumaku do Walhalli, by wołać bogów i bohaterów do walki, bo nieszczęście się zbliża. Głośno pieje kogut na dachu Asgardu, i chrypiąc odpowiada ciemno czerwony na hali Hel. Wąż Midgardu podnosi swą straszliwą głowę z odmętów morza, a graniczny wał, który chroni Midgard, wali się. W śmiertelnym strachu ludzie uciekają w góry, kryją się w jaskiniach, bo Fenris zrywa właśnie swe pęta, a ziemia w swym wnętrzu drży.

Wzburzony woda tryska ponad brzeg, nadpływa statek, ster dzierży Loki, w wszystkie olbrzymy są z nim. Oto Naglfari, pojazd z paznokci trupów, których ludzie bez czci przestali przycinać. Wilk Fenris, którego ziejąca gardziel dotyka nieba i ziemi, połyka słońce i księżyc, ciemność rozciąga się nad światem.

Ragnarök, dzień rozstrzygnięcia, zaczyna się. Wali się niebo, w nieskończonych chmarach nadjeżdżają synowie Muspelheim. Surtur, praolbrzym, pędzi na czele, a wokół niego płoną pochodnie. Wściekle pewni wyruszają na pole Wigrid, pole walki, zbierają się wojska i wszelkie potęgi ciemności w swym pochodzie do walki.

Nad Asgardem rozbrzmiewa róg Giallar, którym Heimdall wzywa bogów do walki. Rozbrzmiewa tak głośno, że jego dźwięk słychać na świecie całym. Gdy dzieje się to trzeci raz, otwierają się bramy Walhalli na oścież, wyjeżdża mrowie wojsk bogów i bohaterów. Na czele jedzie boski ojciec w lśniącej zbroi, złotym hełmie na głowie, Gungnir, oszczep który nigdy nie chybia, jest w jego ręku.

Na Wigrid, polu walki światów, zaczyna się straszliwa bitwa. Broń Wodana wściekle bije w napierających olbrzymów, a młot Thora równy huczącemu piorunowi uderza w zastępy potworów. Przeciw szeregom Azów wściekle walczy budząc trwogę syn Lokiego, zajadły wilk Fenris, niewrażliwy na ciosy wszelkiej broni bogów. Loki i Heimdall zabijają się wzajemnie. Thor miażdży Mjölnirem, młotem, głowę węża Midgardu, lecz jest to jego ostatni bój, trujące tchnienie padającego smoka porywa potężnego Aza w krainę śmierci.

Tyr trafia na Garma, piekielnego psa, lecz gdy ten rozrywa gardło bogu wojny, waleczny Az zadaje potworowi śmierć swoim mieczem.

Długo walczy Odin z wilkiem Fenrisem, który rzuca się z uwolnioną żądzą krwi na boskiego ojca, na końcu wilk połyka boskiego ojca.

Cóż z tego, że Widar, potężny syn Odina spieszy by pomścić ojca i miażdży wilka? Boski ojciec, pan Asgardu, nie żyje! Nadszedł koniec dla Azów.

Surtur wdziera się do Asgardu, trawi ogniem halę, a wokół ogniste jęzory strzelają do nieba. Także Midgard tonie w żarłocznych płomieniach. Cały świat pochłania ogień, a porządek wszechświata, stworzonego niegdyś przez Azów w mądrej trosce, przemija. Nadeszła powszechna zakłada. Otchłań Hel otwiera się i połyka umarłych.

Słońce czernieje, ziemia tonie, z nieba spadają jasne gwiazdy.

Huragan żaru powala jesion świata, wszechżywiciela. Płomienie przykrywają niebo. To oznaczają słowa pieśni z praczasów, a gdy Yggdrasil, drzewo świata, powali się z hukiem, świat bogów i ludzi zatonie w wodnych odmętach.

Według podań potworny pożar, który zniszczy Asgard i Midgard, nie będzie końcem.

Ogień oczyści wszystko, odkupi wszelkie winy, a złoty czas, który niegdyś panował, może wrócić. Dni doczesne, ze swoim dobrem i pięknem, ale i ze swoimi winami i błędami minęły, zaczynają się nowe dni. Z morza, którego fale pochłonęły świat Azów, wyłania się nowa ziemia z zielonymi polami, na których ludzka ręka nigdy nie siała. A gdy zacznie się ten dzień, zacznie się niewinny, pełen pokoju, doskonałego szczęścia.

Słońce urodzi córkę, nie mniej piękną niż matka, która płynie swą ścieżką.

A pod korzeniami jesionu świata, w studni Urd, przetrwa dwoje ludzkich dzieci, Lif i Lifthrasir, życie i jego siła. Wyrośnie z nich nowy ród, zamieszka on ziemię.

Powstanie nowy Asgard. Baldur, promienny bóg światła i jego brat Hödur, bóg zimy pozbawionej światła, wrócą z królestwa zmarłych Hel. Także synowie Thora, którzy na bitewnym polu odnajdą młot ojca, zajmą złote trony bogów. Nie trzeba będzie już miażdżyć olbrzymów mrozu i lodu, bo ponury ród olbrzymów nie powstanie do nowego życia. Młot będzie służył jeno czynom pokoju. Niezmącony spokój zapanuje na niebieskich wysokościach.

 

 

Tłumaczył Jacek Fijołek
CopyRight Jacek Fijołek

 

 

.

.

.

. .

Thor idzie po swój Młot


Pewnego ranka Thor stwierdził z przestrachem, że nie ma jego młota. Daremnie przeszukiwał wszystkie pokoje swego domu, szarpiąc się za brodę.

Przyszedł tedy Loki, bóg podstępny. Nie mógł ukryć swej radości ze szkody, gdy Thor opowiedział mu o swym nieszczęściu. "Pewnie olbrzymy go ukradły", odrzekł spokojnie Loki. "Jeśli chcesz, sprawdzę u nich." A Thor zgodził się.

Podstępny Loki pożyczył od Friggi szatę z piór, poleciał do Riesenheim i szybko się dowiedział, że olbrzym  Thrym, król potworów, ukradł młot i schował osiem mil pod ziemią.

"Jest tylko jedna cena, za jaką oddam młot", zawołał olbrzym śmiejąc się dziko,"Tylko jeśli Frigga, najpiękniejsza bogini, zostanie moją żoną!"

Gdy Loki przedstawił Azom  żądanie, Frigga krzyczała ze wstydu i gniewu, a bogowie zebrali się w wielkiej trosce i radzili, bo gdyby Thor nie odzyskał młota, Asgardowi groził upadek.

Mądry syn Odina, Heimdal, bóg jutrzenki i strażnik nieba przekonał opornego Thora do podstępu. Miał przebrać się za oblubienicę, by w szacie Friggi i jej ozdobach samemu pójść po młot. Loki, bóg podstępny, ofiarował się pójść z nim jako służka.

Thrym przyjął narzeczoną w głębokim woalu przepełniony radością. Kazał urządzić ucztę. Z gośćmi zajął miejsce w hali i raczył się tłustą pieczenią z wołu i pieniącym się miodem. Ze zdziwieniem patrzył jako i goście, jak rzekoma narzeczona zjadła całego woła, a do tego i osiem łososi, jak wypiła trzy beczki miodu.

"Osiem dni nie jadła moja pani, tak bowiem dręczyła ją tęsknota za tobą!" rzekł mądry Loki, by wyjaśnić dziwne jej zachowanie.

Olbrzym słuchał tego z radością. Niezgrabnymi paluchami uchylił woalu, by zobaczyć cudne lico narzeczonej. Lecz cofnął się przerażony oczyma, które błyskały jak strzelający ogień. "Moja pani", odparł Loki przebrany za dziewkę, "osiem nocy nie zamykała oczu z żądzy z a tobą."

Słowa te ucieszyły Thryma bardzo, zawołał wiąc rozkazując: "Przynieście młot potężnego Thora!"

Jakże uradował się Thor, gdy jemu, rzekomej narzeczonej, uroczyście położono jako weselny prezent młot na łonie!

W zajadłym gniewie chwycił za młot, rozkołysał go w dłoni i cisnął w olbrzyma Thryma, że ten padł po jednym ciosie z roztrzaskaną czaszką. Podniosła się wrzawa gdy Thor ciskał swym młotem Mjölnirem  i w innych olbrzymów, a ciskał tak długo, aż żaden z rodu Thryma przy życiu nie został.

Niebo śmiało się i grzmiało zarazem, gdy Thor wracał do lśniących niebios z surowego Riesenheim.

. Tłumaczył Jacek Fijołek
CopyRight Jacek Fijołek


Tak przy okazji: oświadczam że jestem autorem tego tekstu. Przez tekst rozumiem tłumaczenia dzieła, do którego prawa majątkowe w tytułu praw autorskich już wygasły. Tekst powstał w 1996 roku i od początku nosi oznaczenie CopyRight. Strona, którą widzisz oraz serwer Interii to jedyne miejsca, gdzie znajduje się legalnie. Tymczasem popatrz:

wyniki Google

Nikt z wyżej podanych nie zapytał mnie o zgodę. Wszyscy ze swojej kopii usunęli moje nazwisko.



Powyżej przykład złodziejskiej strony. Zwróćcie uwagę, że nie tylko tekst został bez żenady ukradziony, również moje autorstwo zostało wymazane z pamięci. Jest to przykre jeszcze bardziej, ponieważ swoją pracę udostępniam za darmo. Nie ma tu argumentu: "nie stać nie było."

Thor idzie po swój Młot

Pewnego ranka Thor stwierdził z przestrachem, że nie ma jego młota. Daremnie przeszukiwał wszystkie pokoje swego domu, szarpiąc się za brodę.

Przyszedł tedy Loki, bóg podstępny. Nie mógł ukryć swej radości ze szkody, gdy Thor opowiedział mu o swym nieszczęściu. "Pewnie olbrzymy go ukradły", odrzekł spokojnie Loki. "Jeśli chcesz, sprawdzę u nich." A Thor zgodził się.

Podstępny Loki pożyczył od Friggi szatę z piór, poleciał do Riesenheim i szybko się dowiedział, że olbrzym  Thrym, król potworów, ukradł młot i schował osiem mil pod ziemią.

"Jest tylko jedna cena, za jaką oddam młot", zawołał olbrzym śmiejąc się dziko,"Tylko jeśli Frigga, najpiękniejsza bogini, zostanie moją żoną!"

Gdy Loki przedstawił Azom  żądanie, Frigga krzyczała ze wstydu i gniewu, a bogowie zebrali się w wielkiej trosce i radzili, bo gdyby Thor nie odzyskał młota, Asgardowi groził upadek.

Mądry syn Odina, Heimdal, bóg jutrzenki i strażnik nieba przekonał opornego Thora do podstępu. Miał przebrać się za oblubienicę, by w szacie Friggi i jej ozdobach samemu pójść po młot. Loki, bóg podstępny, ofiarował się pójść z nim jako służka.

Thrym przyjął narzeczoną w głębokim woalu przepełniony radością. Kazał urządzić ucztę. Z gośćmi zajął miejsce w hali i raczył się tłustą pieczenią z wołu i pieniącym się miodem. Ze zdziwieniem patrzył jako i goście, jak rzekoma narzeczona zjadła całego woła, a do tego i osiem łososi, jak wypiła trzy beczki miodu.

"Osiem dni nie jadła moja pani, tak bowiem dręczyła ją tęsknota za tobą!" rzekł mądry Loki, by wyjaśnić dziwne jej zachowanie.

Olbrzym słuchał tego z radością. Niezgrabnymi paluchami uchylił woalu, by zobaczyć cudne lico narzeczonej. Lecz cofnął się przerażony oczyma, które błyskały jak strzelający ogień. "Moja pani", odparł Loki przebrany za dziewkę, "osiem nocy nie zamykała oczu z żądzy z a tobą."

Słowa te ucieszyły Thryma bardzo, zawołał wiąc rozkazując: "Przynieście młot potężnego Thora!"

Jakże uradował się Thor, gdy jemu, rzekomej narzeczonej, uroczyście położono jako weselny prezent młot na łonie!

W zajadłym gniewie chwycił za młot, rozkołysał go w dłoni i cisnął w olbrzyma Thryma, że ten padł po jednym ciosie z roztrzaskaną czaszką. Podniosła się wrzawa gdy Thor ciskał swym młotem Mjölnirem  i w innych olbrzymów, a ciskał tak długo, aż żaden z rodu Thryma przy życiu nie został.

Niebo śmiało się i grzmiało zarazem, gdy Thor wracał do lśniących niebios z surowego Riesenheim.

.

. .

O początku świata

Był taki czas, gdy nie było niczego. Nie było piasku ani morza, nie było morza ani ziemi, ani nieba z gwiazdami. Na początku był tylko Ginnungagap, nieme, ziejące Nic. I wtedy duch wszechojca stworzył Byt, a na południu powstał Muspelheim, kraina żaru i ognia, a na północy Niflheim, kraina mgły, zimna i ciemności. Z północy w Niflheim, wypłynął huczący zdrój, z którego wyłoniło się dwanaście rzek. Rzuciły się w otchłań, która rozdzielała północ i południe, i skostniały na lód.

Z Muspelheim iskry leciały na lód, skostniałość poczęła się topić, a wyłonił się z niej olbrzym Ymir, potem zaś Audhumbla, olbrzymia krowa, której mlekiem żywił się Ymir. Pewnego dnia Ymir napiwszy się do syta zapadł w głęboki sen, a z jego pach wyrosły dwa olbrzymie stworzenia mężczyzna i kobieta. Od nich dwojga wywodzi się ród olbrzymów mrozu i szronu.

Audhumbla, która nigdzie nie znajdowała trawy, lizała słone bloki lodu, a z lodu jej język uwolnił  trzeciego dnia mężczyznę. Był silny i piękny, a zwał się Buri. Własną mocą stworzył syna. Nazywał się Börs i wziął sobie za żonę Bestlę, córkę olbrzyma Bölthorna.

Börs spłodził z Bestlą trzech synów, byli to Odin, Wili i We. Wraz z nimi przyszedł na świat boski ród Azów.

Odin, Wili i We wyruszyli, by zdobyć panowanie nad stworzeniem. Zabili starego olbrzyma Ymira. Rzeki krwi z ran Ymira zalały świat, a wszystkie olbrzymy mrozu się potopiły. Tylko jeden, Bergelmir, uratował się wraz ze swoją niewiastą w łodzi. Oni dwoje stali się przodkami przyszłych rodów olbrzymów.

Martwe ciało Yrmira wrzucili bracia Odin, Wili i We w otchłań pomiędzy Muspelheim a Nilfheim i zrobili z niego ziemię. A z krwi Yrmira powstały wody rzek i morza, a z jego ciała ziemię, z kości i zębów góry i skały, a z jego czaszki powstało sklepienie niebieskie. Gdy Azowie rzucili mózg olbrzyma w niebo, zawisł w powietrzu jako chmury. Z włosów zrobiły się drzewa, z brwi powstał wał, który miał  Midgard, krainę ludzi, chronić przed morzem i olbrzymami.

Z iskier, które sypały się z ognia Muspelheim, bogowie stworzyli gwiazdy, którym dali imiona, a każdej wyznaczyli tor.

Ziemia stała się sucha i była otoczona przez morze, ziemia zaczęła się zielenić.

Gdy Odin wędrował kiedyś brzegiem morze ze swymi braćmi, zobaczyli na plaży dwa drzewa, jesion i wiąz. Spodobały im się bardzo.

Odin stworzył z jednego z drzew, z jesionu, pierwszego człowieka, mężczyznę. Z wiązu stworzono niewiastę. Odin tchnął weń życie i ducha, Wili dał im rozum i uczucia, a We podarował im zmysły wzroku i słuchu  i mowę.

Dziewięć królestw stworzyli bogowie na świecie, trzy podziemne, trzy ziemskie i trzy niebieskie.

Głęboko we wnętrzu ziemi leży Nilfheim, kraina lodu i umarłych. Nilfheim to najgłębsza otchłań, w której swą karę cierpią zbrodniarze i krzywoprzysiężcy. Schwarzalfenheim zwie się kraina nocnych karłów, którzy są garbaci i brzydcy, tak iż się o nich mówi, że lepiej ich nie opisywać. Znają się na wielu sztukach, wykuwają drogocenne klejnoty, ostre miecze i broń.

Po nocach straszą i dręczą ludzi, lecz są także wdzięczni, gdy ktoś im pomoże.

Na ziemi leżą Midgard, zamieszkują go ludzie, i kraina olbrzymów, w której zadomowiły się olbrzymy mrozu i szronu, jest także Wanenheim, królestwo bogów ziemi i wody, którzy zwią się rodem Wanów.

W niebie jest Muspelheim, kraina ognia, i Lichtalfenheim, gdzie żyją świetliste karły, pięknej postaci i zawsze radośni. Są przyjaciółmi ludzi. Ale najpierwej należy wymienić Asgard, świętą krainę Azów. Mieszkają tam bogowie w dwunastu zamkach, które sobie zbudowali. Potężny most, Bifröst, łuk tęczy, łączy ziemię i niebo. Tylko bogowie mogą wejść na ten most, którego strzeże mądry Heimdal. Nosi on róg, zwany Giallar, zwoła nim Azów do walki w dniu zmierzchu bogów.

Z ciała i krwi potężnego olbrzyma Ymira Odin i jego bracia stworzyli świat. Midgard zwie się ziemia, gdzie mieszkają ludzie. Niflheim to królestwo umarłych. Dokładnie pośrodku świata, w Asgardzie, bogowie, Azowie, zbudowali swoje mieszkania.

Tam siedzi na tronie Odin, najwyższy Bóg, którego ludzie zwą także Wodan, w Walhalli, w największej i najwspanialszej hali i rządzi nad światem i ludźmi. Na jego ramionach siedzą dwa kruki, Hugin, Myśl, i Munin, Pamięć, które na jego rozkaz codziennie fruną w dal i szepczą mu do ucha, co widziały i słyszały.

W święte noce gna Odin poprzez przestworza na swym białym rumaku ze swoją świtą w dzikim łowie ponad smaganymi wichrem szczytami drzew. Często schodzi na ziemię w ludzkiej postaci w niebieskim płaszczu usianym gwiazdami na ramionach i szerokim kapeluszu na głowie, by śmiertelnikom okazać swe współczucie, pomóc im, wystawić ich gościnność na próbę.

W tumulcie walki zbrojny włodarz nosi lśniącą zbroję i Gungnir, swój potężny oszczep. Sam nie uczestniczy w walce, lecz jedzie na swym ośmionogim rumaku Sleipnirze nad polem walki i naznacza oszczepem mężczyzn, których przeznaczył na śmierć. Walkürie, zbrojne dziewice o wspaniałej urodzie, są z nim i unoszą poległych na swych ognistych rumakach do Walhalli.

Syn Odina Thor, który zwie się także Donar, jest mocarnym bogiem gromu. Pomaga bogom i ludziom, jest podporą słabych, ma moc nad wiatrem i falami, poprzez grom i piorun. W toczącym się wozie, który ciągną kozły, jedzie na chmurach, w jego prawicy Mjölnir, młot, który po każdym rzucie sam do ręki wraca. Jak wszyscy bogowie tak i on nie jest czczony przez ludzi w świątyniach, lecz w gajach, z drzew świętym dla niego jest niezachwiany dąb.

Wśród bogiń królową jest żona Odina Frigga, która wraz z ojcem wśród bogów tron dzieli. Królową jest bogów i ludzi, a czczą ją jako dobrą panią, która o ludzi się troszczy, jest strażniczką małżeństwa i prac domowych, ona błogosławi lud dziećmi. Wóz, którym jedzie po ziemi, ciągną koty, te i inne domowe zwierzęta, także jaskółka i bocian, są jej święte i prorocza kukułka.

Rozdając błogosławieństwo i światło kroczy przez ziemię Baldur, bóg wiosennego słońca, który walczy o dobro i sprawiedliwość. Jego brat to ślepy Hödur, bóg zimy, ciemności i zimna. Nikt go nie kocha, wszędzie, gdzie wolno mu panować, zamiera życie.

Brat Odina, Loki, bóg ognia, który pożera zwłoki, jest kapryśny i złośliwy, a trzyma raz z Azami, raz z olbrzymami, którzy mieszkają w surowej krainie północy i chcą zburzyć pokój tego świata. Wilk Fenris i Wąż Midgardu są strasznymi dziećmi Lokiego.

Stara przepowiednia zwiastuje Azom, że wilk Fenris przyniesie światu upadek. Związali go więc bogowie podstępnie, uwiązali potwora u skały w morzu, zamknęli jego gardziel mieczem. Strasznie wyje wilk z bólu i złości. W dniu zmierzchu bogów uwolni się i będzie walczył przeciw Azom, a z nim Wąż Midgardu, który spoczywa na dnie morza, a swoim ciałem oplata całą ziemię.

Pośrodku Asgardu stoi Yggdrasil, wiecznie zielony jesion świata, który swą koroną wystaje wysoko ponad sklepienie niebieskie, który swe gałęzie rozpościera nad całym światem, a korzeniami przykrywa Hel, królestwo tych, którzy byli. Przy studni Urd, przy której stoi jesion, mieszkają Norny, nazywają się Urd, Werdandi i Skuld i znają los wszystkich bogów i ludzi. Bo nikt inny nie zna przyszłych losów, nawet wiedza Odina ma luki.

Yggdrasil nie zawsze będzie się zielenić, bo Nidhogg, smok, podgryza jego korzenie i przyjdzie kiedyś taki dzień, że jesion świata uschnie. Potem nadejdzie Ragnarök, dzień zmierzchu bogów, wilk Fenris zerwie pęta, Wąż Midgardu podniesie się z morza i nadejdą olbrzymy, bogowie i bohaterowie zbiorą się do ostatniej walki. Potem przeminie Asgard i Midgard, a wszelkie życie zgaśnie.


. Tłumaczył Jacek Fijołek
CopyRight Jacek Fijołek


Tak przy okazji: oświadczam że jestem autorem tego tekstu. Przez tekst rozumiem tłumaczenia dzieła, do którego prawa majątkowe w tytułu praw autorskich już wygasły. Tekst powstał w 1996 roku i od początku nosi oznaczenie CopyRight. Strona, którą widzisz oraz serwer Interii to jedyne miejsca, gdzie znajduje się legalnie. Tymczasem popatrz:

wyniki Google

Nikt z wyżej podanych nie zapytał mnie o zgodę. Wszyscy ze swojej kopii usunęli moje nazwisko.



Powyżej przykład złodziejskiej strony. Zwróćcie uwagę, że nie tylko tekst został bez żenady ukradziony, również moje autorstwo zostało wymazane z pamięci. Jest to przykre jeszcze bardziej, ponieważ swoją pracę udostępniam za darmo. Nie ma tu argumentu: "nie stać nie było."

.

. .

Śmierć Baldura


Baldur, syn Odina i Friggi, był najpiękniejszym i najszlachetniejszym wśród bogów. Kwitnący młodzieniec, bóg światła i wiosny, tego co dobre i sprawiedliwe, najbardziej kochany przez wszystkich Azów.
Boska matka Frigga miała pewnego dnia zły sen, Widziała jak Hel, bogini śmierci, uprowadza jej umiłowanego syna Baldura. Także Baldur miał sen, że jego młodemu życiu grodzi niebezpieczeństwo. Przywołał więc Odin prastarą Walę, strażniczkę Hel, z jej grobu, by zdobyć pewniejszej wieści. Na pytanie, kogo oczekuję w królestwie Hel, dostał odpowiedź: „Baldura, dobrego, się czeka. zabije go Hödur, jego ślepy brat.” Azowie i boginki radzili pełni troski o życie ukochanego i postanowili, że wszystkie stworzenia, na niebie i ziemi, złożą świętą przysięgę, że niczego Baldurowi nie uczynią. Sama Frigga skłoniła ogień i wodę, olbrzymy i elfy, ludzi, zwierzęta i rośliny by surowo trzymały się przysięgi. Od tej chwili mijała cel wszelka broń, którą kierowano przeciw Baldurowi, by wypróbować przymierze, a stało się wśród Azów prawdziwą zabawą, rzucać w niego pociski, z których żaden nie trafiał. W radzie bogów brał także udział podstępny i knujący intrygi Loki. Gdy bogowie raczyli się zabawą z Baldurem, podszedł do dobrej Friggi, przebrany za żebraczkę i wykradł jej tajemnicę: Na dębie przed bramą Walhalli rósł krzew jemioły. Nie ciążyła na nim przysięga, był za słaby i niepozorny, zdradziła mu Frigga. Loki oddalił się szybko, przyjął swą prawdziwą postać i pospieszył do dębu. Odciął gałązkę jemioły i wrócił w krąg bogów, którzy wciąż raczyli się radosną zabawą. Na uboczu stał jeno brat Baldura, ślepy Hödur. „Jak mam z wami igrać oczy moje nie znają światła?” odrzekł markotnie na pytanie Lokiego. „Napnij łuk, tu jest strzała”, rzekł Loki i podał mu gałązkę jemioły, „Będę celował za ciebie!”

Ślepy Hödur uczynił wedle rozkazu złego boga, a Baldur, jak rażony piorunem, opadł bez ducha na ziemię.

Tak spełniła się okrutna przepowiednia Wali.

Jeno słowo Odina, iż Hödur wypełnił przeznaczony Baldurowi los, ochronił mordercę przed zemstą bogów.

Sposobili się potem na rozkaz boskiego ojca, by pogrzebać ciało Baldura.

Nigdy przedtem nie panowała w Asgardzie ni zamieszkałej przez ludzi ziemi większa żałoba jak po Baldurze, ukochanym bogu.

Na brzegu morza Azowie postawili statek Baldura, a na nim ułożyli stos. Gdy położyli na nim zwłoki, Nanna, żona Baldura, nie potrafiła znieść tego widoku, a serce jej pękło ze zgryzoty. Ułożyli ją więc Azowie u boku Baldura.

Wszyscy bogowie złożyli bogu słońca słowa nadziei na drogę. Nikt jednak nie wie, co Odin wyszeptał szlachetnemu nieboszczykowi do ucha.

Thor podłożył ogień pod potężnym stosem. Wepchnął przy tym w płomienie karzełka o imieniu Lit, który wszedł mu pod nogi. On zaś spłonął.

Potem olbrzymy pchnęły statek ku falom i oddały go morzu. Coraz potężniejsze płomienie go otaczały, a sycił je dziki wiatr niosący łódź, jak wielka pochodnia ofiarna gnał po raz ostatni prze morze.

Gdy odmęty chwyciły łapczywie za płonące bele i wciągnęły na dno ich żar, zdało się czekającym na brzegu Azom, jakoby cały świat tonął w odmętach zmierzchu.

Nikt nie zaznał większej zgryzoty po śmierci Barldura niż jego matka Frigga. Czy na zawsze odebrano Azom i światu ludzi Baldura, boga wiosny? Czy serca Hel, bogini królestwa zmarłych, nie można zmiękczyć, by oddała ulubieńca bogów?

Po ciągłych prośbach Friggi Hermodur, boski posłaniec, postanowił oswobodzić swego brata.

„Dam ci Sleipnira, mego rumaka, na daleką podróż,” rzekł Odin do swego syna, „Pewnie poprowadzi cię do celu, bo drogę tą zna.”

Dziewięć nocy gnał boski posłaniec konia, aż ośmionogi rumak dotarł do mostu, który prowadził do Hel. Hermodur ważył się śmiało wstąpić do królestwa zmarłych. Wnet zobaczył Baldura, ukochanego brata, pogrążonego we śnie i bladego, siedzącego u boku Nanny. Szepnął do niego słowa pocieszenia. Posłaniec bogów trudził się tyleż długo co daremnie, by ułagodzić ponurą Hel. Z lodowatym chłodem spojrzała na niego. Potem pozwoliła usłyszeć swój głos: „Kto umarł, zostanie w moim królestwie. Także Baldur należy do Hel. Lecz mimo to, spełnię życzenie bogów i oddam go wolności, jeśli wszystkie stworzenia na świecie, martwe czy żywe, będą go opłakiwać. Jeśli choć jedno stworzenie odmówi uczestnictwa we łzach, Baldur pozostanie po wszechczasy w królestwie zmarłych.

Hermodur pośpieszył z powrotem na dwór Azów. Baldur i Nanna dali mu prezenty na drogę, które miał zanieść dla Odina i Friggi.

W Walhalli czekali już wszyscy w napięciu na posłańca. A Frigga pełna nadziei rozesłała wnet Alby, duchy podziemi, swych posłańców, po całym świecie, by pozyskać wszelkie stworzenia w imię powrotu Baldura, boga wiosny. „Myślcie o moim ukochanym synu”, kazała im powiedzieć, „i płaczcie nad jego śmiercią, a bogini podziemnego świata zezwoli mu na powrót.”

Trudy Friggi wydały się nie być daremne, wszelkie stworzenie, do którego dotarli posłańcy, było pełne litości i płakało nad bogiem światła. Alby wyruszały już w drogę do domu.

Wszelkie stworzenie, nawet skostniałe kamienie, płakały nad losem Baldura. I wtedy Alby spotkały w ponurej grocie okrutną olbrzymkę, Thög było jej imię, nie uroniła ni łzy nad śmiercią Baldura i nie poruszyła jej żadna prośba.

Tak więc pozostał Baldur w królestwie Hel.

Wielu Azów dotkniętych odmową ponurej baby, sądziło, że Loki wciąż uprawia swe przepełnione nienawiścią dzieło.

Gdzież podział się podstępny morderca? W środku rozpaczy, gdy wszystkimi wstrząsnęło morderstwo, zdradziecki Loki zdołał uciec. Uciekł do Riesenheim, schował się w starej osamotnionej kryjówce. Lecz bogowie znaleźli jego ślad. Lecz gdy zbliżyli się do domu, którego okna wychodziły na wszystkie strony świata, podstępny Loki uciekł. Zmienił się, jak to często czynił, w łososia i schował się pod wodospadem. Przedtem wrzucił do ognia sieć, którą sporządził, by wypróbować, czy można go nią złapać.

Przyprawiło go to o zgubę, bo bogowie odnaleźli w popiele odcisk sieci i wiedzieli, gdzie i jak mają go złapać. Choć czynił wszystko, by ujść przed pogonią, bogowie pochwycili go w się.
Zemsta Azów była tak samo okrutna jak zbrodnia, którą popełnił Loki. Poprowadzili go na wyspę w królestwie Hel i przykuli go tam do ostrej skały, że żadnym członkiem ruszyć nie mógł. Nad głową zdrajcy mściciele przytwierdzili żmiję, której jad bezlitośnie kapał na jego twarz. Sygin, żona Lokiego, podzieliła los potępieńca. Dzień i noc siedziała koło więźnia i łapała jad żmii do miseczki. Lecz gdy niewiasta podnosiła się, by wylać pełną miskę, Lokiego dręczył nieznośnie palący ból. Obracał się, a całym Midgardem targały wstrząsy, a ziemia drżała. To drżenie nazwali ludzie trzęsieniem ziemi. W te koszmarne noce wyje wilk Fenris, a Wąż Midgardu porusza się w otchłani morza, fale strzelają zaś wysoko do góry. Kipiel bije o wał, którym bogowie chronili Midgard przed morzem.

 

Tłumaczył Jacek Fijołek
CopyRight Jacek Fijołek

.

Tak przy okazji: oświadczam że jestem autorem tego tekstu. Przez tekst rozumiem tłumaczenia dzieła, do którego prawa majątkowe w tytułu praw autorskich już wygasły. Tekst powstał w 1996 roku i od początku nosi oznaczenie CopyRight. Strona, którą widzisz oraz serwer Interii to jedyne miejsca, gdzie znajduje się legalnie. Tymczasem popatrz:

wyniki Google

Nikt z wyżej podanych nie zapytał mnie o zgodę. Wszyscy ze swojej kopii usunęli moje nazwisko.



Powyżej przykład złodziejskiej strony. Zwróćcie uwagę, że nie tylko tekst został bez żenady ukradziony, również moje autorstwo zostało wymazane z pamięci. Jest to przykre jeszcze bardziej, ponieważ swoją pracę udostępniam za darmo. Nie ma tu argumentu: "nie stać nie było."

.

.

JabaBoxHome

 


O POCZĄTKU ŚWIATA

THOR IDZIE PO SWÓJ MŁOT

ŚMIERĆ BALDURA


ZMIERZCH BOGÓW




 

 

Miałem kiedyś zamiar stworzyć solidną stronę poświęconą mitologii nordyckiej. Te cztery opowieści wyżej miały być tylko początkiem. Dosyć szybko zauważyłem, że są bez umiaru kopiowane... ale nie tak po prostu kopiowane. Kopiowane są z usunięciem nazwiska autora. Tak więc... nie planuję publikacji tego typu rzeczy w przyszłości. Za dużo chamskiego złodziejstwa.

Wyżej widzicie oryginalny layout strony z czasów, gdy mieściła się na Interii. Zresztą do dzisiaj tam jest.