Wsadzę kij w szprychy... Słyszeliście o poprawności politycznej? Dla przeciętnego Niemca fakt, że przyjął milion muzułmanów to po prostu przykazanie miłości. Gdyby im to powiedzieć 25 lat temu, pukaliby się w głowy. 25 lat temu mówiono im o tym, że geje i lesbijki to też ludzie... w sumie prawda, nie? Ale gdyby im to powiedzieć 40 lat temu, to by się pukali po głowach - w Niemczech karalność stosunków między mężczyznami zniesiono formalnie dopiero w latach 90. 40 lat temu z okładem zaczęły się ruchy wegetariańskie. Jedzenie mięsa zaczęto poddawać ocenie moralnej. Nie chce mi się pisać więc - tak, walka o prawa zwierząt to był jedynie krok w kierunku poprawności politycznej. U nas jak widać popierają to ludzie zdawałoby się światli. Co mają z tego zwierzęta? Będą katowane w piwnicach... (Zanim nie było dla nich praw, po piwnicach nie gwałcono latami kobiet jak w Austrii czy Walonii...) Całość zejdzie do podziemia i nie będzie szansy zareagować. Co zyskało państwo? O tak - nową represję dla ludzi. Władza państwa nad obywatelem zwiększyła się. Szczególnie zyskała pewna grupa ludzi - ta najgorsza... donosiciele. Teraz może się okazać, że katujesz psa, jak sobie kupisz lepszy samochód. W dodatku organizacje "pro zwierzęce" będą czerpały profit z donosicielstwa. Uważaj, bo sąsiad patrzy... czy pies nie na łańcuchu, czy nie ścinasz własnego drzewa. Budowana jest postawa antyobywatelska. Obywatelem nie jest przecież ktoś, na kogo zawsze znajdzie się paragraf. Zwierzętom będzie tymczasem tylko tak dobrze, jak dobrze będzie ludziom i żaden przepis tego nie zmieni. Nie będzie niestety dobrze, jeśli kwestionuje się coś takiego, jak własność prywatna... a kwestionuje się! Idziemy śmiałym krokiem ku komunie. Zapłacą i ludzie i zwierzęta... z pobudek miłości. Przecież ten system nie bez powodu nazywa się POPRAWNOŚĆ polityczna. Jego tezy z gruntu są poprawne i trudno szpilę wbić. Właśnie na tym polega jego fenomen, że chodzi o dobro... pozorne.